28 ciosów w plecy Ukrainy
Analiza treści dwudziestu ośmiu punktów porozumienia „pokojowego”, jakie zostało narzucone Ukrainie, wraz z nieprzekraczalnym terminem 27.11 (amerykańskie Święto Dziękczynienia), przypomina lekturę najbardziej ponurych i przerażających horrorów, jakie może stworzyć ludzka wyobraźnia.
Jednak jest różnica między najbardziej nawet koszmarną i makabryczną literaturą, a czymś co jest realne, niesie konkretne konsekwencje dla właściwie całej Europy, w tym Polski, o Ukrainie nawet nie mówiąc.
W połowie lutego zaczęły się pojawiać w mediach rewelacje związane z nowym porozumieniem pokojowym dotyczącym wojny w Ukrainie, jakie przygotowała amerykańska administracja. Wyciekające szczegóły tego planu pokojowego były tak szokujące, nieprawdopodobne i absurdalne, że wielu komentatorów potraktowało je początkowo jako fake newsa lub co najwyżej jakąś medialną wrzutkę, która miała tylko testować relację mediów, ostatecznie miała to być tylko prowokacja służąca do stworzenia zupełnie innego porozumienia. Mówiąc inaczej – mamy do czynienia z wielopiętrową, wyrafinowaną grą dyplomatyczną, którą zaaranżowała trumpowska dyplomacja.
Stały za tym pewne racjonalne argumenty. Po porażce sierpniowego spotkania Trumpa z Putinem, po nieudanym spotkaniu w Stambule i w Budapeszcie, po kilku podejściach amerykańskiej dyplomacji do sankcji wobec Rosji, które jednak zamieniły się w coś realnego, można było mieć jakąś choćby lichą nadzieję na to, że Trump się wkurzył na Putina i chce go docisnąć w kwestii pokoju w Ukrainie.
Temat sankcji nałożonych przez Amerykanów na Rosję był z marnym skutkiem wałkowany już od dawna, od zaprzysiężenia Trumpa, a także jeszcze wcześniej, jeszcze za kadencji Bidena. Konkluzja była smutna. Sankcje albo były zbyt ograniczone, zbyt łagodne lub spóźnione. I dotyczyło to również sankcji nakładanych przez Unię Europejską. Rosja się szybko do nich przyzwyczajała, odnajdywała nowych partnerów, organizowała sprytne sposoby na obejście tychże sankcji.
Trump jednak uderzył mocno, dotkliwie i trafnie. Sankcje nałożone na dwie kampanie naftowe – Rosnieft i Łukoil – zadały mocny cios rosyjskiej gospodarce, która finansuje wojnę w Ukrainie. Rosja zaczęła mieć naprawdę poważne problemy, a środki finansowe zasilające wojnę zaczęły dramatycznie się kurczyć.
Ruch Trumpa sugerowałby zatem, że prezydent Stanów Zjednoczonych – pomijając jego toksyczną, dysfunkcyjną, narcystyczną osobowość – jednak naprawdę chce zrobić coś sensownego w sprawie Ukrainy, by przejść do historii jako ten, który zakończył najstraszniejszą wojnę w Europie od osiemdziesięciu lat.
Okazało się, że nic z tych rzeczy. Socjopatyczny Trump myśli wyłącznie o swojej mocno zagrożonej tylnej części ciała, która została zaatakowana aktami Jeffreya Epsteina, w których jest umoczony, pogarszającymi się wynikami gospodarczymi Ameryki, spadającymi wskaźnikami poparcia, porażkami w ostatnich wyborach stanowych i w Nowym Yorku.
28 punktów planu pokojowego to coś, co nie tylko jest straszliwie groźne dla globalnego pokoju, coś co premiuje agresora – Rosję, co uderza w ofiarę – Ukrainę, zmusza ją do czegoś w rodzaju kapitulacji. To jest po prostu tak głupie, badziewne i prymitywne, że aż trudno uwierzyć, że to „dzieło” amerykańskiej dyplomacji.
To właściwie powtórzenie słowo w słowo wszystkich straszliwie upokarzających warunków, jakie już podczas pierwszych stambulskich negocjacji ukraińsko-rosyjskich z lata 2022 postawiła Ukrainie Rosja, które już wtedy były dramatycznym upokorzeniem dla napadniętej Ukrainy. Rosja powtórzyła te postulaty (oddanie Donbasu, rezygnacja z NATO, znaczące ograniczenie liczebności armii, potężny haracz płacony Stanom Zjednoczonym przez Ukrainę „za ochronę” i inne koszmarne punkty) na sierpniowym spotkaniu na Alasce.
