Figura Nowej Ery
I. Figura
Obserwując fenomen niezwykle ważnej, być może najważniejszej astrologicznej figury ostatnich 2 tys. lat, jaką jest bisekstyl (podwójny sekstyl) planet pokoleniowych Urana w Bliźniętach, Neptuna w Baranie oraz Plutona w Wodniku, należy zadać fundamentalne pytanie: czego zapowiedzią jest ta konstelacja?
Trzy elementy mogą stworzyć trzy typy figur. Pierwszym są półkrzyże. Miały one miejsce w ostatnich dwóch tys. lat dwa razy, w 662 i 1556 roku. Drugim typem figur jest huśtawka (linia planetarna) gdy dwie planety są po jednej, trzecia zaś po drugiej stronie. Huśtawki pojawiały się w 1395, 1901 i 1905 roku. Trzecim typem figur są różne warianty trójkątów. W praktyce ważne są dwa typy trójkątów. Najważniejszy jest wielki trygon (trójkąt równoboczny), który utworzył się w 734, 1253 i 1770 roku. Drugim ważnym typem trójkąta, który mogą utworzyć planety, jest wspomniany bisekstyl, który pojawiał się na niebie w 856 i 993 roku.
Planety pokoleniowe tworzyły również mniej znaczące figury, takie jak trójkąt dynamiczny, trójkąt syntetyczny, „palec diabła”, trójkąt losu, ale w naszych rozważaniach można je pominąć. A zatem przez ostatnich 2 tys. lat figury złożone z trzech planet pokoleniowych zdarzyły się dziesięć razy. Bisekstyl jest zatem jedenastą z rzędu figurą, a w tym tysiącleciu – pierwszą. O bisekstylu piszę już od dwóch lat, analizując profetyczny niemalże charakter tej figury.
Dlaczego to tak ważne, przełomowe, epokowe zdarzenie? W końcu figury złożone z trzech elementów pojawiają się średnio raz na dwieście lat. Co czyni obecny bisekstyl wyjątkowym?
Wszystkie poprzednie konstelacje nie były idealnie dokładne. Orby planetarne odchylały się do blisko ośmiu stopni. Ich czas życia też nie był bardzo długi, zwykle kilka miesięcy.
Obecny bisekstyl planet pokoleniowych ma aż sześcioletni czas życia (!). W lipcu i w sierpniu zaś wszystkie orby planetarne tej figury osiągnęły poziom zero, czyli perfekcyjną dokładność! Nie mówimy oczywiście o matematycznym pojęciu idealnej dokładności, gdyż ta jest czystą abstrakcją, ale o orbach poniżej jednego stopnia. W tym wypadku orba wyniosła zaledwie 8-10 minut kątowych, co z astrologicznego punktu widzenia jest niemalże ideałem!
II. Hermetyzm
Astrologia bazuje na hermetycznej, gnostycznej zasadzie wyrażonej w szmaragdowej tablicy: „To, co jest niżej, jest jak to, co jest wyżej, a to, co jest wyżej, jest jak to, co jest niżej, dla przeniknięcia cudów jedynej rzeczy.”
Wszechświat manifestuje swoje przesłania odwołując się do idei relacji makrokosmosu i mikrokosmosu: Nieba (góra) i człowieka (dół) stanowiąc jedność, a układy ciał niebieskich odzwierciedlają stany duchowe. Figury planetarne są zatem znakami zapowiadającymi ważne procesy, zmiany, transformacje.
III. Zmiana paradygmatu
Wyjątkowość bisekstyla każe nam uważnie przyglądać się różnym procesom i zjawiskom, upatrując w nich ważnych wskazówek na temat nadchodzących zmian, nowych czasów, przeobrażeń i przemian. Obiektem naszej uwagi nie są polityczne spory, wojny, kryzysy ekonomiczne, wzloty i upadki przywódców i liderów, nawet najwyższej wagi.
Za kilkanaście lat nikt nie będzie pamiętać o Trumpie, Putinie, Xi Jinpigu. O współczesnych konfliktach i wojnach historycy będą pisać, tak jak dziś piszą o wojnie burskiej, powstaniu tajpingów, I i II Wojnie Światowej, o Korei, Wietnamie.
Z pewnością chodzi o coś innego, o jakieś inne zjawiska i procesy, niż zajmujące nagłówki mediów zdarzenia. Chodzi o przyszłość ludzkości, cywilizacji, gatunku, o nasz rozwój, ewolucję świadomości. Być może chodzi o sztuczną inteligencję, która mocno zajmuje uwagę mediów, myślicieli i filozofów. Może też chodzić o zagrożenia wojenne, w tym związane z bronią masowej zagłady, może chodzi o przyszłość demokracji. Czy bisekstyl zapowiada wielki technologiczny zwrot, podbój kosmosu? Wątpię…
Mamy tendencje do przeceniania znaczenia różnych zjawisk, które wprawdzie mocno nas teraz absorbują, ale za jakiś czas pies z kulawą nogą nie będzie o tym pamiętać. Chodzi zatem o coś innego, coś znacznie ważniejszego, czego albo nie dostrzegamy, albo nie rozumiemy, albo ignorujemy, albo nie doceniamy.
IV. Nowa Era
Duchowa, religijna i filozoficzna historiozofia lubowała się w wyznaczaniu różnych epok i eonów. Znamy indyjskie pojęcie kalpy złożonej z czterech jug (satja, treta, dwapara i kali). Teogonia Hezjoda wyróżnia pięć epok: Wiek złoty, Wiek srebrny, Wiek brązowy, Wiek bohaterów (herosów) oraz Wiek żelazny. Średniowieczny mistyk chrześcijański Joachim z Fiore stworzył historiozofię opartą na trzech eonach – Ojca, Syna i Ducha. W XIX wiecznym środowisku ezoterycznym i teozoficznym (Levi H. Dowling, Alice Bailey, Helena Bławatska, Dane Rudhyar) pojawiła się kolejna – oparta na astrologicznej symbolice – historiozofia oparta na zjawisku precesyjnego roku platońskiego er ludzkości, w którym wiosenna równonoc cofając się na tle gwiazd przez 26 tys. lat zatacza koło przesuwając się przez całą ekliptykę. Co mniej więcej 2 tys. lat punkt wiosennej równonocy zmienia swoją pozycję względem gwiazdozbiorów i zmienia się era.
Zawiłość i komplikacja związana z kwestią wielkości i granic gwiazdozbiorów utrudnia precyzyjne wyznaczenie er. Możemy jedynie obserwować fenomeny zapowiadające koniec i początek nowej ery. 2 tys. lat temu zaczęła się Era Ryb, którą powiązano z chrześcijaństwem. Era ta kończy się lub już się skończyła. Cofający się punkt równonocy w zasadzie zatem jest już na początku Wodnika wyznaczając nową erę – Erę Wodnika.
