Do góry

Prognoza na październik 2025

Ministerstwo dziwnych kroków

Pamiętacie słynny skecz Monty Pythonów z ich genialnego cyklu „Latający cyrk Monty Pythona” – „ministerstwo głupich kroków”?

https://www.youtube.com/watch?v=hsPY9s1vVSE

Taniec wokół Trumpa, jego dziwacznych, chaotycznych wypowiedzi, przekonywanie o tym, co powiedział, czego nie powiedział, co chciał, a czego nie chciał powiedzieć, zamienia się w kabaretowy skecz.

Zdarzenia z 10 września – inwazja kilkunastu (prawdopodobnie 25) rosyjskich dronów, jaka poprzedzała wojskowe ćwiczenia Zapad 2025, niesie z sobą kilka niezwykle ważnych wniosków. Zdarzyło się bowiem coś, co gruntownie zmienia naszą sytuację, poczucie bezpieczeństwa, mapę sojuszy i wrogów.

Zaraz po rosyjskim najeździe na Polskę wypowiedzieli się szef NATO Mark Rutte, Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, kanclerz Niemiec Friedrich Merz, prezydent Francji Emmanuel Macron, prezydent Ukrainy Zełeński i inni ważni europejscy politycy. Ale nie wszyscy to wydarzenie skomentowali. Zabrakło głosu najważniejszego polityka zachodniej hemisfery – prezydenta Stanów Zjednoczonych. Trump w końcu skomentował ten poważny i groźny incydent określając go mianem „prawdopodobnej pomyłki”.

Inwazja rosyjskich dronów to nie tylko nasz wewnętrzny, krajowy problem i wyzwanie. To także temat znacznie szerszy. Najazd rosyjskich dronów miał bowiem miejsce nie tylko na polska granicę. Zaatakowany został również Sojusz Północnoatlantycki. Pierwszy raz w jego siedemdziesięcioletnich dziejach doszło do wspólnej interwencji na jego terenie. Ten test NATO zdało bardzo dobrze. Zadziałało – może i nadmiarowo – strzelając do atrap bojowych dronów drogimi rakietami z myśliwców F-16. Jednak na radarach nie widać, czy dron który zmierza w stronę magazynów z bronią dla Ukrainy oraz wojskowych baz i zakładów militarnych, to uzbrojony dron, czy tylko tzw. wabik. Brak reakcji NATO byłby czymś stukrotnie gorszym.

Gdy rosyjskie drony przekraczały polską granicę, amerykańska administracja właśnie obcinała 1 mld dolarów wojskowej pomocy związanej z rozpoznaniem dezinformacji i z wywiadem dla państw nadbałtyckich. W kolejnych dniach było coraz gorzej. Wiceprezydent J.D. Vance udzielając wywiadu amerykańskiej telewizji wypowiedział szokujące słowa: „prezydent USA nie widzi żadnego powodu, by dalej izolować Rosję gospodarczo. Bądźmy szczerzy. Niezależnie od tego, czy lubisz Rosję, czy nie, czy zgadzasz się z jej argumentami dotyczącymi konfliktu, czy nie, faktem jest, że ma ona dużo ropy, dużo gazu i bogate zasoby mineralne” wzywając do odblokowania handlu z Rosją.

Gdy zaczynały się rosyjsko-białoruskie manewry wojskowe Zapad 2025, w których Rosjanie i Białorusini trenowali atak na przesmyk suwalski, łącznie z użyciem broni jądrowej, prezydent Stanów Zjednoczonych wysyła na manewry swoich obserwatorów wojskowych – jedynych z całego demokratycznego świata – oraz przesyła wylewne i serdeczne życzenia urodzinowe białoruskiemu satrapie Aleksandrowi Łukaszence, znów wspomina o rosyjskiej agresji na Ukrainę jako wojnie Bidena i Zełeńskiego.

Niedawno w wywiadzie dla prawicowej telewizji Fox News usłyszeliśmy kolejne szokujące słowa. Pytany o to, czy w świetle dodatkowych sił obrony powietrznej, wysłanych do Polski przez Wielką Brytanię i innych sojuszników, Ameryka zrobi to samo, rozwiał wątpliwości. „Cóż, pomagamy wywiadowczo. Ale kiedy mówiłem o pomocy lotniczej, miałem na myśli bezpieczeństwo po zakończeniu wojny. Więc po zakończeniu wojny będziemy pomagać w zapewnieniu pokoju i myślę, że ostatecznie to się stanie.” Ponoć chodziło mu o Ukrainę. Na szczęście Trump ma gorliwych wyznawców, którzy zawsze wiedzą, co on chciał powiedzieć.