I może Ukraina zostałaby brutalnie dociśnięta przez Trumpa po sierpniowym szczycie, gdyby nie to, że Putin nie chciał słyszeć o najmniejszych nawet, symbolicznych działaniach prowadzących do zawieszenia broni. I to spowodowało wściekłość Trumpa, który wymarzył sobie, że przejdzie do historii i dostanie pokojowego Nobla. Tylko, że złość prezydenta Stanów została skierowana nie na Putina, ale na Zełeńskiego i Ukrainę. Nie na agresora, ale na ofiarę.
Poważni analitycy twierdzą, że to co przywiózł z Moskwy negocjujący porozumienie prorosyjski, jawnie sprzyjający Rosji kupel Trumpa Steve Witkoff, to tak naprawdę nieudolnie przetłumaczony na angielski, podyktowany przez Putina tekst.
Analitycy, politolodzy, dziennikarze, publicyści, liderzy światowej opinii publicznej są od kilku dni w ciężkim szoku. Kręcą z niedowierzaniem głowami, szukając jakiegoś drugiego dna, jakiejś gry, cokolwiek. Ale tam nic nie ma. Żadnego wyrafinowania. To wszystko jest naprawdę na serio.
Są jednak ponure analogie. Pierwszą jest konferencja w Monachium, gdzie Zachód w 1938 roku sprzedał Hitlerowi Czechosłowację za nic nie warte obietnice pokoju. Drugim koszmarem śniącym się europejskim historykom i politologom była konferencja w Jałcie z 1945 roku, gdzie znów Zachód się dogadał z potworem – już nie Hitlerem, jak w Monachium, ale ze Stalinem – nie gorszym od niego demonem z piekła rodem.
W omawianym wielokrotnie przeze mnie horoskopie Ukrainy dzieją się rzeczy straszne. Są dwa dotyczące współczesnych dziejów Ukrainy horoskopy. Pierwszym jest horoskop z 1991 roku, w którym w latach 2023-2024 miał miejsce tranzyt burzliwego, wybuchowego, wstrząsowego Urana przez symbolizujący poczucie bezpieczeństwa, naród, ojczyznę Imum Coeli horoskopu niepodległości. To sugerowało, że po fantastycznej obronie z 2022 roku Ukrainę czeka bolesny cios, jakim było niepowodzenie ukraińskiej ofensywy, radykalna przebudowa rosyjskiej machiny wojennej. Uran rozwalił spójność ukraińskiej państwowości, zaostrzył podziały społeczne, nasilił konflikt z sąsiadami.
Znacznie gorsze i bardziej przerażające rzeczy działy się (i dzieją) w horoskopie pierwszej niepodległości – Ukraińskiej Republiki Ludowej z 1918 roku. W roku 2024 zaczął się koszmarny tranzyt Plutona przez Słońce i Medium Coeli horoskopu pierwszej niepodległości. Tranzyt ten dzieli się na kilka etapów. Zaczął się w lutym 2024 od tranzytu Plutona przez Słońce. Drugie przejście Plutona przez Słońce miało miejsce w czerwcu 2024, trzecie w styczniu 2025. W kwietniu 2025 zaczął się tranzyt Plutona przez MC horoskopu pierwszej niepodległości. W sierpniu doszło do czwartego przejścia Plutona przez Słonce pierwszej niepodległości. Teraz – w listopadzie – ma miejsce piąte (i ostatnie) przejście Plutona przez Słońce. Jednak mroczny władca świata zmarłych nie kończy swojej destrukcyjnej aktywności. W lutym 2026 dojdzie do trzeciego przejścia Plutona przez MC, w sierpniu 2026 – do czwartek, a w grudniu 2026 do piątego – i ostatniego.
Po takiej serii tranzytów w zasadzie nie ma czego zbierać. To atomowy dywanowy nalot po którym nic nie zostaje. I w zasadzie można byłoby napisać – los Ukrainy jest przesądzony. Zostanie upokorzona, zmuszona do kapitulacji, do zgniłego pokoju. Ale to nie kończy opowieści. To tylko taktyczna przerwa przed kolejną agresją, która z pewnością nadejdzie. Rosja podbije Ukrainę albo wojskowo, albo politycznie – obsadzając w Kijowie rosyjską agenturę. Taki był, jest i będzie cel Rosji związany z Ukrainą.
