Czy Unia Europejska się rozpadnie, a zarazem czy wrócą granice i państwa narodowe? Czy wraca nacjonalizm, rządy twardej prawicy, czy to koniec demokracji, a zarazem kolejne fale zwycięstw charyzmatycznych liderów i wodzów? Czy czeka nas znana z historii ostra konfrontacja (być może wojenna) między mocarstwami? Czy globalizacja, liberalizm, tolerancja, oraz wolność jednostki ulegną pod presją „woli ludu”?

Historia lubi się powtarzać – jest takie powiedzenie. Ale jest też inne. Historia rozgrywa się jako tragedia, powtarza się jako farsa… Jest wiele przykładów z dziejów, gdy poważne analizy i prognozy utytułowanych intelektualistów, uczonych i futurologów po pewnym czasie można było wyrzucić na śmietnik. Wiele z opinii, słów, poglądów, które usłyszeliśmy o tym, co się ostatnio działo, za chwilę będzie nieaktualne.

To co widzimy na świecie, to nie jakiś wielki odwrót od liberalnej demokracji. To wprawdzie jej kryzys, ale nie tyle jej samej, co po prostu konsekwencja zagubienia wielu ludzi szybko następującymi zmianami. Wędrówka Neptuna przez Ryby potęguje niepokoje, lęki, skrajności, fobie, szaleństwo, wzmacnia demony i psychozy. Poszukiwanie charyzmatycznych wodzów to konsekwencja utraty poczucia bezpieczeństwa, które posiadali nasi rodzicie i dziadkowie z czasów swojej młodości i dorosłości. Globalizacja, niezwykle szybkie zmiany cywilizacyjne, kulturowe, technologiczne i społeczne sprawiły, że mnóstwo ludzi się pogubiło, więc intuicyjnie szukają jakiegoś solidnego fundamentu, na którym mogliby się oprzeć – autorytarnej władzy, religijnym fundamencie, nacjonalistycznych hasłach o wyższości swojego narodu, rasy, kultury, ekonomicznym protekcjonizmie jako remedium na ekonomiczne wyzwania i zagrożenia. Tak już było wiele razy w dziejach. Kiedy ludzkość ulegała tym resentymentom, świat popadał w dramatycznych konfliktach, wojnach i ekonomicznych kataklizmach. Owszem, teraz też może zdarzyć się wiele niedobrych, strasznych rzeczy, które znamy z historii – militarne, gospodarcze, kulturowe i religijne wojny. Musimy jednak pamiętać o tym, że wszyscy mówimy starym językiem Ery Ryb, która przemija. Dziesiątki pokoleń żyły i rozwijały się w jej tle. Stąd znane nam apokaliptyczne lęki przed kataklizmami. Era Wodnika niesie zupełnie inny paradygmat, więc i przyszłość będzie zupełnie inna, niż nam się wydaje.

W którą zatem stronę zmierza świat? Pokuszę się o kilka refleksji i prognoz. Po pierwsze – nie będzie powrotu do państw narodowych. Przeciwnie. Integracja takich struktur jak Unia Europejska będzie postępować dalej. Nie ma odwrotu od globalizacji. Tak, jak nie był możliwy powrót dorożkarstwa w XX wieku po rewolucji motoryzacyjnej.

Po drugie – mimo kryzysu demokracji, pierwszego od dziesięcioleci kurczenia się liczby państw z demokratycznymi systemami, nie ma mowy o utrwaleniu się systemu rządów autorytarnych, populistycznych i nacjonalistycznych dyktatur. Jak takie rządy się kończą, mamy doskonałą okazję oglądać w Wenezueli, gdzie lewicowy populizm doprowadził ten – posiadający największe złoża ropy naftowej na świecie kraj – do totalnego upadku, chaosu i anarchii. Podobną wersję widzieliśmy w Grecji, która też płaci wysoką cenę za politykę św. Mikołaja. Jest zatem kwestią kilku, może kilkunastu lat, gdy narodzeni na fali populistycznych haseł autokraci znajdą się na śmietniku historii.