Ale znów, gdy nad Estonią przez 12 minut latały sobie rosyjskie MIG-31, Trump skomentował to w dziwny sposób: „Cóż, nie podoba mi się to, nie podoba. Nie lubię, kiedy to się dzieje. To mogą być duże kłopoty, ale dam wam znać później”.

The Atlantic donosi, że Stany Zjednoczone częściowo wstrzymują sprzedaż broni do Europy – kierując się zasadą America First. Agencja Reutera z kolei informuje, że Amerykanie wstrzymują część pomocy wojskowej dla Litwy, Łotwy i Estonii.

Czyli – dla Putina czerwony dywan i ciepłe słowa, zaś dla europejskich sojuszników i Ukrainy groźby, szantaże, straszenie i cła. Po wygranych wyborach Trump zapowiadał zakończenie wojny w 24 godziny. Rozpoczęło się zaś glanowanie i dojeżdżanie Ukrainy i Zełeńskiego, określanie go jako wojennego wichrzyciela i dyktatora. Padło wiele złych słów na temat Europejczyków. Tutaj trzeba Trumpowi przyznać rację. Europa miękła, rozbroiła się, schowała za amerykańską tarczą, robiła interesy z Rosją, nawet po agresji na Czeczenię, Gruzję, wschodnią Ukrainę w 2014, potem Syrię.

Jednak działania ruchu MAGA wobec Europy nie polegają na jej mobilizacji, na zachęcie do większej aktywności i wzięcia odpowiedzialności za swoje podwórko. Działanie amerykańskich nacjonalistów jest de facto wypowiedzeniem osiemdziesięcioletniego atlantyckiego sojuszu państw Zachodu, który był tarczą demokracji i wolnego świata.

Gdy Putin robił uniki i gierki wobec Trumpa, tenże zapowiadał surowe cła i sankcje. Oczywiście nic z nich nie wyszło.

Ile jeszcze potrzebujemy faktów, informacji i danych, by uświadomić sobie kilka przykrych i trudnych rzeczy? Przede wszystkim to, że Trump nic złego Putinowi i Rosji nie zrobi. Nie ogłosi sankcji na Rosję, nie wyśle ofensywnej broni do Ukrainy. Trump prawdopodobnie ma już od dawna deal z Putinem wyobrażając sobie, że przeciągnie go na swoją stronę rozbijając sojusz rosyjsko-chiński. W tym dealu kluczowym elementem jest porozumienie, że Stany Zjednoczone i Rosja krzywdy sobie robić nie będą. Oczywiście odbędzie się to czyimś kosztem…

Trump trafnie przewiduje, że wcześniej, czy później, dojdzie do poważnego konfliktu amerykańsko-chińskiego – o Taiwan przede wszystkim, a tak naprawdę o dominację, surowce, technologie, handel, informację, kulturową narrację. Trump chce mieć po swojej stronie Europę i Rosję. Nie będzie miał jednak ani jednej, ani drugiej. Putin pogrywa sobie z Trumpem udając bliskość i dobrą komunikację. Sztamę będzie jednak trzymał z Xi Jinpingiem. Europa zaś nie popełni samobójstwa rozkręcając wojnę ekonomiczną z Chinami, by zadowolić Trumpa.

Niewesoło zatem wygląda przyszłość Ukrainy. I gdyby się ona słabo broniła lub wyraźnie przegrywała, Trump nie miałby najmniejszych skrupułów, by ją oddać Putinowi. Potencjalna porażka Ukrainy byłaby też śmiertelnym zagrożeniem i dla Polski.

Krajowi wielbiciele ruchu MAGA, fanatycznie zapatrzeni w Trumpa przedstawiciele polskiej prawicy dokonują kosmicznej ekwilibrystyki i złożonej egzegezy trumpowskich wypowiedzi, które swoją finezją i głębią bardziej przypominają komentarze dziesięciolatka opisującego spotkanie z koleżankami z klasy. Wyznawcy trumpizmu znad Wisły doszukują się w polityce prezydenta Stanów Zjednoczonych wielopiętrowych, skomplikowanych gier podziwiając geniusz wodza. Tak naprawdę nic tam wyrafinowanego nie ma, a Trump nie studiował Machiavellego („Książę”), Gustave Le Bona („Psychologia tłumu”) oraz Sun Zi („Sztuka wojenna”).