Polskim wątkiem jest jeden z punktów porozumienia „pokojowego”. W Polsce mają stacjonować europejskie samoloty NATO. Brzmi nieźle, prawda? Nic z tego. Trump nie pytając się o zdanie Polaków, robi nam niedźwiedzią przysługę, traktując nas jak republikę bananową, pole wpływów, nic nie znaczący pionek, który się przesuwa w imię interesów wielkich tego świata. Polska traci godność jako ktoś, kto nie ma nic do gadania oraz staje się celem dla rosyjskich rakiet taktycznych.
To tylko pokazuje, jak tak naprawdę jesteśmy postrzegani w Waszyngtonie przez trumpistów. Zauważają to nawet najbardziej zagorzali i wierni zwolennicy ruchu MAGA nad Wisłą. Doskonale znamy to z historii pamiętając o tym, jak Polska została przehandlowana w Jałcie. Coraz więcej Polaków zaczyna rozumieć to, że Trumpowi oczywiście ani trochę nie zależy na Ukrainie, na Polsce zresztą też. Trump potrzebuje jakiegoś małego sukcesu, który odsunie od niego krytykę wykorzystując postęp rosyjskich wojsk w walkach w Donbasie oraz korupcyjny skandal w Ukrainie.
To wszystko układa się w ponury koszmar, coś co jest nie do uwierzenia. Pokojowy Nobel dla Trumpa za tą upokarzającą kapitulację? Równie dobrze powinien je dostać Neville Chamberlain za Monachium, Stalin z Rooseveltem za Jałtę, Harry Truman po zrzuceniu bomby atomowej na Hiroszimę i Nagasaki za zakończenie wojny z Japonią, Heinz Reinefarth za „zakończenie” Powstania Warszawskiego. Oni wszyscy bowiem zapobiegli wojnie lub ją skończyli.
Ale są i dobre wiadomości, których na pierwszy rzut oka nie widać. To porozumienie dyktowane przez Putina jest funta kłaków warte i nic z niego nie będzie. Ukraina nie może się na niego zgodzić, nie może tego uczynić Zachód, a sam Putin nie ma zamiaru zaniechać działań wojennych. To zatem wszystko ściema. Trump wręcz zakłada, że Ukraina nie zgodzi się na porozumienie, po czym prezydent USA wzruszy ramionami i powie: „chciałem dobrze, ale źli Ukraińcy nie mają kart”. Za tym pójdzie wstrzymanie wszelakiej pomocy dla Ukrainy, bo tego sobie życzą amerykańscy zwolennicy MAGA. Nie poprawia to może sytuacji Ukrainy, która będzie nadal krwawić i będzie się to działo przez niemal cały przyszły rok. Ukraina będzie zatem udawać, że negocjuje, że rozważa, że się zastanawia.
Drugą dobrą wiadomością jest to, że Rosja ma już naprawdę poważne problemy ekonomiczne. Skończyły się pieniądze z ropy i gazu. Rosyjska gospodarka jest przegrzana i zajechana wojennymi kosztami.
Trzecią dobrą wiadomością jest to, że już pod koniec 2026 roku „coś” dobrego zacznie się dziać w głównym horoskopie niepodległości Ukrainy z 1991 roku. Przez zgrupowanie planet na przełomie Lwa i Panny, które tworzą Jowisz, Merkury, Słońce, Wenus i Mars wędrować zacznie Jowisz. Poprzednim razem Jowisz wędrował przez to stellum w roku 2015. Jego tranzyt pozwolił uratować Ukrainę przed dalszym pochodem zielonych, putinowskich ludzików w stronę Kijowa po koszmarze zajęcia Krymu, Ługańska i Donbasu z 2014 roku.
Czwartą – w sumie też chyba dobrą – wiadomością jest to, że Trump dostaje ciężkie ciosy. Progresywne Słońce zaprzysiężenia ze stycznia 2025 dotarło do Plutona, co sprawia, że wprawdzie dokonuje obrzydliwego handlu z Putinem, który ma na niego mocne haki, ale z drugiej strony widzimy wyraźne załamywanie się rewolucji MAGA, która zaczyna pożerać swoje dzieci, sypać się i dezorganizować. Trumpiści dostali mocno po tyłku, co jeszcze nie musi oznaczać końca nacjonalistycznej rewolucji w Stanach.
