W latach siedemdziesiątych XX wieku wybitny polski jasnowidz i zielarz ksiądz Klimuszko ujawnił serię proroctw i przepowiedni. Jedną z nich była wizja tysięcy ludzi płynących na okrągłych łódeczkach w stronę Europy. Wizja ta sprawdza się na naszych oczach. Z tym, że Klimuszko mówił o inwazji zagrażającej Europie…

Nie ma w tej chwili bardziej kontrowersyjnego i drażliwego tematu w Europie, ale i w globalnej skali, niż kwestia szeroko rozumianych uchodźców. To uciekinierzy z ogarniętych wojnami lub kataklizmami naturalnymi miejsc. Wielu z nich pojawiło się w Europie – przede wszystkim z pogrążonej w wojnie domowej Syrii, ale też z Iraku, Afganistanu, Sudanu, Somalii. Nie o to jednak toczy się polityczny spór w Europie. Wraz z falą wojennych uchodźców zaczęli się masowo pojawiać migranci ekonomiczni dążący do poprawy swojej sytuacji bytowej. Większość z nich to muzułmanie, co jest kolejnym istotnym elementem tej opowieści. Fala uchodźców po arabskiej rewolucji, która od kilku lat płynie do Europy, otworzyła się szerokim strumieniem w roku 2015, gdy kanclerz Angela Merkel zaprosiła ich do Niemiec. Wcześniej byliśmy świadkami dantejskich scen, gdy imigranci zaczęli się masowo pojawiać w Grecji i Włoszech, potem gdy zaczęli podążać bałkańskim szlakiem, co wywołało gigantyczny konflikt na łonie UE między protestującymi przed przyjmowaniem uchodźców krajami Europy Środkowej a Brukselą. To niezwykle polityczny, mocno kontrowersyjny – etycznie, społecznie, ekonomicznie i militarnie temat na który nie ma prostych odpowiedzi. W apogeum kwadratury Urana z Plutonem ruszyła ludzka fala nieszczęśników, desperatów, ale też cwaniaków i niebezpiecznych fanatyków z biednych rejonów świata do bogatej, starej, mocno przestraszonej i bezradnej Europy.

W tym ostrym, zażartym sporze, który rozpalił emocje, nie ma prostych konkluzji. Dyskusja spolaryzowała się między twardo mówiących „nie” komukolwiek, kto chciałby się osiedlić w Unii Europejskiej, po idealistów z otwartymi rękami bezrefleksyjnie zapraszających wszystkich, którzy chcą uciec od wojen, prześladowań religijnych, ale też od biedy. Z jednej strony mamy do czynienia z chrześcijańskim ewangelicznym otwarciem na szukających pomocy ludzi, do czego apelował Chrystus. Z drugiej – z trzeźwą, chłodną refleksją związaną z zagrożeniem kulturową ekspansją milionów muzułmanów, a zarazem końcem zachodniej cywilizacji. Po której stronie leży racja?

Z historycznego punktu widzenia nie dzieje się nic szczególnie wyjątkowego lub nieznanego. Niemal wszystkie nacje, narody, etnosy zamieszkujące swoje obecne tereny skądś przybyły. Historia ludzkości to dzieje ciągłych wędrówek, migracji, podbojów, kolonizacji i inwazji. Nawet odkrycia dotyczące Słowian – badanie haplogrup R1a1 – że zamieszkiwali rejony Europy Środkowej już od paleolitu, nie zmienia faktu, że przez europejskie ziemie przelewały się wielkie pochody nacji, ludów, religijnych i kulturowych inwazji. Sama haplogrupa R1a1 pojawiła się gdzieś na stepach Ukrainy, na Kaukazie lub w Azji Środkowej, więc Słowianie – jak wszystkie ludy – wędrowali. To zatem, że Europę zalewa migracja z Afryki nie jest czymś nieznanym. Tak działo się przez całą niemal historię ludzkości. I po odrzuceniu demagogicznych haseł, którymi epatują obie zwalczające się strony tego sporu, można postawić kilka tez. Pierwsza – migracje są szansą i procesem wzbogacającym społeczeństwa. Potęga Cesarstwa Rzymskiego, Pierwszej Rzeczpospolitej, wielkość Stanów Zjednoczonych, opierały się na przyciągającej sile tych państw, do których ciągnęły (czasem pod przymusem) różne nacje. Drugi wniosek jest zgoła przeciwny – migracja to straszliwe zagrożenie. Też mamy na to liczne przykłady. Podbój Ameryki Południowej przez Hiszpan zniszczył doszczętnie cywilizację Azteków i Inków. Otoczeni przez północnoamerykańskich Indian troską i pomocą biali protestanci, którzy w 1621 roku wysiedli na brzegu Północnej Ameryki – choć przybyli z pokojem, wdzięcznością dla gospodarzy (Święto Dziękczynienia) – przyczynili się potem do hekatomby tubylców. Żyjący sobie w spokoju i według własnych zasad Aborygeni po przybyciu marynarzy Jamesa Cooka, nie mieli świadomości, że nadciąga na nich zagłada. Przeżyli w spokoju 40 tys. lat w Australii, by niemal wyginąć po zaledwie dwóch stuleciach białego osadnictwa. Współczesnych inwazji niszczących dawne kultury też mamy wiele: inwazja Chińczyków w Tybecie, wyniszczenie żyjących przed dwa tysiące lat na bagnach Mandejczyków w Iraku przez reżym Husseina, niszczenie zabytkowych figur Buddy w Afganistanie, które przetrwały blisko dwa tysiące lat, ale nie oparły się afgańskim talibom…