Bisekstyl planet pokoleniowych może zatem zwiastować nową erę, albo jakiś jej kolejny etap, zmianę paradygmatu, światopoglądu, duchową przebudowę i przemianę. I nie ma znaczenia, że wiele osób zaczyna wątpić w proces duchowej ewolucji ze względu na rosnące zagrożenia, lęk, obawy i niepokoje.
Jednak każda zmiana epoki, każdy czas przełomu jest przepełniony apokaliptycznym lękiem, poczuciem nadciągającej katastrofy lub wstrząsu. Apokalipsa, jako gatunek literacki, wizja, religijny przekaz narodził się bowiem dwa tys. lat temu, na progu Ery Ryb, na łonie żydowskiego mistycyzmu, choćby w postaci starotestamentowej Księgi Daniela. Najbardziej znanym jej dziełem jest ikoniczna i zagadkowa Apokalipsa św. Jana. I choć zagrożeń i niepokojów wtedy nie brakowało, pojawiały się też optymistyczne wizje nadziei. Podobnie dziś – optymistyczne wizje Ery Wodnika gdzieś się poukrywały, dominują zaś mroczne i ponure proroctwa, narracje i opowieści.
Podwójny sekstyl planet pokoleniowych przypomina o wizjach Levi H. Dowling i Alice Bailey, opowieść o niosącym nadzieję Wodniku i jego erze.
Niebo w sierpniu
Słońce przebywa w Lwie, by 23.08 o godz. 4.18 wejść w Pannę. Merkury jest w Raku. 9.08 wkracza w Lwa, zaś 25.08 w Pannę. Wenus jest w Pannie, by 6.08 wejść w Wagę. Uran i Mars wędruje przez Bliźnięta. 11.08 Mars wkracza w Raka. Jowisz wędruje przez Lwa. Saturn retrograduje w Baranie, Neptun w Baranie, Pluton zaś w Wodniku. Nów Księżyca będzie mieć miejsce 12.08 w Lwie. Towarzyszyć mu będzie całkowite zaćmienie Słońca. Pełnia Księżyca będzie mieć miejsce 28.08 w Rybach. Towarzyszyć jej będzie częściowe zaćmienie Księżyca.

Lex szarlatan, czyli lex czarownica

Jaką zmianę zapowiada światu niezwykły bisekstyl Urana, Neptuna i Plutona? Czego może dotyczyć, jakie daje nam znaki, w jakim kierunku prowadzi?
Planetarny bisekstyl może mieć szczególne i wyjątkowe przesłanie właściwie w każdej kulturze, cywilizacji, społeczności i państwie, bo każda kultura i cywilizacja staje przed różnymi wyzwaniami. Czy na naszym krajowym podwórku możemy dostrzec jakieś interesujące sugestie, sygnały i przekazy związane z tymże bisekstylem?
Zachodnia cywilizacja wiele osiągnęła, wiele zdobyła, ale też stoi przed wieloma poważnymi dylematami i zagrożeniami. Nie sposób ich wszystkich zliczyć. Są mniej i bardziej ważne misje, testy i próby, z którymi ludzkość się mierzy i mierzyć będzie. Jednym z najważniejszych, stanowczo niedocenianych i niezauważanych problemów, jest kwestia zdrowia.
Średnia życia człowieka znacznie się wydłużyła. Jeszcze w roku 1800 wynosiła ona około 33 lata, przede wszystkim ze względu na wysoką śmiertelność noworodków. W roku 1900 było to już 48 lat, a były to początki skuteczniejszej walki z chorobami zakaźnymi. W roku 1950 średnia długość ludzkiego życia wyniosła 66 lat, ze względu na powszechny dostęp do antybiotyków i szczepionek. Współcześnie, w XXI wieku średnia długość życia wynosi 73,5–74 lata na świecie, a w krajach rozwiniętych ponad 80.
Można powiedzieć – wielki sukces! A jednak… Długości ludzkiego życia nie towarzyszy poprawa zdrowotnej jakości tegoż życia. Ktoś napisałby, że to oczywiste. Ze względu na to, że tak dużo osób dożywa sędziwego wieku, mamy do czynienia z epidemią chorób, które kojarzymy właśnie ze starością – krążeniowych, zwyrodnieniowych, neurodegradacyjnych, nowotworowych.
Problem polega jednak na tym, że chorują nie tylko seniorzy. Coraz bardziej schorowani są ludzie w średnim wieku, młodzi, a nawet dzieci. Jako gatunek ewolucyjnie i genetycznie sypiemy się na potęgę. Rośnie liczba chorób autoimmunologicznych, chorób przewlekłych, nowotworów, poważnych alergii. Choroby niegdyś podeszłego wieku, takie jak demencja (przede wszystkim choroba Alzheimera), zaczynają się pojawiać u coraz młodszych osób, nawet nastolatków! Depresja i inne poważne zaburzenia psychiczne to już nie tylko choroba ludzi po życiowych przejściach. Na te dolegliwości już zaczynają chorować dzieci w wieku przedszkolnym!
Wykańczają nas choroby o podłożu cywilizacyjnym, związane ze złym odżywianiem, stresem, presją, przeciążeniem nerwowym, chemizacją rolnictwa, nadużyciem antybiotyków – zwłaszcza karmionych nimi zwierząt hodowlanych, złym powietrzem, zatrutą wodą, chemikaliami trującymi nas na każdym kroku.
Znana dobrze w środowisku medycyny naturalnej osoba, jaką jest popularyzator medycyny naturalnej, postać dla niektórych kontrowersyjna – Jerzy Zięba – na dużym wykładzie, gdzie na sali siedziało kilkaset osób, zadał pytanie: „niech podniosą ręce osoby, w których rodzinach nie ma osób przewlekle chorych”. Nikt nie podniósł ręki …
Średnia długość życia w krajach rozwiniętych przestała się wydłużać i zaczęła się… skracać. To nie tylko konsekwencja pandemii covid-19. To znacznie bardziej złożony proces. Jak na to odpowiada cywilizacja? Współczesna medycyna ma wielkie osiągnięcia – chirurgia, ortopedia, nowoczesna diagnostyka, medycyna ratunkowa. Medycyna chwaliła się też wielkimi sukcesami w walce z chorobami zakaźnymi, w czym pomocne okazało się odkrycie antybiotyków. Ale to już przeszłość. Pojawiają się nowe szczepy bakteryjne, całkowicie odporne na antybiotyki, coraz bardziej groźne, zabójcze, odporne na leczenie wirusy.