Trump i MAGA zaczynają łapać zadyszkę, która wprawdzie skłania ich do podejmowania takich koszmarnych decyzji, jak porozumienie z Putinem, ale zarazem pokazuje desperację Trumpa, strach przed porażką w przyszłorocznych wyborach połówkowych. I choć grubo za wcześnie na ogłaszanie zmierzchu populistycznej fali, która przewala się przez świat, to sypiący się mit wielkiego pomarańczowowłosego dewelopera z Nowego Yorku nie doprowadzi do kolejnych Monachiów i Jałt, targowic, kolejnej zimnej (a może i gorącej) wojny.
Niebo w grudniu
Słońce przebywa w Strzelcu, by 21.12 o godz. 16.02 wejść w znak Koziorożca. Linia wędrówki Słońca przekraczając zwrotnik Koziorożca na półkuli południowej, zmienia kierunek (stąd zwrotnik – zawracanie). Moment ten jest najkrótszym dniem roku na półkuli północnej oraz jednocześnie rozpoczyna astronomiczną zimę. Ze Skorpiona do Strzelca (wygnanie) ponownie przewędruje Merkury. Wenus znajduje się w Strzelcu i wkroczy w Koziorożca. Wenus podążając za Słońcem będzie (o ile pozwoli na to pogoda) widoczna w Wigilię zaraz po zachodzie Słońca oraz praktycznie przez cały grudzień. Mars wędruje przez Strzelca i 15.12 wkroczy w znak swojego wyniesienia, w Koziorożca. Jowisz nadal retrograduje w Raku, Uran zaś w Byku. Neptun wędruje ruchem wstecznym w Rybach, lecz 10.12 zmienia bieg na postępowy. Pluton znajduje się w Wodniku, w pierwszej dwadasamsie znaku, jaką jest dwada Wodnika. 25 grudnia Pluton wejdzie w dwadę Ryb. Pełnia Księżyca będzie mieć miejsce 5.12 w 13 stopniu Bliźniąt. Nów zaś 20.12 w 28 stopniu Strzelca.
Główne aspekty planetarne w grudniu
9.12 Mars w kwadraturze z Saturnem
14.12 Mars w kwadraturze z Neptunem

Astrologiczna ekwilibrystyka na trapezie - świat w grudniu

Figura trapezu, jaka uformowała się w listopadzie, będzie mieć jeszcze swoją kontynuację w grudniu – przez jego pierwszy tydzień. Trapez – czyli ścięta piramida – pojawia się i pojawiać się będzie w kolejnych miesiącach (i latach) częściej. Jego główną częścią składową jest bisekstyl (podwójny sekstyl), który tworzą Uran w Byku, Neptun wraz z Saturnem w Rybach oraz Pluton w Wodniku. O bisekstylu pisałem już wielokrotnie, podobnie jak i o trapezie.
Listopadowo-grudniowy trapez tworzy się poprzez dodanie do całości figury czwartego punktu, który stanowi Jowisz w znaku Raka.
Ścięta piramida symbolizując niedokończone dzieło, a zarazem stabilność, ekwilibrystykę i równowagę (trapez gimnastyczny lub cyrkowy) reprezentuje jednocześnie budowanie nowych struktur, połączone z dążeniem do niezawodności, pewności i balansu. Widać to doskonale w polityce, gdzie ostatnie tygodnie przyniosły nam zalew ważnych, elektryzujących, angażujących uwagę i emocje zdarzeń, z którymi próbują sobie poradzić światowi liderzy i powiązane z nimi instytucje.
I tak jak podziwiamy cyrkowych i lekkoatletycznych akrobatów wykonujących niebezpieczne, wymagające uwagi i koncentracji ćwiczenia na sportowym trapezie, tak samo widzimy skomplikowane ekwilibrystyczne łamańce i szpagaty, jakie wyczyniają przywódcy na politycznych salonach, konferencjach, szczytach i spotkaniach, gdzie próbują zapanować nad chaosem wywołanym dziwnymi propozycjami pokojowymi tandemu Witkoff-Dmitrijew.
Zachodni liderzy i dyplomaci robią co mogą, by uniknąć powtórki z historii, jaką był Monachium i Jałta, gdzie dyktatorzy (Hitler i Stalin) wymuszali na lękliwych i chwiejnych liderach demokratycznego świata zgniłe kompromisy, ale złe duchy Monachium stale się pojawiają.