Cokolwiek jednak myślimy o tym, że przyjmowanie uchodźców to szansa lub zagrożenie, trzeba powiedzieć sobie kilka oczywistych, choć trudnych do przyjęcia faktów. Jeśli blisko siebie znajdują się dwa ośrodki cywilizacyjne, z których pierwszy jest bajecznie bogaty, z przewagą starych ludzi, pozbawiony silnej militarnie obrony, a po drugiej stronie mamy 200 mln biednych, młodych, zdesperowanych, aktywnych, pożądających zachodniego bogactwa i komfortu ludzi, nie ma możliwości, by oni do nas nie przyjeżdżali. To jest po prostu nieuchronne. W Europie żyją miliony imigrantów, w tym wielu muzułmanów, więc sztuczne twarde odgrodzenie się od innych Afrykańczyków lub Arabów, jest po prostu nierealne. Zachód popełnił wiele kardynalnych błędów związanych z mniejszościami – zwłaszcza muzułmańskimi. Problemy z masą sfrustrowanych młodych, roszczeniowo nastawionych, a zarazem funkcjonujących na marginesie muzułmanów z Afryki i Azji prawie nie są obecne w USA i Australii, gdzie jest dużo mniejsza pomoc społeczna dla imigrantów. W USA każdy wie, że musi sobie sam dać radę, że musi być przedsiębiorczy i aktywny, więc nikt nie czeka na zasiłki i pomoc państwa, lecz musi się brać do roboty. I choć europejski model państwa opiekuńczego jest powodem dla dumy dla Niemców i Skandynawów, to ma on demotywujące działanie na nierozumiejących europejskich wartości imigrantów. Skandynawski, socjalistyczny, model państwa opiekuńczego nieźle się sprawdza u Skandynawów rozumiejących idee wspólnotowe, szacunek dla państwa, prawa, ale inne nacje – zwłaszcza imigranci z Afryki i Azji, traktują Europę, jak dojną krowę, więc wielu z nich żyje na zasiłkach, nie podejmuje pracy, nie umie się odnaleźć w zachodnim modelu cywilizacyjnym i kulturowym, nie uczy się języków, jest wrogo nastawionych do europejskich zasad i wartości. Mając jednak świadomość, że nie unikniemy marszu szukających lepszego życia mieszkańców Afryki i Azji, należy postawić na znane i dobrze sprawdzone modele – amerykański i australijski, które są bezwzględne dla nielegalnych prób forsowania granicy, ale dają furtkę dla imigrantów (zielona karta), co wykluczy bajeczne dochody mafii zarabiającej na desperacko pragnących dostać się do Europy imigrantów. Co zaś robić z autentycznymi ofiarami wojen? Pomagać, ale rozsądnie, gdyż nasze szlachetne i godne uznania miłosierdzie dla imigrantów może się skończyć dla europejskiej cywilizacji tak samo, jak miłosierdzie i dobro północnych Indian pomagających umierającym z głodu purytanom z okrętu Myflower.