Medycyna akademicka kiepsko radzi sobie z chorobami przewlekłymi. Nowoczesne metody leczenia i terapie przestają być skuteczne, a cudowne farmaceutyki i terapie, które miały zapewnić nam zdrowie, zaczynają nam szkodzić i nas zabijać. Szczepienia wyeliminowały wiele chorób zakaźnych, które dziesiątkowały ludzkość, ale nie poprawiły one sprawności immunologicznej człowieka.
Chorowanie i umieranie staje się coraz bardziej nieludzkie, zdehumanizowane, okrutne w swojej zbiurokratyzowanej, urzędniczej, zoptymalizowanej naukowo i statystycznie maszynerii. Ten koszmarny świat niczym z ponurych dystopii, potwornie drogi, pozbawiony empatii, przeciążony od kolejek, zmęczonych, wypalonych zawodowo lekarzy – każdy to zna, kto chorował, albo komu z rodziny ktoś zachorował. Dobrze to było też widoczne podczas pandemii, gdzie przez blisko dwa lata medyczna rzeczywistość zaczęła przypominać horrory, sceny z dystopijnych filmów sci-fi, totalitarny świat rodem z Orwella, gdzie w pełnej krasie zobaczyliśmy potworność i nieludzki charakter tego wszystkiego, co nazywamy systemami opieki zdrowotnej. System medyczny, urzędnicy i państwo podczas pandemii pokazali swoją najgorszą, najbardziej toksyczną i złą stronę.
Co chwilę wybuchają afery związane z nadużyciami związanymi z wydawałoby się cudownymi lekami, tysiące osób umiera nie tylko na skutek chorób, ale też ze względu na efekty uboczne leczenia, błędy medyczne. Tylko w Stanach Zjednoczonych z powodu błędów lekarskich i efektów ubocznych terapii umiera rocznie od 200 do 400 tys. osób.
Systemy opieki medycznej niemal na całym świecie przeżywają kryzys, dehumanizują się, stają się niewydolne. Lawinowo rosną koszty opieki medyczne, rosną składki na ubezpieczenie, efekty są zaś żadne. Dochodzi do tego moralny i etyczny upadek całego systemu opieki zdrowotnej. W Polsce wybuchły afery związane z zarobkami lekarzy, taśmowe wykonywanie zabiegów, często zbędnych i niepotrzebnych, byle tylko zarobić…
Dochodzi do tego jeszcze przemysł farmaceutyczny, który jest jednym z najbardziej dochodowych dziedzin biznesu, którego dochody sięgają 2 bln (2 tysiące miliardów) dolarów rocznie. Podziwiany w filmach i serialach amerykański system opieki zdrowotnej to tylko wydmuszka. 10% Amerykanów nie ma żadnego ubezpieczenia zdrowotnego. A od 30 do 50 % z nich ma zaledwie podstawowe ubezpieczenie medyczne. W przypadku poważniejszych problemów zdrowotnych okazuje się niewystarczające, a leczenie prowadzi do bankructwa. Kilka godzin spędzonych na amerykańskim SOR-ze może nieubezpieczonego kosztować kilkanaście tysięcy dolarów. Choroba nowotworowa może zaś być mniejszym problemem, niż wizja ekonomicznej katastrofy związanej z potwornie drogim leczeniem.
Skąd wzięły się setki tysięcy Amerykanów na ulicach, uzależnionych od syntetycznych opioidów narkomanów? To w większości ludzie, których ze względu na horrendalne koszty opieki medycznej „leczono” środkami przeciwbólowymi, od których się uzależnili. Doszli do tego wyniszczeni psychicznie, wypaleni, cierpiący z powodów psychicznych ludzie, którzy wypadli z systemu.
Każdy z nas słyszał o historiach umierających staruszków na SORach, zaniedbanych, pozbawionych pomocy ludziach, tłoczących się w kolejkach przed rejestracją, źle leczonych zagubionych biednych ludziach, którzy niczym Józef K. z powieści Kafki, błąkają się po świecie ukształtowanym przez nocne koszmary.
Dokąd to wszystko prowadzi? Do katastrofy, do całkowitej niewydolności, upadku, bankructwa potwornie drogiego, zdemoralizowanego etycznie, finansowo i systemowo modelu opieki medycznej. I nie jest to tylko polski problem. To problem globalny. Wszędzie jest źle i będzie dużo gorzej!
Jak na to odpowiada system – farmaceutyczny biznes, akademicki świat medyczny, urzędnicy z NFZ, Naczelnej Izby Lekarskiej, zależni od nich wydawcy mediów? Rozpętali wściekłą nagonkę na medycynę naturalną, zielarstwo, homeopatię, naturoterapeutów, duchowych uzdrowicieli określając ich mianem „szarlatanów”.
I w tym miejscu zrobimy duży twist. Przeskoczymy o jakieś 2 tys. lat wstecz do czasów, gdy tuż przed upadkiem Zachodniego Cesarstwa Rzymskiego cesarz Konstantyn po trzech wiekach prześladowań w Edykcie Mediolańskim (313 rok) legalizuje chrześcijaństwo.
Prześladowani chrześcijanie szybko zamienili się w bezwzględnych, sfanatyzowanych i okrutnych prześladowców. Nowa panująca religia z zapiekłą bezwzględnością zaczęła zwalczać stare kulty. To była nie tylko walka z dawnymi religiami. To była wielka, totalna wojna z całym antycznym, politeistycznym, różnobarwnym, wielowyznaniowym, pluralistycznym światem pogańskiej duchowej kultury i filozofii.
Wraz z walką z tym starym światem zaczęły się prześladowania innowierców, zaczęły płonąć stosy z heretykami. Najmocniej jednak zaczęły płonąć stosy z tymi wszystkimi, których chrześcijaństwo wrzuciło do worka „wspólnicy diabła” – w większości oczywiście dotyczyło to kobiet oskarżonych o czarostwo, paktowanie z diabłem, używanie czarnej magii. Płonące na stosach czarownice w zdecydowanej większości były zielarkami, uzdrowicielkami, wróżkami, szamankami, które oczywiście często używały magii, którą dziś w większości określilibyśmy jako psychoterapię i uzdrawianie duchowe.
Stosy jednak najmocniej płonęły nie w sponiewieranym przez kulturę średniowieczu, ale w opiewanym przez literaturę renesansie i wcale niekoniecznie tylko w świecie katolickim. Stosy płonęły jeszcze mocniej w świecie protestanckim, gdyż ewangelicy byli jeszcze bardziej opętani i oszalali na punkcie walki ze złem i diabłem.
Co zaś było złem, diabelstwem i współpracą z demonami – o tym decydowała centralistyczna władza kościelna, oczywiście mężczyzn, zazdrosnych o władzę, bojących się kobiet patriarchalnych urzędników kościelnej machiny.