I choć raczej mało prawdopodobne jest, by doszło do jakiegoś przełomu, zmiany, zwrotu, zakończenia tej okrutnej wojny w Ukrainie, to nawet te idiotyczne, głupawe porozumienie pokojowe, jakie podyktował Putin Witkoffowi, jakie potem zaczęli obrabiać zachodni dyplomaci, zmusza świat Zachodu do jakichś poważniejszych decyzji.
Sceptycy powiedzieliby, że to puste gesty, a lękliwość demokratycznego Zachodu jest widoczna już od wielu lat. Europa osiągnęła mistrzostwo w wieloletnim procesie ulegania Putinowi, w unikaniu konfrontacji, w niechęci do podejmowania trudnych i ryzykownych decyzji.
Wojna w Ukrainie wprawdzie zmobilizowała europejskich liderów do większej asertywności, ale nadal to nie są czyny na miarę Winstona Churchilla, Charlesa de Gaulle, Ronalda Reagana, Margaret Thatcher, którzy nie bali się sprzeciwić złu stawiając czoła wielkim wyzwaniom.
Zagrożeń jest mnóstwo. Słabnie liberalne centrum, upadają europejskie demokracje (Węgry, Słowacja, Serbia). Unijna gospodarka jest w stanie zapaści dobijana chińską ekspansją oraz wojną o metale ziem rzadkich. Doszła do tego nieukrywana przez Trumpa chęć rozwalenia Unii Europejskiej, a na granicach unijnych toczy się straszliwa, potworna wojna.
Nie jest jednak tak źle. Po blisko czterech latach wojny w Ukrainie zdarzyło się na Zachodzie kilka pozytywnych rzeczy. Liberalna, zachodnia demokracja nie wywróciła się po fali nacjonalistycznego populizmu. Na masową skalę ruszyła wojskowa produkcja, słynący z wysokiej jakości produktów zachodni przemysł zbrojeniowy staje na nogi.
Świat Zachodu przechodzi przez ekstremalnie ciężki test, który widać w zalewie ciężkich zdarzeń i układów w ważnych dla Europy horoskopach. W grudniu czekają nas kolejne niewesołe wieści.
W horoskopie Francji (V Republika) progresywne Słońce właśnie wędruje przez Saturna. Zapewne nacjonaliści z Frontu Narodowego zdobędą władzę w wyborach prezydenckich w 2027 i parlamentarnych w 2028 po tym, jak Francja będzie się pogrążać w coraz większym kryzysie.
W kluczowych dla europejskiej gospodarki Niemczech też nie jest wesoło. Niemiecki biznes samochodowy przeżywa ciężkie chwile po fatalnych decyzjach związanych z projektem Fit For 55 i zielonym ładem, gdzie po 2035 roku miało dojść do zakazu rejestracji (i produkcji) pojazdów o napędzie spalinowym. Dodatkowo chińska konkurencja oparta na dumpingu i kontroli strategicznych surowców wyniszczyła niemiecki biznes samochodowy.
W horoskopie Niemiec progresywne Słońce wędruje przez Plutona, Uran zaś za kilka miesięcy zacznie tranzyt przez Słonce RFN. Za dwa lata progresywne Słońce zjednoczenia Niemiec też przejdzie przez Plutona. Kryzys w Niemczech jest zatem rozłożony na wiele lat, więc nie jest wykluczone, że proputinowska nacjonalistyczna prawica z AfD wyjdzie zza kordonu demokratycznych partii, które do tej pory skutecznie zatrzymywały AfD przed dojściem do władzy.
W grudniu czekają nas jeszcze inne ponure aspekty w europejskich horoskopach. W horoskopie otwarcia strefy Schengen Pluton przejdzie przez Księżyc. Identyczny aspekt mamy w horoskopie Traktatów Rzymskich. Niebędąca w UE Norwegia stanie w grudniu wobec wielkich wyzwań. Przez Medium Coeli tego państwa wędrować będzie Uran zapowiadając duży wstrząs lub kryzys.
Wygląda na to, że Rosja korzystając z przedświątecznego zakupowego rozprzężenia twardo przetestuje wschodnią flankę sojuszu NATO. W horoskopie Litwy Saturn znajdzie się w opozycji do Księżyca, zaś w horoskopie pierwszej niepodległości Łowy z 1918 Uran przejdzie przez Imum Coeli. Dodatkowo coś niedobrego będzie się dziać na Białorusi, gdzie Pluton znajdzie się w opozycji ze Słońcem niepodległości. Zapewne Putin chce wykorzystać Łukaszenkę do aranżowania groźnych prowokacji i hybrydowych ataków skierowanych w stronę państw nadbałtyckich i Polski. Być może jednak to także zapowiedź jakichś innych dramatycznych zdarzeń związanych z Białorusią.