W pamiętnym horoskopie zaprzysiężenia Donalda Trumpa na II kadencję ma miejsce aplikacyjna koniunkcja Słońca z Plutonem. Słońcu brakowało do zerowej koniunkcji zaledwie 50 minut kątowych. Na skutek progresywnej wędrówki Słońce jesienią tego roku dotrze do Plutona sygnalizując silny zwrot w prezydenturze Trumpa.

Raczej nie należy oczekiwać tego, że lider ruchu MAGA nagle poczuje oświecenie i stanie po stronie demokracji i zachodnich wartości. Przeciwnie. Przez Stany Zjednoczone przewala się fala faszyzmu. Agresywne ataki na krytykujące Trumpa media, początki cenzury w tej oazie wolności, jaką jest (lub była) Ameryka, pogromowa atmosfera po zabójstwie prawicowego radykała Charliego Kirka, dojeżdżanie uniwersytetów, szaleństwo walki z imigracją i imigrantami powoli zamienia tę oazę demokracji i wolności w satrapię przypominającą Turcję Erdogana. Nie bez powodu Trump wysyłał ciepłe życzenia Łukaszence, gdyż to kolejny po Putinie i Kim Dzong Unie dyktator, którego podziwia.

Przejście progresywnego Słońca przez Plutona w horoskopie zaprzysiężenia może też zwiastować inne głębokie i transformacyjne procesy. Sypie się bowiem mit Trumpa-wizjonera, Trumpa-biznesmena, który Odbuduje Amerykę Na Nowo Wielką. Walka z imigrantami przetrzebiła rynek pracy, na którym zaczyna brakować ludzi w rolnictwie, sadownictwie, przetwórstwie i budownictwie. Wojny celne rozchwiały rynki, handlowe porozumienia, a za cła zapłacą zwykli Amerykanie.

Trump ma też inny problem – aferę Epstina i list z ciepłymi słowami pod adresem słynnego pedofila i twórcy systemu burdeli dla elit, w którym „pracowały” nieletnie dziewczyny. Najgorsze jest to, że pojawiają się informacje, że jego obecną żonę – Melanię Donaldowi Trumpowi przedstawił właśnie Jeffrey Epstein.

Melania jest jednak jasnym światłem w tym bardzo radykalnym środowisku zaskakując apelami o zakończenie wojny, o pokój i dobro dzieci w Ukrainie.

Jednak najgorsze, co Pluton może uczynić Trumpowi, to go po prostu wyeliminować. Niekoniecznie czeka go szybka śmierć, co w tym wieku nie musiałoby być dużym zaskoczeniem. Może go czekać coś gorszego – zmierzch wielkiej gwiazdy, błyskotliwego showmena, agresywnej, ale jednak barwnej postaci mediów, polityki i biznesu. Trump zaczyna gadać głupoty, myli się, przestaje kojarzyć fakty, traci wątki – mówiąc najogólniej – dziadzieje.

Śmiano się z Sleepy Joe (z Bidena), że jest stetryczałym dziadem i że ma demencję. Trumpa czeka to samo, a nawet coś gorszego, bo on w końcu uchodził za apoteozę witalności, wigoru, drapieżności i inteligencji. Wyznawców ruchu MAGA (również nad Wisłą) czeka bolesny i trudny proces przyglądania się, jak ich idol staje się zaprzeczeniem tego, z czym był całe życie kojarzony. Upadek ten będzie długi, dotkliwy i przykry.

Wraz z Trumpem powoli odchodzić będzie reprezentowana przez niego karykatura demokracji, wolności i robienia polityki. Niektórzy twierdzą, że po Trumpie mogą przyjść gorsi, jak np. jego wiceprezydent J.D. Vance. To całkiem możliwe, że kulturowa wojna w Ameryce się dopiero rozkręca.