Słońce przebywa w Raku, by 22.07 o godz. 17.16 wejść w znak Lwa. Z Raka, przez Lwa, aż po Pannę przewędruje Merkury. Z Raka do Lwa przejdzie Wenus. Podobnie Mars, który z Raka do Lwa przejdzie 20.07. Jowisz znajduje się w Wadze. Saturn retrograduje w Strzelcu, Neptun w Rybach, Pluton zaś w Koziorożcu. Uran wędruje przez Barana. Pełnia Księżyca będzie mieć miejsce 09.07 w Koziorożcu. Nów zaś 23.07 w Lwie.

niebo07_2017

07

Od trzech miesięcy da się odczuć pewnego rodzaju wrażenie stabilizacji i uspokojenia sytuacji na świecie i w Europie. Wynik wyborów prezydenckich i parlamentarnych we Francji, decyzje, jakie zapadają w Brukseli związane z przyszłością Unii Europejskiej oddalające wizję upadku wspólnoty europejskiej, kiepski wynik zwolenników Brexitu w wyborach w Wielkiej Brytanii, stabilna pozycja kanclerz Niemiec Angeli Merkel przed jesiennymi wyborami do Bundestagu, stabilna globalna koniunktura ekonomiczna, sukcesy w walce z Państwem Islamskim (śmierć przywódcy ISIS Abu Bakra al-Baghdadiego). To wszystko sygnalizowało uspokojenie sytuacji po katastrofalnych wstrząsach z ostatnich kilku lat – zwłaszcza po kryzysie uchodźczym, fali populistycznej rewolucji, po Brexicie i wyniku wyborów w USA. Na ile jest to złudne odczucie, to inna kwestia. Ma ona swoje astrologiczne uzasadnienie. Mieliśmy bowiem do czynienia z kilkumiesięczną serią spokojnych układów, zwłaszcza grupą trójkątów dynamicznych i syntetycznych od wiosny. Ale to tylko przejściowa poprawa. Trwa bowiem exodus uchodźców, a ich fala ostatnio mocno rośnie. Narastają napięcia w krajach, które przyjęły ich w dużej masie (Skandynawia, Niemcy, Włochy, Grecja). Mieliśmy również z kilkoma zamachami terrorystycznymi w Europie, ale i z kilkoma udaremnionymi próbami zamachów. Gorąco jest wokół Korei Północnej, narasta rywalizacja między mocarstwami.

Lipiec odwraca ten spokojniejszy trend, więc wkraczamy w trudniejsze, bardziej konfrontacyjne chwile. Głównym, kluczowym, na swój sposób zwrotnym układem lipca, będzie ostry i twardy półkrzyż na pełni Księżyca, w który będzie zaangażowanych aż pięć planet. Słońcu w znaku Raka towarzyszyć będzie Mars. Naprzeciw nich znajdzie się Księżyc w Koziorożcu, któremu towarzyszyć będzie Pluton. Czyli na pełnię Księżyca nakłada się opozycja Mars – Pluton tworząc swoistą wielką opozycję, zwaną huśtawką. Do tejże właśnie opozycji kwadraturę utworzy Jowisz w Wadze konstruując układ półkrzyża. Zestaw ten jest w swojej sile niezwykle mocny, ostry, aktywny i agresywny. Pełnia sama w sobie ma silną energię, a jeśli towarzyszy jej jeszcze mocniejsza opozycja dwóch maleficznych planet – Marsa i Plutona – wydarzenie to jest niebagatelne. Wybuchowa konstrukcja tego półkrzyża zwiastuje radykalne podniesienie się poziomu napięcia na świecie, więc nie odczujemy wakacyjnego, zwykle nieco bardziej leniwego biegu zdarzeń. Pierwsza połowa lipca będzie zatem mocno kryzysowa. Przyniesie duże wstrząsy, napięcia i konflikty, militarne operacje, co odbije się na globalnych rynkach finansowych i w polityce. Demony niepewności, lęki i obsesje znów się odezwą.