Po trzecie – nie grożą nam liczne kataklizmy, którymi straszą nas prawicowi i lewicowi intelektualiści. Ci pierwsi rysują wizję muzułmańskiej kolonizacji, która rozpoczęła się wraz z pochodem uchodźców. Muzułmański fundamentalizm jest konsekwencją braku oświecenia i reformacji na łonie tej ideologii. Współczesny świat islamu przypomina naszą katolicką kontrreformację z całą jej ciemnotą, fanatyzmem, histerią, nietolerancją, wojowniczością, zabobonami i ekstremizmem. Islam wcześniej, czy później przejdzie przez swoją reformację, gdyż jest to naturalny proces, przez który przechodziły wszystkie religie. I tak jak kontrreformacja nie zatrzymała zmian na łonie Kościoła Katolickiego, tak i obecna ciemnota, fanatyzm, nietolerancja i radykalizm świata muzułmańskiego nie jest dany na zawsze. W islamie – jak w każdej religii – były nurty fundamentalistyczne, ale przez wieki nie odgrywały jakiejś szczególnej roli. Obudziły się one stosunkowo niedawno – zaledwie około 25 lat temu. Wyzwoliło je poczucie zagrożenia zmieniającym się światem. Islam we współczesnej wersji jest totalnie nieefektywny, wsteczny, pełen zabobonów, nieprzystających do współczesności mitów i uprzedzeń, jakby był wyjęty z wczesnego średniowiecza. Być może właśnie eksplozja fanatyzmu muzułmańskiego jest takim poczuciem bezradności wobec zmieniającego się świata, co niesie pewną analogię z tym, co wyprawiają prawicowi populiści z Europie i USA. Islam przejdzie przez swoje oświecenie i czeka go nieuchronna laicyzacja, co jest znanym i dobrze opisanym przez religioznawców procesem.

Inny straszak – tym razem lewicowy – to globalne ocieplenie. To tak samo fanatyczna, skrajna, nieracjonalna ideologia, jak straszenie muzułmańskim podbojem. Jeśli ktoś ma wątpliwość co do racjonalizmu zwolenników global warming, wystarczy wejść na jakiekolwiek forum poświęcone GW, by się przekonać, że pokojowo i tolerancyjnie nastawieni ekolodzy i badacze klimatu pod wpływem krytyki tej teorii zamieniają się radykałów i fanatyków niewiele różniących się od wiwatujących na ulicach islamistów po udanym zamachu terrorystycznym w Europie lub USA. Nie będzie żadnej katastrofy wywołanej globalnym ociepleniem. Klimat zmienia się od tysiącleci, zmieniał się i będzie się zmieniać, bo taka jest jego natura, a koncepcja o antropogenicznym wpływie CO2 na GW jest tak idiotyczna, że aż się nie chce o tym pisać. I tak jak muzułmańscy ulemowie uzasadniają zło tkwiące w kulturze Zachodu, tak większość naukowców zajmujących się klimatem fanatycznie, bezkrytycznie stoi murem za antropogenicznymi źródłami GW, co zamyka usta krytykom odsądzanym od czci i wiary, z których czyni się ciemniaków.

Otrzymujemy coraz więcej sygnałów, że fala autorytarnego populizmu i nacjonalizmu, która zaczęła się kilka lat temu, zaczyna powoli przemijać, a pozycja populistów, którzy wyrośli na eksplozji nacjonalistycznych resentymentów zaczyna nieco słabnąć. Ma to pewien związek z rozluźnieniem trwającego już kilka miesięcy ostrego i twardego półkrzyża, który był formowany przez Jowisza w Wadze, Urana w Baranie, oraz Plutona w Koziorożcu. Układ ten powróci w nieco zmienionej wersji jesienią, a zatem nie należy jeszcze odtrąbiać końca szaleństwa, które rozlało się po całym świecie.