Ale nawet jeśli to prawda, to pochłonie ona wraz ze sobą tę starą, magowską Amerykę, ale też – niestety – osłabi, a może nawet całkiem zniszczy – mit Ameryki, która jest potęgą – ekonomiczną, wojskową, technologiczną, przemysłową i kulturową. Koniunkcja Saturna i Neptuna, która powtórzy się wiosną 2026 (pierwszy raz miała miejsce w lipcu) zapowiada wielki kryzys w USA, wielkie zmiany, wielkie przeobrażenia. Ale w końcu wszystkie imperia rodzą się, rozkwitają i przemijają…

Niebo w październiku

Słońce przebywa w Wadze, by 23.10 o godz. 5.50 wejść w znak Skorpiona, w którym przebywa również Mars. Z Wagi, przez Skorpiona, aż do Strzelca przewędruje Merkury. Wenus znajduje się w Pannie i wkroczy w Wagę. Jowisz wędruje przez Raka. Saturn retrograduje w Rybach, Uran w Bliźniętach, Neptun zaś w Baranie, ale 22.10 wraca w Ryby. Pluton również porusza się ruchem wstecznym i znajduje się w Wodniku. 14.10 po pięciu miesiącach retrogradacji przechodzi w ruch postępowy. Pełnia Księżyca będzie mieć miejsce 7.10 w Baranie. Nów Księżyca będzie mieć miejsce 21.10 w Wadze.

Świat w październiku, czyli jazda figurowa

Druga połowa roku, a zwłaszcza ostatni jego kwartał, zapowiadają się na niebie widowiskowo, ekscytująco, dramaturgicznie i dynamicznie. Będzie to jednak bardzo trudny, nerwowy i niespokojny czas przesycony napięciem, poczuciem zagrożenia, a nawet ostrego kryzysu. Jednocześnie jednak w październiku ujrzymy na niebie pomyślne i szczęśliwe figury. I taki astrologiczny misz-masz, huśtawki emocji – od uniesień i nadziei po ponury pesymizm – będzie znakiem rozpoznawczym październikowych procesów, trochę jakby na przekór temu, że Słońce będzie wędrować przez lubującą się w stabilizacji, przewidywalności i racjonalnym działaniu zodiakalnej Wadze.

Trudny, kryzysowy, agresywny i wybuchowy charakter będzie mieć półkrzyż, który utworzy Pluton w Wodniku do Eris z Baranie i Jowisza w Raku i trwać będzie przez cały miesiąc. Dodatkowo 21 października będzie mieć miejsce nów Księżyca, który znajdzie się naprzeciw Eris, co sprawi, że na chwilę półkrzyż zamieni się w wielki krzyż.

Jego działanie mocno zaogni sytuację w świecie polityki podnosząc dramaturgię do niebotycznego poziomu. Zniecierpliwiony gierkami Putina prezydent Donald Trump poczuje, że musi coś zrobić w kwestii wojny w Ukrainie. Nie dlatego, że leży mu na sercu los tego kraju, ale dlatego, że traci twarz kogoś, kto składa obietnice bez pokrycia (deklaracja zakończenia wojny). Zaogni się sytuacja również w Stanach Zjednoczonych, gdzie fala rewolucji ruchu MAGA wyzwoli silne napięcia. Po lipcowej koniunkcji Saturna z Neptunem przez Imum Coeli horoskopu Stanów Zjednoczonych ewidentnie „coś” się szykuje w tym kraju, tym bardziej, że obie planety ponownie znajdą się na IC USA wiosną 2026.

Możliwe, że coś złego zdarzy się na rynkach finansowych i dojdzie do ostrych spadków na giełdach.

W październiku będzie mieć miejsce również niezwykle pomyślna figura wielkiego trygona wodnego, którą utworzą Saturn i Neptun w Rybach do Merkurego i Marsa w Skorpionie i do Jowisza w Raku. Nałoży się to na umacniający się wielokrotnie omawiany przeze mnie bisekstyl (podwójny sekstyl) planet pokoleniowych.

Ale jak szukać pozytywnych wiadomości w tym zalewie grozy, która wylewa się z mediów? Zapewne wielki trygon pozwoli spojrzeć na te same sprawy, które spędzają sen s powiek ludziom na całym świecie z większym optymizmem.

Wojna w Ukrainie wkracza w kolejny etap. I choć widać pewne drobne sygnały nadziei dla bohatersko walczących z rosyjskimi najeźdźcami Ukraińców, to jednak nie ma mowy o szybkim pokoju. W horoskopie pierwszej niepodległości Ukrainy z 1918 roku Pluton po raz trzeci wędruje przez Słońce, a przez Medium Coeli w styczniu. Dopiero po przejściu tego destruktora i niszczyciela, jakim jest Pluton, pojawi się szansa na pokój, ale to stanie się dopiero jesienią 2026 lub wiosną 2027.