Stosy przestały płonąć w XVIII wieku. W miejsce religijnego fanatyzmu wkroczyła nauka ze swoim krytycyzmem, racjonalizmem, sceptycyzmem i materializmem. Przeminął klasyczny świat jatromedycyny, hipokratejskiej medycyny humoralnej, holistycznej wizji zdrowia człowieka, którą znamy z astrologicznych i medycznych traktatów Ptolemeusza, Hipokratesa, Wettiusza Walensa, Marka Maniliusza i późniejszych – Albumasara, Paracelsusa, Galena, Culpepera i wielu innych.
W medycynie zaczął dominować model biochemiczny, w którym człowiek to wprawdzie skomplikowany, ale jednak mechanizm biologiczny, fizykalny i chemiczny. Holistyczne koncepcje, w których człowiek to coś więcej, niż materia, zostały odrzucone i potępione.
Co to ma jednak wspólnego ze średniowiecznymi stosami z czarownicami i heretykami? Medycyna i leczenie zostały w XX wieku zawłaszczone przez akademicki, urzędniczy system na spółkę z wielkim farmaceutycznym biznesem. W średniowieczu centralistyczny system kościelny kontrolował prawowierność myśli, praktyk i poglądów, bezwzględnie zwalczając podejrzanych, heretyków i czarownice.
Tak naprawdę nic się od tej pory nie zmieniło. Nadal doskonale trwa i rządzi patriarchalny, centralistyczny, zamordystyczny, autorytarny system, który już wprawdzie nie zajmuje się poglądami religijnymi, ale zawłaszczył sobie sferę zdrowia, wokół której istnieje cały ekosystem związany z edukacją, farmacją, światopoglądem, nauką, wiedzą i potężnymi interesami.
System wie, co ci jest potrzebne, co zaś nie powinieneś robić, jak się leczyć i u kogo. Państwo, urzędnik, profesor medycyny przejmują kontrolę nad twoim ciałem, zdrowiem, nad decyzjami, które podejmujesz, bo państwo, urząd i instytucje wiedzą lepiej, co jest dla ciebie dobre. To nie jest tylko polski fenomen. Tak jest w całym zachodnim świecie, z niewielkimi tylko różnicami.
Usłużne media, które żyją z reklam, a big farma to największy medialny reklamodawca, zrobią dla swoich sponsorów wszystko. Stąd seria przepełnionych oburzeniem, dramatycznych reportaży w mainstreamowych mediach o mordujących szarlatanach medycznych, o oszustach, o trucicielach, którzy wyłudzają pieniądze do naiwniaków.
W tych wiejących grozą tekstach i telewizyjnych reportażach pojawia się wizerunek tegoż szarlatana, który leczy trującymi ziołami, toksycznymi grzybami, odradza chorym chemioterapię, walczy ze szczepionkami, przyczyniając się do ich śmierci. Media stosują sprytną manipulację. Skupiają się na rzadkich przypadkach ewidentnych oszustów, zaburzonych psychicznie ludzi, zestawiając ich z autorytetami naukowymi i lekarskimi. Gdy w studiu telewizyjnym posadzimy bok siebie prostą, niewykształconą kobiecinę leczącą ziołami, szeptuchę, zielarkę a obok niej ustawimy profesora medycyny, autorytet naukowy, to jak myślicie, kto lepiej wypadnie w tej konfrontacji?
Walka nauki z medycyną naturalną, z naturoterapeutami, ziołolecznictwem, medycyną holistyczną, uzdrawianiem duchowym trwa od ponad stu lat, od początku istnienia oficjalnego systemu opieki medycznej, naukowego paradygmatu, tego wszystkiego, co akademicki świat uznaje za „naukowe”, a co nie uznaje. Walka ta mocno przyspiesza, co widać w nasilającym się europejskim ustawodawstwie penalizującym kolejne substancje lecznicze (zioła, grzyby, naturalne surowce, takie jak srebro koloidalne).
W Polsce jednak sprawy mocno przyspieszyły. U nas medyczny świat przy wsparciu urzędników poszedł na ostro. Ustawa Lex Szarlatan nadaje urzędnikowi (Rzecznikowi Praw Pacjenta) potężną, uznaniową władzę. RPP może czysto uznaniową decyzją uznać, że dana praktyka nie spełnia kryteriów „naukowości”, może nakazać blokadę strony internetowej, wprowadzić zakaz działalności, nałożyć karę pieniężną nawet do wysokości 1 mln zł. Zakazane ma być tym przypadku nawet używanie słowa „leczenie”. Właściwie można to uznać, za faktyczny zakaz naturoterapii, gdyż każdą nieprawomyślną terapię naturalną można wrzucić do worka „nienaukowa”, wraz z liczącymi tysiące lat astrologią medyczną, ajurwedą i medycyną chińską.
To totalitarne ustawodawstwo rodem z Orwella, z czasów średniowiecznej inkwizycji, stalinowskiej komuny, chińskiego zamordyzmu przeszło przez polski parlament w zasadzie bez większej refleksji. W oficjalnych mediach właściwie też jest cicho. Szaleje tylko Internet, gdzie zrozpaczeni ludzie zajmujący się medycyną naturalną krzyczą, błagając o pomoc. Liberalna władza wprowadza ustawy, którymi nie powstydziłby się Władymir Putin i Xi Jinping.
W myśl tych przepisów leczący duchowo Asklepios, twórca medycyny humoralnej Tales z Miletu, zwolennik astrologicznej analizy Hipokrates, bóg-uzdrowiciel Hermes Trismegistos zostaliby uwaleni przez Rzecznika Praw Pacjenta karą miliona złotych za stosowanie terapii, które nie spełniają kryterium naukowego.
I nie ma tu znaczenia, że NIL rozpatrywała zaledwie kilka skarg na naturopatów i dziesiątki tysięcy na błędy lekarskie, w tym przypadki śmierci pacjenta. Nie ma znaczenia, że Rzecznik Praw Pacjenta – niczym kościelny inkwizytor – dostaje potężną, uznaniową władzę o sile rażenia bomby atomowej.
Ci „szarlatani” są łatwym celem dla mainsteramowych mediów. Naturopaci nie są zorganizowanym środowiskiem, ale rozproszonym, działającym w niszach, bez politycznego i biznesowego wsparcia. Ludzie ci przez dziesięciolecia opluwaniu, poniżani, nazywani płaskoziemcami, foliarzami, szurami, antyszczepionkowcami, ciemniakami radykalizowali się politycznie, co jest oczywiste dla każdego socjologa badającego wykluczone grupy społeczne. Nie zajęła się nimi lewica, która tradycyjnie troszczy się o wykluczonych. Nie zrozumiała, że prześladowania naturopatów to tak naprawdę opowieść o okrutnym patriarchacie prześladującym ludowy, kobiecy, naturalny pierwiastek. Zajęła się nimi radykalna prawica. Bo gdzie mają pójść naturopaci, gdy są wyszydzani i poniżani przez liberalne media, naukę, medyczny biznes?