Nadzieję na upadek populistycznej kleptokracji Orbana na Węgrzech w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych zapowiada tranzyt Urana przez IC horoskopu Węgier z 1918 roku.
Trumpowskie porządki w amerykańskiej strefie wpływów mogą stać się fermentem dużych zwrotów i zmian w Ameryce Środkowej i Południowej. Obok zawirowań wokół Wenezueli, której reżym chce obalić Trump, duże wstrząsy czekają Kubańczyków. W horoskopie niepodległości Kuby Uran wędruje przez Słońce, zaś w horoskopie rewolucji kubańskiej Pluton znajdzie się w opozycji ze Słońcem.
Nie ma mowy o spokoju w Izraelu. Przez IC horoskopu tego państwa wędrować będzie Pluton, zaś przez IC premiera Netanjahu – Saturn.
Polska między polityczną wódką i geostrategiczną zakąską
Jednym z największych problemów i dramatów – a zarazem szans i potencjałów – polskiej historii jest to, że nasz kraj znajduje się w miejscu na mapie Europy, które przypomina skrzyżowanie dwóch ruchliwych, najważniejszych w kraju autostrad. Położona na nizinach, niechroniona od wschodu i zachodu górami, zbiornikami wodnymi, znajdująca się na szlaku wędrówek armii zmierzających w jednym lub w drugim kierunku Polska jest łatwym celem dla agresorów, jest terenem, który trzeba podbić, by mieć kontrolę nad strategicznymi zasobami, szlakami handlowymi, drogami, liniami kolejowymi, by móc dalej prowadzić ekspansję w jednym lub drugim kierunku.
Polska będąc w tej specyficznej pozycji „strefy zgniotu” jest zatem skazana na bycie celem rozgrywek, ekspansji i podbojów, co dobrze było widoczne w ostatnich 300 latach. Jednak takie położenie na mapie ma też swoje korzyści – handlowe, komunikacyjne, energetyczne, wojskowe. Jest tylko jeden warunek, byśmy z tej pozycji skorzystali – musimy być silnym, stabilnie osadzonym w sprawdzonych, solidnych sojuszach i strukturach politycznych państwem.
Jakże naiwni są ci wszyscy, którzy myśląc o rosyjskiej agresji w Ukrainie mówią: „to nie nasza wojna”, „zachowajmy neutralność”, „nie mieszajmy się do nie naszych spraw”. Nie trzeba czytać „Wojny peloponeskiej” Tukidydesa, by wiedzieć, że w takim geopolitycznym układzie, w jakim się znajdujemy, nie ma miejsca na neutralność, na niezależność i dystans.
Oczywiście nie oznacza to desperackich działań, szaleńczego rzucania się w wir walk, podejmowania dramatycznych, romantycznych decyzji, co też znamy z naszej historii.
Negocjacje związane z zawieszeniem broni w wojnie w Ukrainie, mają i dla Polski kolosalne znaczenie. Patrzymy bowiem z niedowierzaniem na to, jak nasz najważniejszy sojusznik, obiekt silnych uczuć i miłości – Stany Zjednoczone – robią coś makabrycznie niewyobrażalnego – prowadzą cyniczny handel Ukrainą, jak jakąś bananową republiką. Amerykańscy oligarchowie już zacierają ręce na myśl o interesach z rosyjskimi oligarchami ubijając interesy na trupie Ukrainy.
Polacy sobie zadają pytanie, czy Stany Zjednoczone nas opuszczą, zostawią, wyjdą z Europy, osłabią NATO? Jawne ignorowanie Polski podczas negocjacji związanych z pokojem w Ukrainie to coś bardzo groźnego i niepokojącego.
O niezwykle groźnym i ponurym wpływie trwającej całe wieki progresji Saturna przez Słońce i Medium Coeli horoskopu chrztu Polski pisałem już wielokrotnie. Pierwsze przejście przyniosło rozbiory Polski w XVIII wieku, drugie przejście miało miejsce podczas powstania styczniowego, które zrujnowało Polskę politycznie i ekonomicznie odbierając nam resztki niepodległości. Trzecie zaczęło się w 2015 roku i potrwa jeszcze pięć-dziesięć lat.