I choć Rosji nie grozi teraz żadna wielka zapaść i głęboki kryzys, to słowa Trumpa o tym, że Rosja to „papierowy tygrys” zaczną być coraz mocniej widoczne. Widać to szczególnie po atakach Ukraińców na rosyjskie rafinerie, po sypiącej się infrastrukturze i przemyśle. Rozpad Rosji to proces rozłożony na lata, ale przyjdzie moment, gdy proces ten gwałtownie przyspieszy.

Jednak wielki trygon wodny może przynieść jakiś kolejny krok ku pokojowi lub choćby zmienić sytuację na froncie na tyle, by wizja rosyjskiej przegranej zaczęła się stawać realna i możliwa.

Po siedmiu miesiącach wędrówki przez Barana Neptun wraca do swojego znaku władztwa, w Ryby. Neptun to patron duchowości, religii, mistycznych doświadczeń i transcendencji. Jego obecność od 2011 roku w Rybach mocno nasiliła nacechowane apokaliptycznym lękiem procesy społeczne, co najbardziej było widoczne w wizjach nadciągającego końca świata. Przynieść go miała wojna atomowa, albo katastrofa klimatyczna.

Jego wejście w znak Barana zaczęło wzmacniać trend, który wprawdzie był obecny w dziejach od zawsze, ale ostatnio się nasilił. Jest nim sojusz ołtarza z tronem, instrumentalne wykorzystywanie religii do celów politycznych. Widać to było dobrze w działaniach patriarchy Moskwy Cyryla, który stał się niemal etatowym funkcjonariuszem kremlowskiej propagandy wzywając do świętej wojny, błogosławiąc czołgi zmierzające na front, dokonując apoteozy śmierci na froncie.

Podobne zjawisko widać w Stanach Zjednoczonych, gdzie ewangelikalni, radykalni, fundamentalistyczni chrześcijanie silnie wsparli ruch MAGA. Było to widać przy okazji mszy upamiętniające po zabójstwie Charliego Kirka, młodego, fundamentalistycznego religijnego radykała, który był przyjacielem Donalda Trumpa i jednym z czołowych ideologów ruchu MAGA. Msza, która miała miejsce na wielkim stadionie, przypominała wielki polityczny wiec z brawami i fajerwerkami. Na ten swoisty proces kanonizacji Kirka nałożyła się nasilająca się walka polityczna, która zaczyna być coraz bardziej groźna.

Podobnie ostre i twarde sojusze religii i władzy będziemy obserwować częściej w kolejnych latach. Przyniesie to jednak zgubę religii i religijności. Widać to np. w Polsce, gdzie zaufanie do Kościoła Katolickiego gwałtownie spada. Głównym zarzutem ankietowanych osób było wikłanie się Kościoła w politykę.

Powrót Neptuna w Ryby przywoła tęsknoty za łączącą, wspólnotową rolą religii.

Wojna w trzech odsłonach - prognza dla Polski na październik

Powiedzieć, że 10 września coś się ważnego w Polsce zdarzyło, to nic nie powiedzieć. Najazd rosyjskich dronów w tym dniu był bardzo poważnym i niezwykle groźnym incydentem, którego konsekwencje mogły być dla nas katastrofalne. Nie chodzi o jakieś ewentualne straty materialne, co samo w sobie też mogło być istotne. Znacznie ważniejsze są konsekwencje społeczne, psychologiczne i polityczne.

10 września tak naprawdę miał miejsce nie jeden, a aż trzy ataki na Polskę. Zaraz za pierwszym atakiem – nalotem dronów – miał miejsce kolejny. Od samego rana media społecznościowe zostały zalane potokiem fałszywych informacji, sterowanych postów z fałszywych kont oraz przy pomocy botów. W pewnym momencie blisko 70% postów w polskim Internecie prezentowało prorosyjską narrację o tym, że drony, które wleciały przez polską granicę, tak naprawdę było pochodzenia ukraińskiego, ze to ukraińska prowokacja, by wciągnąć Polaków do wojny. Pojawiły się też newsy, że były to amerykańskie drony albo, że to wszystko ściema, a zniszczony dom we wsi Wyryki to efekt burzy itd., itp.

Trzeci atak był najgroźniejszy. Był to atak na nasze umysły, psychikę, emocje i percepcję rzeczywistości. Fałszywe wiadomości o rzekomej ukraińskiej prowokacji rozprzestrzeniały nie tylko rosyjskie boty i fałszywe konta. Robili to również zwykli, krajowi użytkownicy mediów społecznościowych. Nie są to jacyś wyraźnie prorosyjscy obywatele RP. Miłośników Putina i wielkiej Rosji nie ma w Polsce aż tak wielu. Znacznie więcej jest jednak ludzi należących do partii „to nie nasza wojna”, „Ukraińcy zabierają nam pracę”, „dostają przywileje, np. 800 plus, mają skrócone kolejki do lekarzy i blokują je Polakom” itd.