To tłumaczy narastającą wrogość obu środowisk – świata medycyny akademickiej i naturalnej. Jednak ten konflikt nigdzie nas nie doprowadzi. Nieukrywana pogarda i wrogość świata akademickiego do medycyny naturalnej to naukowe nadużycie, ignorancja i zwykła głupota. Naturopaci nie mogą też odrzucać nowoczesnej medycyny, bo bez niej nie damy rady. Rozwiązaniem jest coś, co już się nieźle rozwija w zachodnim świecie, co określa się mianem medycyny komplementarnej, opartej na współpracy naukowej medycyny i naturoterapii.
Tego trendu – powrotu do medycyny naturalnej – nie da się zatrzymać. I nie uczyni to stalinowska, zamordystyczna ustawa Lex Szarlatan. Wielkie, centralistyczne systemy opieki medycznej stają się coraz bardziej niefunkcjonalne, coraz droższe, coraz bardziej zdeformowane i zdegenerowane od strony finansowej i moralnej. Oba światy są zatem skazane na współpracę. Przyszłością lecznictwa jest medycyna informacyjna, bazując na innym, holistycznym paradygmacie, w którym tradycja naturoterapii i starożytnej wiedzy spotyka się z nowoczesnymi technologiami i fizyką kwantową, nowoczesną psychoterapią, holizmem, medycyną psychosomatyczną, ziołami, grzybami, nurtami z pogranicza duchowości, psychologii, szamanizmu.
Niezwykła, historyczna, przełomowa figura planetarnego bisekstyla sprawiła, że polscy naturopaci przerażeni wizją prześladowań podjęli walkę, gorąco dyskutują, wspierają się, łączą siły z przedstawicielami świata naukowego. Ważną rolę odgrywa tu zwłaszcza prof. Łukasz Łuczaj, botanik, profesor nauk biologicznych, wykładowca akademicki, profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego i wielu innych akademików, którzy się przebudzili. Naturopaci zaczną się organizować i bronić swoich praw oraz zwykłej ludzkiej godności.
W Polsce medycyną naturalna i uzdrawianiem duchowym zajmuje się blisko 30 tys. osób. Liczbę klientów związaną z medycyną naturalną szacuje się na 2 mln osób. To potężna grupa, również wyborcza, o czym wkrótce dowiedzą się polscy politycy, zwłaszcza ci, którzy tak ochoczo zagłosowali za Lex Szarlatan.
Tak naprawdę dzieje się jeszcze coś więcej. Ten nasz polski, krajowy bunt naturopatów i zwolenników medycyny naturalnej zapowiada wielką zmianę paradygmatu, powrót do holistycznego, wielowątkowego opartego na różnorodności świata znanego z antyku, a zarazem odrzucenie bezwzględnego, centralistycznego systemu, który przez dwa tysiące lat nakazywał ludziom czynić to, co się władzy podobało, zabraniać zaś tego, co władzę uwierało.
Ktoś kiedyś powiedział: „w Polsce się wszystko zaczęło i w Polsce się wszystko skończy”.
Sierpniowe napinanie muskułów - prognoza dla świata na sierpień

Sierpień zapowiada ciekawą mieszankę zagrożeń i niepokojących symptomów z niosącymi nadzieję i optymizm konfiguracjami.
Dwa typy zdarzeń będą przykuwać naszą uwagę. Pierwszą grupą zdarzeń są zaćmienia. 12 sierpnia podczas nowiu będzie mieć miejsce całkowite zaćmienie Słońca. Zaćmienia nie są wprawdzie rzadkim zjawiskiem, gdyż mają miejsce średnio cztery razy w roku (dwa zaćmienia Słońca i dwa Księżyca). Ale zaćmień w jednym roku może być nawet siedem. Jednak całkowite zaćmienia są rzadsze, mniej więcej raz na dwa – trzy lata. Sierpniowe zaćmienie Słońca będzie widoczne w Rosji, Grenlandii, Islandii oraz w Hiszpanii i Portugalii.
Zaćmienia od starożytności uchodziły za złowróżbne zjawiska, zapowiadając nieszczęścia. Słońca będzie mieć miejsce w znaku Lwa, co symbolicznie odnosiło się w dawnych czasach do władzy centralnej – królewskiej, a w współcześnie do prezydenckiej pozycji wielkich i ważnych liderów (Trump, Putin, Xi Jinping, Netanjahu, król Karol III, unijni liderzy i przywódcy i inne ważne persony). Klasycy astrologii w różny sposób odnosili się do wpływów zaćmienia – jego zasięgu i czasu oddziaływania.
Klaudiusz Ptolemeusz twierdził, że zaćmienia niosą skutki przede wszystkim dla obszarów nad horyzontem, czyli tych, w których zaćmienie jest widoczne. Czas zaćmienia opisywany jest w tzw. godzinach ekwinokcjalnych. Jedna godzina zaćmienia Słońca niesie konsekwencje w skali roku. Przy czym mówimy tu o początku i końcu zjawiska, gdyż czas samego całkowitego (pełnego) zaćmienia to zaledwie około 2 minuty.
W różnych miejscach na świecie czas trwania zaćmienia będzie odmienny i sięgać będzie od 60 do 70 minut. W Warszawie 12 sierpnia dzień będzie trwać blisko 15 godzin, co daje 900 minut podzielonych na 12 części (godzin) czyli w godzinach ekwinokcjalnych na Warszawę czas zaćmienia wyniesie około 2 godzin, a zatem konsekwencje zaćmienia będą widoczne od roku do dwóch lat.
To zły znak dla ważnych postaci, które spełniają „królewskie” role i funkcje. W okolicach zaćmienia mają urodzeniowe Słońce George Soros, Mark Knopfler, Pat Metheny, Tanita Tikaram. 13 sierpnia urodził się Fidel Castro. Wprawdzie nie żyje już od dziesięciu lat, ale trwa jego „królestwo”, jaką jest komunistyczna Kuba. I to też pewnie nienajlepsza wróżba dla przyszłości komunistycznego reżymu na Kubie.
Cień zaćmienia przejdzie przez Islandię, Hiszpanię i Portugalię. Dla Islandii może to oznaczać trudną, ale geopolitycznie konieczną decyzję o wejściu do UE, co częściowo pozbawia tego kraju suwerenności. To złe wieści dla pustoszonej przez pożary Hiszpanii. Zaćmienie nakłada się ta tranzyt Plutona przez ascendent horoskopu tego państwa (przywrócenie monarchii po śmierci Francisco Franco). Kraj ten stanie w tym i w przyszłym roku przed dużymi i poważnymi wyzwaniami.