Jeśli nałożymy na to spore prawdopodobieństwo wygranej w wyborach prezydenckich Emmanuela Macrona we Francji, to dołączy ono do innych wydarzeń, które zatrzymują falę populizmu w Europie: przegranej Geerta Wildersa w wyborach w Holandii, „otrzeźwienia” Donalda Trumpa, który szybko zszedł na ziemię po kilku miesiącach swojej kadencji, spadającej popularności Kaczyńskiego w Polsce, Orbana na Węgrzech, oraz Putina w Rosji, mocno naciąganym zwycięstwie Erdogana w tureckim referendum. Chwieją się również populistyczne reżymy w Wenezueli i na Białorusi. Oczywiście to nie koniec pochodu nacjonalistycznego populizmu. Totalitarne zapędy Erdogana kończą z resztkami demokracji w Turcji, a putinowska Rosja oczywiście ma się na razie dobrze. Optymizm gaśnie patrząc również na to, że w tak dojrzałej, wielowiekowej demokracji, jaką jest Wielka Brytania, w ciągu zaledwie kilku lat doszło do wybuchu skrajnego populizmu. W kraju tym są dwie radykalne partie – konserwatyści, niegdyś ostoja rozsądku i rozwagi. Dziś wylęgarnia ksenofobii i nacjonalistycznych mitów o wielkim imperium. Druga zaś partia – Partia Pracy – jest zdominowana przez marksistów, totalnych lewackich oszołomów, zafascynowanych utopijnym socjalizmem, przeciwników wolnego rynku, NATO i UE. Podobne szaleństwo dopadło amerykańskich republikanów, którzy postawili na protekcjonizm i populizm swego lidera – obecnego prezydenta Trumpa.

My – interesujący się astrologią – wszakże nie powinniśmy wdawać się w aksjologiczne rozważania na temat tego, co jest dobre, co złe, co wartościowe, co zaś prymitywne lub postępowe. Nas interesują jedynie procesy, kierunki zmian, odpowiedź na pytanie – dokąd to wszystko zmierza, oraz co się wydarzy. I choć obecne ekscesy populistów będą mieć jeszcze kilka odsłon, to jednak będą wygasać. Już całkiem niedługo, bo w latach 2026-2028 czeka nas harmonijny trygon Urana z Plutonem, który przyniesie powrót rozsądku i pokoju. Poprzednim razem – zaraz po I Wojnie Światowej – konfiguracja ta przyniosła Polsce i wielu innym narodom niepodległość. I choć chwilę później świat utonął w pożodze II Wojny Światowej, to jednak kolejny ważny trygon – Urana z Neptunem – przyniósł zaraz po II Wojnie Światowej ideę pokojowej współpracy na łonie europejskiej wspólnoty. W konfrontacji ze zbrodniczym komunizmem Zachód z tej rywalizacji wyszedł zwycięsko. I tak będzie znów. Populistyczne resentymenty, religijny muzułmański fanatyzm, lewicowe zabawy w św. Mikołaja przeminą i odpłyną wraz z innymi dziwacznymi ideologiami i autorytarnymi eksperymentami, o jakich tak wiele uczyliśmy się na lekcjach historii.

Słońce przebywa w Byku, by 20 maja o godz. 22.30 wejść w znak Bliźniąt. W znaku tym wędrować będzie również Mars. Merkury kończy retrogradację w Baranie. 04 maja przechodzi w ruch postępowy, a w połowie miesiąca wkracza w znak Byka. Wenus i Uran znajdują się w Baranie. Jowisz retrograduje w Wadze, Saturn zaś w Strzelcu. Neptun wędruje przez Ryby, Pluton zaś porusza się wstecznie w Koziorożcu. Pełnia Księżyca będzie mieć miejsce 10.05 w Skorpionie. Nów zaś 25.05 w Bliźniętach.
niebo05_2017

05

Czekają nas w maju dwie ważne figury astrologiczne: trójkąt dynamiczny, oraz trójkąt syntetyczny, zwany inaczej klinem. Obie figury – trójkąty – kojarzą się raczej pozytywnie. Jednak mają one pewną ostrość i napięcie, gdyż trójkąt dynamiczny składa się z dwóch nieharmonijnych aspektów, oraz jednego harmonijnego, a trójkąt syntetyczny z jednego nieharmonijnego i dwóch harmonijnych. Ich pozytywne, twórcze działanie będzie łączyć się ze sporym napięciem, a nawet pewnego rodzaju konfliktami. Interesujący jest jednak rezultat. A będzie on pomyślny, rozwojowy, optymistyczny dla ludzkości. Być może zatem w maju będą mieć miejsce pewne procesy, które przyniosą światu sporo optymizmu lub przynajmniej uspokojenia i ulgi po tych dziwacznych, dramatycznych chwilach z ostatnich miesięcy i ostatnich lat.