O ile pierwszy egzamin – dronowy atak – Polacy wraz z sojusznikami z NATO wygrali, a sojusz pokazał gotowość do działania. To kolejny atak związany z wojną kognitywną (dotyczącą poznania i rozumienia rzeczywistości) przegraliśmy sromotnie.

Co się stało z tymi ludźmi, którzy z otwartym sercem z w lutym 2022 witali wojennych uciekinierów, a teraz chcą ich wyganiać? Z miłosiernych, współczujących, empatycznych, stojących murem za doświadczonymi niedolą Ukraińcami Polacy stali się egoistami i nacjonalistami, odrzucającymi chrześcijańskie cnoty o pomaganiu cierpiącym wyznawcami partii „moja chata z kraja”?

Niekoniecznie. I choć w badaniach opinii publicznej widać wyraźny wzrost przekonań antyukraińskich, to jednak wyznający te poglądy Polacy zawsze byli znacznie większą grupą, niż nam się wcześniej wydawało. Po prostu teraz dostali przyzwolenie od polityków na to, by nie wstydzić się swoich poglądów. Tym bardziej, że niemal cała polska prawica przyjmuje antyukraińskie postawy i poglądy.

Długa, żmudna i intensywna praca rosyjskiej dezinformacji zaczyna przynosić efekty. Wraz ze wzrostem antyukraińskich przekonań, idą za tym polityczne trendy.

Jednak nawet ten duży odsetek Polaków, którzy deklarują antyukraińskie poglądy, niekoniecznie musi oznaczać, że są to prorosyjscy nacjonaliści i szowiniści. W dużej mierze to przestraszeni wojną, mocno zagubieni, słabo orientujący się w globalnych procesach, łatwo reagujący na manipulację i demagogię ludzie.

Strach przed wojną, jej skutkami, konsekwencjami i stratami jest zrozumiały i naturalny. Każdy instynktownie na skutek takiego zagrożenia szuka jakiegoś oparcia, opieki i ochrony – zwłaszcza dotknięci przez różne historyczne nieszczęścia Polacy. Nałożyła się na to jednak wielka zmiana w obszarze mediów. Większość Polaków już nie czerpie wiedzy na temat tego, co się dzieje w świecie z mediów publicznych, lecz z Internetu, w którym szaleje dezinformacja, kłamstwo, demagogia, populizm i zwykła głupota.

Wielokrotnie wspominałem w swoich ostatnich prognozach o progresywnej wędrówce Saturna przez Słońce i Medium Coeli horoskopu chrztu Polski

https://solarius.pl/prognozy-miesieczne/prognoza-na-lipiec-2025/

W skrócie… Progresywna wędrówka tej twardej, maleficznej, kryzysowej w działaniu planety ma trzy etapy. Pierwszym była końcówka XVIII wieku – okres upadku I Rzeczpospolitej, pierwszej wojny domowej, jaką była Konfederacja Barska i panoszenie się Rosjan, którzy przekupstwem, szantażem i manipulacjami „na miękko” weszli do Polski wykorzystując pożytecznych idiotów z Konfederacji Targowickiej, w powszechnej opinii uważanych za zdrajców ojczyzny.

Targowiczanie nie byli jednak cynicznymi prorosyjskimi kolaborantami. To byli przejęci losem Polski patrioci, którzy poczuli się zagrożeni reformami Konstytucji 3go Maja uważając, że los ojczyzny jest zagrożony przez zachodnią zgniliznę i oddali się pod opiekę Rosji i carycy Katarzyny Wielkiej.

Podczas II przejścia cofającego się Saturna przez Słońce i MC horoskopu chrztu – w XIX wieku – miało miejsce powstanie styczniowe, które przyniosło wymazanie jakiejkolwiek, choćby symbolicznej państwowości polskiej oraz upadek wielowiekowej struktury ekonomicznej folwarcznego systemu polskiej prowincji opartej na zniesionej przez cara pańszczyźnie. Ta podwójna katastrofa polityczna i ekonomiczna dobiła jakiekolwiek zapędy niepodległościowe.