30 maja 1505 roku, za panowania króla Aleksandra Jagiellończyka uchwalono przez sejm w Radomiu słynną konstytucję Nihil novi. „Nic o nas bez nas” jest potocznym tłumaczeniem łacińskiej zasady „Nihil novi sine communi consensu” (nic nowego bez wspólnej zgody). Od tej pory nie można było stanowić prawa bez zgody szlachty.
Zasada „nic o nas bez nas” jest wręcz wryta w kod kulturowy Polaków, w naszą historię i została powtórzona przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Billa Clintona w 1997 roku, dwa dni po zaproszeniu Polski do Paktu Północnoatlantyckiego.
Teraz, gdy biznesowi kumple Trumpa negocjują różne interesy z putinowcami, gdy Ukraina jest dociskana butem przez ideologów MAGA, gdy na oczy zaczynają przeglądać zakochani w Trumpie przedstawiciele polskiej prawicy, duch Jałty wraca, niczym demon, którego wywołał nieostrożny mag i nie wie, co z nim dalej zrobić.
Nie może zatem dziwić to, że nikt nie chce zapraszać Polski do rokowań związanych z zawieszeniem broni w Ukrainie. Nie chcą tego Rosjanie, nie chce tego Trump, nie chcą tego też zainteresowani „pokojem” politycy europejscy. Polska bowiem doskonale pamięta historyczne lekcje, gdy nikt nas nie pytał o zdanie i decydował za nas.
Nie ma zatem wątpliwości, jak zachowałaby się Polska podczas tych haniebnych negocjacji, w których Trump chce przehandlować Ukrainę Putinowi za garść srebrników, więc dlatego Polski się nie zaprasza do tych negocjacji, bo by tylko przeszkadzała w uzyskaniu porozumienia.
Jednak to co się dzieje w Stanach, nie musi oznaczać trwałej zmiany, ostatecznego pożegnania się Ameryki z Europą. W końcu „dłużej klasztora niż przeora…”
Jedną z najważniejszych zdobyczy w tysiącletnich dziejach Polski jest to, że staliśmy się członkiem solidnego, mocnego, sprawdzonego sojuszu wojskowego, jakim jest Pakt Północnoatlantycki. I choć NATO przechodziło (i nadal przechodzi) wstrząsy, kryzys i niepokoje, to jednak nie jest tak źle.
W horoskopie polskiej akcesji do Paktu NATO mają miejsce szalenie ważne zdarzenia, jakim jest jednoczesny tranzyt Jowisza przez ascendent oraz Saturna przez Medium Coeli. Opiekuńczy Jowisz wzmacnia i chroni nasze bezpieczeństwo niosąc siłę i wsparcie. Saturn zaś na górze stabilizuje instytucjonalny wymiar polskiej obecności w sojuszu, co widzimy poprzez ambitny i dalekosiężny program zbrojeń polskiej armii oraz coraz lepszą współpracę z naszymi sąsiadami z NATO.
Ochronne działanie na sytuację polityczną i ekonomiczną ma również nakładająca się na progresję Saturna przez Słońce i MC chrztu dyrekcyjna wędrówka dobroczynnej Wenus przez ten sam obszar horoskopu chrztu.
W krajowej polityce też widać spore przetasowania i zmiany. Przemija powoli potęga i siła demiurga krajowej sceny politycznej Jarosława Kaczyńskiego. Na koronę starego króla czyha nowy – Karol Nawrocki – który mu chce ją odebrać – i ma na to duże szanse.
Po zwycięstwie w wyborach prezydenckich namaszczonego przez Kaczyńskiego Karola Nawrockiego prezes PiS uległ złudzeniu związanym ze swoją nadzwyczajną omnipotencją. Kaczyński szedł jak burza po czerwcowym tranzycie Jowisza przez jego urodzeniowe Słońce. Ten tryumfalizm, dzielenie przyszłych stanowisk po zwycięstwie w wyborach parlamentarnych w 2027, był jednak dzieleniem skóry na niedźwiedziu.
Szybko się okazało, że zwycięstwo Nawrockiego to wcale nie jest dobra wiadomość ani dla Kaczyńskiego, ani dla Prawa i Sprawiedliwości. Od września notowania PiS systematycznie lecą w dół. Rośnie zaś poparcie dla skrajnej prawicy z obu Konfederacji – Menzena i Brauna.