Jednak czeka nas w maju mnóstwo ważnych układów w licznych horoskopach. W tradycyjnym horoskopie Anglii z 1066 roku progresywny Księżyc przejdzie przez Urana, co zapowiada jakąś dużą i trudną dla Brytyjczyków niespodziankę w ramach negocjacji dotyczących Brexitu.

W horoskopie Grecji Uran wędruje przez ascendent, co będzie mieć wstrząsowy charakter dla tego mocno dotkniętego kryzysem kraju. Oznacza to jakiś przełom, no i jak to z Uranem bywa – może on być dla Grecji powrotem na ścieżkę kryzysu. Jednak rewolucyjny wpływ Urana przynieść może jakiś znaczący polityczny zwrot, który pomoże Grekom wyjść z tej beznadziejnej sytuacji. Jednakże dziać się będzie to w dość gorącej, burzliwej atmosferze protestów i konfliktów społecznych.

W horoskopie Gruzji Pluton znajdzie się w kwadraturze ze Słońcem, co przyniesie gwałtowne pogorszenie sytuacji politycznej, społecznej i ekonomicznej w tym kraju, na co duży wpływ będzie mieć Rosja, która nie chce zrezygnować z ingerencji na obszarze swojej „dalszej zagranicy”.

Prezydent Rosji Władymir Putin ma ostatnio trochę powodów do bólu głowy, na skutek koniunkcji Saturna z Marsem. Ostatnie liczne i zaskakująco dynamiczne protesty społeczne mogły go zaniepokoić. Putin jednak jest na fali. Koniunkcja Jowisza ze Słońcem sprawia, że mógł sobie pogratulować po jego niezwykle ofensywnych akcjach propagandowych dotyczących różnych krajów, ich rządów, wyborów i procesów politycznych. Wszakże w horoskopie jego aktualnej kadencji Uran przewędruje przez Medium Coeli, co może sprawić, że Putin w okresie swojej największej chwały zacznie powoli obserwować zmierzch swoich rządów. Nie mniej wstrząsowy aspekt czeka dyktatora Białorusi Aleksandra Łukaszenkę, któremu Uran zacznie wędrówkę przez Imum Coeli, co zaś przyniesie drastyczne pogorszenie się sytuacji politycznej i ekonomicznej na Białorusi, a zarazem podważy jego legitymację do władania białoruskim ludem. Nie jest wykluczone, że w skali niezbyt odległej przyszłości straci władzę, ale bardziej na skutek decyzji na Kremlu, niż przez jakiś autentyczny ruch sprzeciwu. A zatem w Mińsku nie będzie Majdanu.

Kolejne po Francji strategicznie ważne wybory czekają nas w Niemczech, gdzie jesienią kanclerz Niemiec będzie startować po raz kolejny po zwycięstwo. Czu jej się to uda? Maj będzie dla niej niezwykle trudny i kryzysowy, być może najbardziej w całym okresie jej kanclerstwa. Saturn w opozycji do Księżyca, oraz na jej Słońcu, zmusi ją do bolesnych, twardych i niepopularnych decyzji. Albo Niemcy czekają jakieś poważne wstrząsy, albo notowania pani kanclerz mocno spadną. Jednak jej partia raczej wygra jesienne wybory.

Ciężki czas czeka również papieża Franciszka. Saturn na jego Słońcu przyniesie mu jakieś osłabienie – zdrowotne lub prestiżowe. Być może wrogowie jego pontyfikatu mocno się odezwą.

Wspominane przeze mnie od co najmniej roku mocne osłabienie pozycji Prawa i Sprawiedliwości, a tak naprawdę jej lidera – Jarosława Kaczyńskiego – przebiegają niemal jak po sznurku. Gdy w lutym po raz pierwszy Saturn utworzył opozycję do jego Słońca, polska dyplomacja się totalnie skompromitowała próbą utrącenia kandydatury Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej. Przegrana 27:1 przyniosła gwałtowny wzrost notowań Platformy Obywatelskiej i pogłębienie spadków Prawa i Sprawiedliwości. Seria wstrząsów, wypadków rządowych limuzyn, kompromitacja przewodniczącego podkomisji smoleńskiej Wiesława Berczyńskiego, konflikty i ostra rywalizacja na łonie rządzącej partii, zdecydowana zmiana notowań dotyczących strategicznych zmian i reform (np. likwidacja gimnazjów) – to wszystko sprawiło, że wizję trzech kadencji rządów Prawa i Sprawiedliwości można włożyć między bajki. Jest to możliwe wyłącznie na skutek zamachu na konstytucję lub wyborczych fałszerstw.