Trzecie – ostatnie – przejście Saturna przez Słońce i MC chrztu wypada w latach 2015-2035 i jednoznacznie nakłada się na czas serii kryzysów, jakie dopadły Polskę po najlepszym w dziejach okresie, w którym Polska stała się częścią zachodnich sojuszy i organizacji, na co nałożył się imponujący etap rozwoju, inwestycji, wzrostu PKB.

Do takich zagrożeń, jak kryzys demokracji, spadek narodzin, pandemia COVID, kryzys zachodnich instytucji (UE i NATO), słabnąca obecność w Europie naszego protektora, jakim są Stany Zjednoczone, doszła rosyjska agresja w Ukrainie oraz śmiertelnie dla nas groźna wojna hybrydowa i kognitywna, jaką Rosja rozpętała w tej części świata.

Polacy strasznie boją się wojny, widząc przed oczami zagony czołgów pędzących ze wschodu, samolotów i rakiet na niebie, a nawet grzybów po wybuchach ładunków jądrowych. Prawda jest taka, że Putin nie ma zamiaru najeżdżać Polski i innych wschodnich państw NATO. Po pierwsze dlatego, że rosyjska armia okazała się słaba. Od ponad trzech lat nie jest w stanie podbić Ukrainy i zajęła tylko 20% jej terytorium. Putinowi zależy na czymś innym, na tym, co już miało kiedyś miejsce w polskiej historii.

Istnieją analogie miedzy pierwszym i obecnym przejściem progresywnego Saturna przez Słońce i MC chrztu. Rosja w XVIII wieki weszła do Polski „na miękko” zapraszana przez pożytecznych idiotów, jakim byli przeciwnicy Konstytucji 3go Maja polscy tradycjonaliści i konserwatyści. Wyjątkowo niechlubną rolę odegrał w tym „dziele” Kościół Katolicki, którego przedstawiciele potępiali reformatorów i masowo popierali targowiczan.

Dziś mamy to samo. Duża część polskiej prawicy – nacjonaliści i gorliwi katolicy od Brauna, część Konfederacji i Prawa i Sprawiedliwości wsparci dużą częścią Kościoła Katolickiego wzmacniają antyzachodnie fobie i lęki. Niektórzy z nich jawnie optują za jakąś formą porozumienia z Rosją. Ale nawet wzywanie do wyjścia z Unii Europejskiej i NATO to straszliwe niebezpieczeństwo dla polskiej niepodległości, rozwojowych aspiracji i gospodarki.

Celem Rosji jest skłócenie nas z sąsiadami, wywołanie antyzachodniej, antyukraińskiej histerii, wzmacnianie lęków, fobii, nakręcanie spiskowych teorii, dzielenie społeczeństwa, tworzenie wizerunku Polski i Polaków jako zacofanych nacjonalistów, szowinistów, kłótliwych egoistów. W tym dziele Rosja odniosła w ostatnich kilku latach ogromne sukcesy i idzie jej coraz lepiej.

Najazd rosyjskich dronów miał być testem nie tylko sprawności NATO, ale też miał za zadanie wyzwolić konflikty wewnętrzne, kłótnie i spory. Doszła do tego niezwykle groźna dla nas strategia amerykańskiej prezydencji stawiająca na deal z Rosją, wycofywanie się Stanów Zjednoczonych z Europy i generalną niechęć do Europy.

Przed katastrofą i powtórką z historii chroni nas pomyślny wpływ dyrekcyjnej Wenus, która wędruje przez Słońce i Medium Coeli chrztu. Wspierające i ochronne działanie zawdzięczamy również tranzytowi Jowisza przez Medium Coeli horoskopu III Rzeczpospolitej, co dało nam m.in. awans do dwudziestki najbogatszych państw świata, których PKB przekracza 1 bln USD.

Na prawicy widać spore zmiany. Prezydent Nawrocki wzmacnia swoją pozycję jako kogoś, kto zaczyna rozdawać karty po tej stronie politycznej sceny. Nawrockiego wykopał na szczyty polityki tranzyt Urana do MC w jego urodzeniowym horoskopie, jaki miał miejsce wiosną tego roku. Uran przewędruje mu drugi raz przez MC w grudniu. Trzeci zaś w lutym i w marcu. Jednak uraniczna energia jest kapryśna, wstrząsowa i burzliwa, więc na pewno czekają go niekoniecznie miłe i przyjemne niespodzianki.

Uran na MC Nawrockiego jednak dokonuje jeszcze innej rewolucji. Dokonuje zmian w przywództwie polskiej prawicy. Najazd dronów spowodował, że uwaga mediów i opinii publicznej skupiła się w naturalny sposób na władzy centralnej – rządzie i prezydenturze.