W horoskopie prezesa Prawa i Sprawiedliwości progresywne Słońce dogoniło progresywnego maleficznego, smutnego, symbolizującego cierpienie, kryzys i przemijanie Saturna. Proces ten miał już miejsce w horoskopie Kaczyńskiego, gdy progresywne Słońce wędrowało przez urodzeniowego Saturna w 2018, gdy Kaczyński mocno podupadł na zdrowiu, ale wyszedł na prostą. Tym razem Saturn może okazać się bardziej bezwzględny, niż w 2018.
Gwiazda Nawrockiego rośnie i będzie rosła jeszcze przez dwa lata. Stąd wzrost poparcia, mimo działań, które niekoniecznie mogłyby mu służyć. W roku 2026 przez Słońce zaprzysiężenia wędrować będzie Jowisz. Umacnia się też progresywna Wenus na Medium Coeli zaprzysiężenia. Niewątpliwie Nawrocki przejmie rolę lidera polskiej prawicy. Jednak nie wszystko pójdzie mu idealnie. W grudniu oraz w marcu przyszłego roku czeka go II i III przejście tranzytującego Urana przez Medium Coeli w urodzeniowym horoskopie. Dodatkowo dyrekcyjny Pluton tworzy mu kwadraturę z ascendentem.
Te właśnie wpływy decydują o jego bojowym, agresywnym nastawieniu do rządu, na rozpętanej z koalicją 15.X wojnie, na masowym wetowaniu ustaw i nominacji. I choć to napędza mu popularność po prawej stronie sceny politycznej, może wkrótce okazać się źródłem kłopotów. Przyszłość Nawrockiego w dłuższym okresie czasu nie zapowiada się bowiem różowo, ale o tym napiszę innym razem.
Wzrost poparcia dla Koalicji Obywatelskiej nie dzieje się przypadkowo. Po zmianie nazwy partii z Platformy Obywatelskiej właśnie na Koalicję Obywatelską uruchomił się jej nowy horoskop, który ma dużą moc sprawczą. To jednak jeszcze nie gwarantuje, że KO wygra wybory w 2027 roku.
Znaczenie ma również to, że po niezwykle ciężkich i kryzysowych dwóch latach premier Donald Tusk ma szansę zyskać przewagę po stronie liberalno-demokratycznej. Przed dwa lata zmagał się z ciężkim tranzytem Plutona, który wędrował mu przez urodzeniowy Księżyc oraz jednocześnie tworzył kwadraturę do Słońca. Przyszłoroczny solariusz z Jowiszem na Medium Coeli daje mu szansę na konsolidację demokratów przed kampanią wyborczą w 2027 roku.
Gospodarka
Progresywna wędrówka dobroczynnej Wenus przez Medium Coeli horoskopu chrztu Polski ma pozytywny wpływ na sytuację ekonomiczną. Wenus jest planetą beneficzną (dobroczynną) niosąc stabilizację, równowagę, pomyślność i dobrobyt.
O złej sytuacji budżetowej Polski napisano wiele. Mamy wysoki poziom zadłużenia oraz deficyt finansów publicznych. Sytuacja ta jest groźna. Wystarczy, że na globalnych rynkach „coś” się wydarzy złego, by rentowność naszych obligacji mocno wzrosła (koszt obsługi zadłużenia). Jednak ostatnio Polska ma „szczęście”. Szybko spada inflacja, rośnie PKB, rynek pracy jest stabilny, rozkręcają się wydatki związane z KPO, finalizują się ważne inwestycje infrastrukturalne, dopinają się kolejne (Kolej Dużych Prędkości, druga elektrownia jądrowa i inne).
Giełda i rynki finansowe
W grudniu po kiepskim wrześniu i październiku umiarkowanie rosnąć będą notowania na warszawskiej giełdzie. Do większych zawirowań i korekty może dojść po nowym roku, gdy przez MC i Marsa wędrować będą Saturn i Neptun.
Złoty
Notowania złotego będą rosnąć. W horoskopie denominacji z 1995 Jowisz znajdzie się w trygonie do Wenus denominacji. Jednak dojdzie do presji na złotego, co widać w horoskopie złotego z 1924 (wejście w życie), gdzie tranzytujący Pluton wędrować będzie przez Marsa.