Na sierpniowym niebie uformują się trzy ważne planetarne figury. Pierwszą – jako kontynuacja lipcowej – będzie trapez. Jego rdzeniem jest bisekstyl planet pokoleniowych. W lipcu zaczęła się formować opozycja Jowisza z Plutonem, tworząc podstawę trapezu. W sierpniu figura ta dostanie dodatkowe wzmocnienie, gdyż między 1 a 12 sierpnia (nów i zaćmienie Słońca) blisko Jowisza znajdzie się Merkury oraz nów (Słońce i Księżyc).
Opozycja wzmocnionego planetarnym stellum Jowisza z Plutonem zapowiada twardą rywalizację o wpływy. Jowisz symbolizuje ekspansję i wzrost, Pluton zaś ekstremalność i kryzysy. Pierwsza połowa miesiąca stać będzie pod znakiem eskalacji napięcia zarówno w wojnie w Iranie, jak i w Ukrainie. Relacja tych planet przyniosła również katastrofalne pożary w Hiszpanii i Francji.
Trump nie może sobie pozwolić na porażkę w Iranie, gdyż oznacza to klęskę w listopadowych wyborach połówkowych. O swoją pozycję drży Binjamin Netanjahu zachęcając Trumpa do wojennej eskalacji. Kompromisu boją się irańscy ajatollahowie, którzy doskonale wiedzą o tym, że pokój oznacza powrót problemów wewnętrznych w kraju.
Identyczną sytuację widzimy w Ukrainie. Ukraińcy niszcząc rosyjski przemysł naftowy, logistykę i zaopatrzenie wywołuje niezadowolenie Rosjan oraz osłabia pozycję Putina. Z drugiej zaś strony Zełeński obawiając się utraty swojej pozycji, popełnia liczne błędy, jak choćby w relacjach z Polską (gloryfikacja UPA), odwołanie popularnego ministra obrony Fedorowa.
Natowskie wywiady ostrzegają przed możliwymi rosyjskimi prowokacjami. Wschodnia flanka NATO jest zatem mocno zagrożona. Opozycja Urana do Słońca horoskopu Estonii z 1917 roku może zapowiadać próby hybrydowych ataków w krajach nadbałtyckich lub w okolicach przesmyku suwalskiego.
Typowa dla znaków stałych (Jowisz w Lwie, Pluton w Wodniku) niechęć do kompromisu, odpuszczenia i negocjacji gwałtownie nasili wojenną pożogę w obu wojnach. Nie można wykluczyć, że ta potężna i agresywna planetarna huśtawka rozkręci inne konflikty, np. poprzez zaognienie sytuacji wokół Chin.
Powtórkę eskalacyjno-konfrontacyjną zapowiada półkrzyż planetarny podczas pełni Księżyca z 28 sierpnia. Linia pełni (Ryby – Panna) znajdzie się w kwadraturze z Uranem. Podczas pełni dojdzie do częściowego zaćmienia Księżyca, co obok militarnych i politycznych konfliktów zapowiada dramatyczne zdarzenia o charakterze pogodowym oraz katastrofy naturalne (trzęsienia ziemi) oraz duże wypadki komunikacyjne.
Jednak w tym mocno rozhuśtanym, mocno konfrontacyjnym sierpniu zdarzą się też optymistyczne, niosące nadzieję układy. Czymś takim będzie formująca się równolegle z trapezem figura latawca, planetarnej konstelacji, która pojawiała się bardzo rzadko, ale od kilku lat znacznie częściej. Głowicę latawca, którego żywot obejmuje okres 3-18 sierpnia, tworzy bisekstyl planet pokoleniowych. Dziobem latawca jest Neptun w Baranie. Naprzeciw Neptuna (ogon latawca) znajdzie się Wenus w Wadze.
Latawiec niesie lekkość, nadzieję, optymizm i postęp. Kluczem do sierpniowego latawca jest zatem opozycja Wenus (ogon latawca) z Neptunem (dziób). Obie planety łączy podobieństwo. Mówi się, że Neptun to tzw. „wyższa oktawa” Wenus – planety uchodzącej za dobroczynną, pokojową, beneficzną. Neptun ma zatem również beneficzny (dobroczynny) charakter, choć przejawia się to w znacznie bardzie złożonej formie.
Relacja Wenus – Neptun jest sygnałem czegoś zgoła przeciwnego do agresywnego, wojowniczego i konfrontacyjnego przesłania obu zaćmień, huśtawki Jowisz-Pluton oraz półkrzyża.
Być może sierpniowe napinanie muskułów, zaostrzenie retoryki i wojskowa eskalacja to tak naprawdę wstępne przygotowania do pokojowych negocjacji, na których zależy zarówno Trumpowi, jak i Irańczykom. Zapewne w sierpniu dojdzie do uspokojenia sytuacji w Zatoce Perskiej. W wojnie ukraińskiej stanowczo jeszcze za wcześnie na optymizm. Jednak Ukraina zaczyna wkraczać w najlepszy od wielu lat czas, co związane jest z wędrówką Jowisza przez stellum planet między Lwem a Panną w horoskopie Ukrainy z 1991 roku (10.2026-08.2027).
Gdy rodzice się rozstają, czyli pięć kryzysów Prawa i Sprawiedliwości - prognoza dla Polski
Partii Jarosława Kaczyńskiego Prawo i Sprawiedliwość stuknęło ćwierćwiecze. Zaliczała ona wzloty i upadki. PiS ma za sobą również podziały i secesje. Pierwszy kryzys miał miejsce w 2007 roku. Ówczesny marszałek Sejmu Marek Jurek odszedł z partii wraz z grupą konserwatystów na tle sporu o brak konstytucyjnego wpisu o pełnej ochronie życia od poczęcia. Działo się to podczas tranzytu Urana przez Księżyc i descendent horoskopu rejestracji partii oraz opozycji progresywnego Słońca do Plutona w horoskopie kongresu założycielskiego.
Drugi kryzys miał miejsce po wyborach prezydenckich 2010 roku. Z ugrupowania wykluczono Joannę Kluzik-Rostkowską, Elżbietę Jakubiak i Pawła Poncyljusza. Działacze ci sprzeciwiali się zaostrzaniu kursu politycznego partii, co doprowadziło do powołania klubu PJN.