Zabrakło tu miejsca dla głównego politycznego machera, który ciągnął za wszystkie sznurki – dla Jarosława Kaczyńskiego, który opromieniony aurą zwycięzcy po świetnej dla siebie wiośnie, zszedł w cień. Nikt się nim 10.09 nie interesował, o nic nie pytał, nie budził w nocy. Analogia z tym, że 13.12.1981 roku, w stanie wojennym, też go nikt nie aresztował uważając go za nic nie znaczącego działacza, pojawia się natychmiast.

Jarosław Kaczyński wkracza w kolejną trudna i kryzysową fazę. Jego progresywne Słońce dogoniło progresywnego Saturna. Przypomina to przejście Słońca przez urodzeniowego Saturna, które zaliczył Kaczyński w 2018 roku, gdy był poważnie chory. Może się zatem okazać, że Saturn Kaczyńskiego wyeliminuje z polityki już na dobre.

Podobnie ciężki, jeden z bardziej kryzysowych momentów życia, ma za sobą Donald Tusk. We wrześniu Pluton po raz trzeci i ostatni przewędrował mu przez Księżyc oraz utworzył kwadraturę do Słońca. Tusk boleśnie odreagował wyborczą porażkę oraz zmagał się ze zmęczeniem i zdrowotnymi problemami. Jednocześnie dyrekcyjny Pluton przewędrował mu przez Medium Coeli, co przyniosło serię spekulacji związanych z końcem jego politycznej kariery w roli premiera.

Takie zdarzenia to rzeczywiście potężny łomot, który mógł złamać nawet takiego twardego zawodnika, jakim jest Tusk zapowiadając jego kres w polityce. Perspektywa wyborcza koalicji w 2027 roku również jest kiepska. Jednak najazd dronów paradoksalnie go umocnił i ustabilizował wizerunkowo. Tusk jeszcze nie powiedział swojego ostatniego zdania. W jego przyszłorocznym solariuszu Jowisz znajdzie się na samym Medium Coeli, więc za wcześnie jest składany do politycznego grobu.

Gospodarka

Polskie PKB przekroczyło 1  bln USD, co sprawiło, że Polska przegoniła Szwajcarię i wskoczyła do elitarnego grona dwudziestu najbogatszych państw świata. Polskie PKB szybko rośnie, a nasz kraj jest w ścisłej czołówce państw z najwyższym wzrostem PKB w całej UE. Jednak jakby na przekór temu agencje ratingowe (Fitch i Moody’s) wprawdzie nie obniżyły ratingu polskiego długu, ale pogroziły palcem zapowiadając negatywną perspektywę. Powód to rosnące zadłużenie państwa i deficyt finansów publicznych.

Jaka jest zatem sytuacja polskiej gospodarki w świetle astrologii?

O kiepskiej dla finansów państwa pozycji Saturna w II (finansowym) domu rządu Tuska pisałem już kilka razy. Problemy z budżetem są zatem wpisane w horoskop rządu.

Jednak nie wygląda na to, by w najbliższym czasie miało dojść do jakichś poważniejszych zawirowań z obszaru finansów publicznych. Tranzyt Jowisza przez Medium Coeli horoskopu III Rzeczpospolitej oraz dyrekcyjna wędrówka Wenus przez MC horoskopu chrztu na razie oddalają perspektywę jakichś wstrząsów lub kryzysu.

Giełda warszawska
Jednak w październiku może dojść do pogłębienia spadków na warszawskiej giełdzie, które zaczęły się od września. Tranzyt Neptuna przez Medium Coeli horoskopu wskaźnika WIG20 może przynieść jeśli nie bessę, to przynajmniej spowolnienie wzrostu. Neptun już był na MC horoskopu WIG20 i miało to miejsce w kwietniu. Spadek był wtedy dość znaczny, gdyż WIG20 poleciał w dół o 500 p.

Złoty
Złoty będzie dość dobrze znosił jesienne zawirowania na rynkach. Jednak tranzyt Plutona przez Słońce i IC horoskopu złotego z 1924 roku (reforma Grabskiego) niesie liczne znaki zapytania związane z przyszłością polskiego rynku finansowego. Ze względów politycznych nie ma mowy o szybkim wejściu Polski do strefy euro. Jednak „coś” w tym temacie zdarzy się w najbliższych miesiącach ważnego.