W maju Saturn uczyni kolejną opozycję do Słońca prezesa PiS, więc jej szef i sama partia otrzymają kolejne ciosy. Pogłębią się spadki notowań partii, a sam Kaczyński zacznie się gubić podejmując błędne decyzje. Kaczyński przestanie przypominać demiurga i politycznego mistrza gier, jak jest przedstawiany w Kabarecie Moralnego Niepokoju w skeczu „Ucho prezesa”. Jeśli dodamy do tego progresję Słońca przez Saturna, śmiało można mówić, że czas Kaczyńskiego przemija. Prezes PiS nie ma jednak zamiaru łatwo oddawać władzy. I choć wariantu siłowego raczej nie będzie, to jednak Kaczyński postawi na starą, znaną taktykę – ocieplania wizerunku, chowania w cień radykałów, powstrzymania się przed zbyt kontrowersyjnymi zmianami i reformami. Nic to jednak nie da, a proces erozji PiS będzie postępował. Podobne aspekty widzimy w horoskopie kongresu, oraz rejestracji PiS.

I choć w badaniu szans wyborczych Donald Tusk (Saturn na ascendencie) pokonuje obecnego prezydenta Andrzeja Dudę, to jednak Duda nadal ma całkiem korzystne układy, co sprawia, że mimo jego bierności i uległości wobec PiS i Kaczyńskiego, nadal ma stosunkowo wysokie notowania. Wyraźne ich pogorszenie nastąpi w roku 2018. Lecące w dół notowania partii, rządu i premier Szydło sprawią, że w okolicach wakacji Kaczyński zdymisjonuje Beatę Szydło i najprawdopodobniej powoła na to stanowisko Mateusza Morawieckiego. Nominacja Piotra Glińskiego lub sama kandydatura Kaczyńskiego na to stanowisko jest możliwa, ale mało prawdopodobna.

Wszakże opozycja nie będzie otwierać szampana. Wzrost notowań Platformy Obywatelskiej nie jest konsekwencją jakichś jej nadzwyczajnych działań, lecz raczej słabości Nowoczesnej, której marny horoskop, oraz tragiczne układy w horoskopie jej przewodniczącego Ryszarda Petru, musiały przynieść jej upadek.

W maju czekają Polskę poważne kłopoty w relacjach z Unią Europejską. Saturn na ascendencie, oraz w opozycji z Marsem, horoskopu polskiej akcesji do UE zapowiadają solidne zamieszanie. Przyczyną może być albo procedura dotycząca naruszeń demokracji w Polsce, albo kwestii środowiskowych i przyrodniczych.

Bardzo dobre wyniki polskiej gospodarki stoją w konflikcie z narastającym zadłużeniem i deficytem, słabymi inwestycjami i coraz większą ingerencją polityki w ekonomię. Wystarczy, że dojdzie do jakichś zawirowań i nasz dług niebezpiecznie dobije do konstytucyjnych ograniczeń. I choć globalna gospodarka ma się coraz lepiej, to jednak w horoskopie polskiej giełdy czeka nas mocny i ostry aspekt, jakim jest koniunkcja Urana ze Słońcem zarówno horoskopu WIG, jak i horoskopu WIG20. I choć aspekt ten w założeniu nie musi być kryzysowy, to jednak niesie duży wstrząs, zmianę i przełom, czyli może zapowiadać jakieś mocne tąpnięcie w gospodarce, zmianę trendu lub jakieś polityczne zawirowania, które wpłyną na rynki. Wszakże to dopiero pierwsze przejście Urana przez Słońce GPW. Kolejne będzie mieć miejsce w listopadzie, a trzecie – ostanie – w lutym 2018. Być może zatem efekty tranzytu Urana przyjdą dopiero jesienią. Uran znajdzie się również na descendencie horoskopu złotego z 1924 roku, co sprawia, że jakaś duża niespodzianka może przyjść do nas z zagranicy (descendent) i rozhuśtać notowania krajowego pieniądza.

WIG20