Trzeci kryzys miał miejsce rok później. Po przegranych wyborach parlamentarnych w 2011 roku z partii usunięto Zbigniewa Ziobru, Jacka Kurskiego i Tadeusza Cymańskiego za krytykę strategii wyborczej. Utworzyli oni Solidarną Polskę (później Suwerenną Polskę), która po latach wróciła do koalicji ze Zjednoczoną Prawicą i ostatecznie zjednoczyła się z PiS w 2024 roku.
W latach 2010-2011 w horoskopie rejestracji partii miały miejsce dwie ważne dyrekcje. Saturn wędrował przez MC horoskopu rejestracji, Pluton zaś przez Marsa.
Czwarty kryzys miał miejsce w 2021. W ramach koalicji doszło do konfliktu z Jarosławem Gowinem i jego partią Porozumienie m.in. w sprawie majowych wyborów korespondencyjnych oraz ustaw medialnych, co zakończyło się wyrzuceniem Gowina z rządu.
W horoskopie kongresu założycielskiego progresywne Słońce znalazło się naprzeciw Marsa. W tranzytach zaś Saturn wędrował przez Imum Coeli tegoż kosmogramu. W horoskopie rejestracji partii progresywny Księżyc wędrował przez Plutona.
Z tych zawirowań i wstrząsów Prawo i Sprawiedliwość jednak się podnosiło, stawało na nogi, odbudowywało się i odzyskiwało energię, na co kluczowy wpływ miała charyzma i zdolności przywódcze Jarosława Kaczyńskiego.
Doszło jednak do kolejnego, piątego w dziejach partii kryzysu, który ma miejsce właśnie teraz. Niewątpliwie jest to największy w historii PiS wstrząs i znacznie groźniejszy dla partii, niż poprzednie. Po sporze wokół działalności stowarzyszenia „Rozwój Plus” i odrzuceniu ultimatum lojalnościowego przez środowisko byłego premiera, Jarosław Kaczyński ogłosił odejście z PiS kilkudziesięciu parlamentarzystów skupionych wokół Mateusza Morawieckiego.
Kaczyński dopiero co zaliczył wielki sukces, jakim było zwycięstwo jego kandydata w wyborach prezydenckich, a partia pod jego przywództwem szykowała się do wielkiego marszu w kierunku zwycięstwa w wyborach w roku 2027. Co zatem zdarzyło się, że w partię uderzył tak potężny kryzys?
Są dwa astrologiczne procesy, które za to odpowiadają. Ale tak naprawdę jest to jeden klucz i jedna technika. Dotyczy to progresji Saturna, który zaczął mocno działać zarówno w horoskopie kongresu założycielskiego partii, jak też w horoskopie Jarosława Kaczyńskiego.
Zwykle nie zawracamy sobie głowy progresjami planet społecznych uwzględniając jedynie indywidualne. Progresywna wędrówka Jowisza i Saturna w horoskopie jest bardzo powolna. Przejdą one bowiem w skali ludzkiego życia zaledwie kilka stopni. Jednak w przypadku aspektów aplikacyjnych (umacniających się), zaczyna to nabierać istotnego znaczenia.
W horoskopie kongresu PiS widać trzystopniową koniunkcję Słońca z Saturnem. Po 25 latach progresywnej wędrówki Saturn wszedł na Słońce horoskopu partii. Podobne zjawisko widać w horoskopie Jarosława Kaczyńskiego, w którym progresywne Słońce dogoniło progresywnego Saturna. Progresywny Saturn przewędrował przez 77 lat życia Kaczyńskiego 9 stopni. Gdy progresywne Słońce wędrowało przez urodzeniowego Saturna w horoskopie prezesa PiS, w roku 2018, Kaczyński poważnie podupadł na zdrowiu. Po raz pierwszy zaczęły się wtedy spekulacje na temat jego odejścia i końca kariery. Kaczyński jednak stanął na nogi, odzyskał formę i kontrolę nad partią.
W obu horoskopach – kongresu założycielskiego oraz w kosmogramie Kaczyńskiego progresywny, a zatem bardzo wolno i długo działający Saturn.
Ciekawą rolę i funkcję odgrywa w tym procesie były premier w rządzie PiS Mateusz Morawiecki. Jego celem nie było rozbijanie partii, ani nawet obalanie Kaczyńskiego. Oczywiście Morawiecki ma, a właściwie miał, na celu zdobycie przywództwa w partii. Jego ambicje są wysokie, nie tylko związane z przywództwem w partii. Morawiecki nawet celuje w prezydenturę.
Konflikt wybuchł na dwóch polach. Pierwsze pole – personalne. Morawiecki poczuł się niedoceniony i zlekceważony w stosunku do tego, co zrobił dla partii. Nominacja Przemysława Czarnka jako kandydata na przyszłego premiera była wyraźnym sygnałem, że jego wrogowie (tzw. „maślarze”) chcą go wyeliminować z gry.
Drugim polem konfliktu – ideowo-politycznym – była wizja przyszłości partii. Morawiecki słusznie zauważył, że ściganie się z radykalną prawicą nigdzie partię nie zaprowadzi. Morawiecki chciał postawić na bardziej umiarkowane nurty, podczas gdy „maślarze” zaczęli ostro skręcać na prawo, w okolice nacjonalistycznej, skrajnie antyunijnej, a nawet prorosyjskiej prawicy.
Morawiecki więc nie mógł już dłużej czekać, gdyż oznaczałoby to jego marginalizację, a może nawet definitywny kres politycznej kariery.
W jego horoskopie ma miejsce niezwykle mocny i radykalny tranzyt Plutona przez Imum Coeli. Energii i siły zaś dodaje mu tranzyt Jowisza przez Medium Coeli i dom X (kariera, cele). Niszczący i destrukcyjny wpływ Plutona raczej nie dawał mu szans na przejęcie partii. Czynił zaś z niego swoistego grabarza partii, gdyż ten kryzys będzie mieć fatalne skutki dla przyszłości partii. A gdy dodamy jeszcze do tego ponure saturniczne wpływy w horoskopie Kaczyńskiego, raczej trudno dostrzec w tym nadzieję na wielki come back.
Czas Kaczyńskiego mija, ale też era Prawa i Sprawiedliwości autorytarnie zarządzanego też się kończy. Nie ma co do tego wątpliwości. I choć proces ten trwać będzie nawet kilka lat, jednak ten kryzys będzie mieć wpływ na wybory w roku 2027, mocno komplikując prawicy strategię przejęcia władzy, która w zasadzie pchała im się prosto w ręce.
Czy Morawiecki osiągnie polityczny sukces. Patrząc na tranzyt Plutona przez IC jego horoskopu jest to mało prawdopodobne. Cztery prawicowe partie próbujące stworzyć sojusz i rząd po wyborach w roku 2027 to przepis na katastrofę, kłótnie, spory i konflikty już na samym początku formowania rządu.
Kolejny poważny incydent związany z wlotem rosyjskiej rakiety balistycznej na terytorium Polski nie może być zaskoczeniem. I choć mało prawdopodobne, by Rosjanie celowo skierowali rakietę na terytorium Polski, to jednak zdarzenie to jest bardzo groźne, nie tylko z powodów czysto wojskowych i ewentualnych zniszczeń. Narusza ono poczucie bezpieczeństwa, testuje systemy obronne państwa, zwłaszcza obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową, która dopiero powstaje.
Rosja – zapewne w niezamierzony sposób – dokonała prowokacji wojskowej i politycznej, wywołując spory i konflikty, gdyż z pewnością prorosyjskie nurty w polskiej polityce zaczną oskarżać Ukrainę o to, że to jej rakieta wleciała do nas. Opozycja dostanie również paliwo do walenia w rząd za to, że nie zadziałała obrona przeciwlotnicza.
Zło, agresja, przemoc, najbardziej parszywe i wstrętne emocje zaczęły się rozprzestrzeniać w społeczeństwie, w postaci serii ataków na Ukraińców, w tym kobiety i dzieci. Polacy zapomnieli, jak sami byli w ten sposób traktowani w Wielkiej Brytanii i innych krajach, jak oskarżano Polaków o jedzenie łabędzi w parkach, o kradzieże i pijackie rozróby. Jednak to politycy dali zachętę do eskalacji tych przemocowych zachowań.
Trwa nadal wielokrotnie wspominana przeze mnie progresja Saturna przez Medium Coeli i Słońce horoskopu chrztu Polski. Mocne procesy widać również w horoskopie III Rzeczpospolitej, gdzie dyrekcyjny Mars wędruje przez Imum Coeli oraz Saturna, Uran zaś przez Księżyc.
W sierpniu dojdzie do bardzo mocnego i ważnego zaćmienia Słońca w Lwie. Blisko punktu zaćmienia Słońca – urodzeniowe Słońce ma Władysław Kosiniak-Kamysz. Niedaleko jest też Słońce zaprzysiężenia prezydenta Nawrockiego oraz Słońce organizacji fundamentalistycznych katolików Ordo Iuris.
Rynki i gospodarka
Finanse
Po zaognieniu się sytuacji w Zatoce Perskiej, ceny ropy znów wystrzeliły. Niepokój związany z handlem, cenami paliw i gazu znów się zaognił. I choć zbliża się moment zawieszenia broni, czekają nas jeszcze w sierpniu mocno nerwowe momenty, przede wszystkim w połowie i pod koniec miesiąca. Wszystko jednak wskazuje na to, że kryzys związany z konfliktem zbrojnym w Iranie minie za kilka tygodni, zapowiadając euforię na rynkach, która prawdopodobnie przyjdzie we wrześniu.
Giełdy
Spory niepokój widoczny jest w horoskopie Dow Jonesa. W sierpniu kumulują się dwa mocne, kryzysowe zdarzenia: kwadratura Plutona do ascendentu oraz koniunkcja Urana do Słońca. Lekką stabilizację zapewni przejście Jowisza przez IC horoskopu S&P500 pod koniec miesiąca oraz trygon Jowisza z Marsem w horoskopie NASDAQ. Zapewne zatem dojdzie do mocnych i głębokich spadków na amerykańskim rynku, które pod koniec miesiąca lub we wrześniu odwrócą trend w kierunku wzrostu. W horoskopie londyńskiego rynku FTSE 100 mają miejsce twarde aspekty, które przyniosły wiosną duże spadki. Londyński rynek mocno poszedł do góry, ale jesień i zima nie zapowiadają się najlepiej.
Kryptowaluty
Po krachu na rynku kryptowalut sytuacja zaczyna się poprawiać. Wzrosty bitcoina zapowiada znakomity tranzyt Jowisza przez ascendent horoskopu BTC. Odbijać się też zaczyna ethereum po potężnych spadkach. Tranzyt Jowisza przez Słońce ETH zapowiada dobrą jesień, choć z pewnymi zawirowaniami. W sierpniu ujrzymy wyraźny trend wzrostowy ETH. Nieco gorzej zapowiada się sierpień dla Libry. Solana ma za sobą ogromny spadek, na co wpłynął tranzyt Saturna, który się zakończył zimą. Sierpień raczej nie przyniesie dużych zmian, ale we wrześniu SOL powinna zacząć rosnąć. Podobnie optymizm widać w horoskopie Bittensora TAO, gdzie na przełomie lipca i sierpnia aktywny będzie Jowisz. Jest szansa, że TAO wskoczy w trend wzrostowy.
Waluty
Po dużych spadkach euro kontynuować będzie wzrost do dolara. Wrześniowa progresja Księżyca przez MC horoskopu euro zapowiada poprawę sytuacji w unijnej, mocno sponiewieranej kryzysem gospodarce i przemyśle.
Rynek krajowy
Optymizm zaczyna wracać na polski rynek. W horoskopie pierwszej giełdy warszawskiej z 1817 roku Pluton utworzy trygon do Wenus. Sierpień i wrzesień przyniosą duże wzrosty na warszawskim parkiecie, na co wpłynął czerwcowy tranzyt Jowisza przez ascendent horoskopu WIG20. Pomyślny tranzyt Jowisza na Księżycu widać również w horoskopie przeprowadzki giełdy do nowej siedziby z 2000 roku. Zapewne uspokojenie się sytuacji w Zatoce Perskiej i pierwsze nieśmiałe sygnały kończenia się wojny w Ukrainie wywołają euforię na rynku.
Złoty
Po sporych spadkach złoty kontynuować będzie trend wzrostowy do głównych walut. Koniunkcja Jowisza przez Księżyc w horoskopie złotego z 1924 roku oraz wyjście Księżyca z fatalnego dla niego Skorpiona w horoskopie gotówki również z 1924 roku zapowiadają wzrosty. Nie wszystko jednak zapowiada się różowo. Niepokój związany z rosnącym zadłużeniem budżetu państwa oraz perspektywy spadku ratingu polskiego długu widać mocno w horoskopie denominacji z 1995, gdzie ma miejsce seria twardych aspektów, m.in. tranzytująca kwadratura Saturna do Słońca, tranzyt Saturna przez descendent, kwadratura Urana do Marsa, Neptuna do Księżyca oraz kwadratura dyrekcyjnego Saturna do Słońca. To groźne aspekty i zapowiadają problemy budżetowe państwa oraz konieczność dokonania cięć wydatków, co przed wyborami jest nierealne. Może to zapowiadać spore problemy państwa w kolejnych miesiącach i latach.