W horoskopie rozszerzenia Unii Europejskiej z 2004 roku Jowisz wkracza na MC tegoż horoskopu, co oznacza jakiś nowy początek w relacjach Europy Środkowej z Brukselą i raczej nie wróży Polsce sukcesu w budowie antyunijnej koalicji wokół idei Trójmorza. Saturn na MC Litwy, oraz na IC Łotwy, a także Jowisz na Słońcu Władymira Putina, zapowiada nową kampanię Rosji wobec swojego otoczenia. Putin rozpocznie jakieś zaczepne i prowokacyjne działania po przedłużeniu unijnych i amerykańskich sankcji na Rosję. A jego spotkanie z Donaldem Trumpem na szczycie G20 może być zwycięskie dla Putina. Niezwykle ważny tranzyt Plutona przez ascendent prezydenta Turcji Recepa Erdogana sygnalizuje, że w Turcji może dojść do poważnego zaostrzenia sytuacji politycznej, a sam Erdogan zacznie ujawniać coraz twardsze i bardziej radykalne tendencję zmierzając w stronę regularnej dyktatury.

Wysokie notowania Prawa i Sprawiedliwości nie są żadnym zaskoczeniem, ale też nie są jakąś twardą, obiektywną informacją. I tak jak wiosną rosły notowania Platformy Obywatelskiej, nie wynikało to jakoś mocno z horoskopu PO, tak samo aktualne wzrosty PiS też nie będą trwałe i stabilne. Z astrologicznego punktu widzenia ekscytowanie się rosnącymi lub spadającymi notowaniami opozycji i rządzącej partii nie ma większego sensu. Jak zatem wygląda sytuacja w horoskopach obu partii? Wiosenny wzrost notowań PO był tak naprawdę konsekwencją fatalnych układów w radixie Nowoczesnej, a zwłaszcza aktualnych wydarzeń w horoskopie jej lidera Ryszarda Petru. Tranzyt Saturna przez IC jego horoskopu, oraz dyrekcyjna opozycja Plutona do Księżyca, a także niedawna drastyczna opozycja Plutona do Słońca, sprawiły, że szef Nowoczesnej popełnił masę błędów, zaliczył kilka bolesnych wpadek, co podważyło jego pozycję w partii, skuteczność i medialny wizerunek. Kłopoty Nowoczesnej zdyskontowała Platforma Obywatelska niejako fuksem. Do wzrostu notowań PO przyczyniła się też pisowska szarża w Brukseli i bolesna porażka w bitwie z Tuskiem o jego szefowanie Radzie Europejskiej. Jednak w horoskopie PO niewiele się dzieje. W horoskopie spotkania „trzech tenorów” (Płażyński, Tusk i Olechowski) z 11.01.2001 są słabe układy. Po totalnie dezorganizującej i demobilizującej progresji Słońca przez Neptuna z przełomu 2015-2016, gdy PO przerżnęła wybory prezydenckie i parlamentarne, w tymże horoskopie mamy kryzysową kwadraturę tranzytującego Urana do Słońca i MC horoskopu spotkania trzech tenorów. Nie było tu zatem miejsca na jakieś spektakularne wzrosty i przyspieszenie. Dużo ważniejsze są przyczyny wiosennego osłabienia notowań Prawa i Sprawiedliwości. Tu zaś dzieje się bardzo wiele. W horoskopie kongresu założycielskiego w styczniu tranzytujący Saturn wszedł na Marsa i w opozycję do Słońca, a przy okazji robi kwadraturę do Księżyca i opozycję do Merkurego. Powtórka miała miejsce w maju i w czerwcu. Trzecie ostatnie przejścia Saturna będą mieć miejsce jesienią. Niemal identycznie ma się sytuacja w horoskopie rejestracji partii, gdzie Saturn czyni ostre aspekty od stycznia do października. Nakłada się na to jeszcze seria saturnicznych układów w horoskopie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Pojawia się zatem pytanie, skąd tak dobre notowania partii i rządu? Na efekty działania Saturna zawsze należy trochę poczekać. Jego tranzyt jest bowiem dopiero w połowie, więc realne, twarde, konkretne konsekwencje jego działania objawią się dopiero jesienią i na początku nowego roku. Miałkie i słabe układy w horoskopie PO nie zapowiadają jakiejś wielkiej zmiany na łonie tej partii. Większy impuls pojawi się dopiero jesienią, gdy tranzytujący Jowisz przejdzie przez Marsa, co jednocześnie nałoży się na domknięcie tranzytów Saturna w horoskopie PiS i Kaczyńskiego. Wtedy dopiero dojdzie do jakichś realnych, twardych, konkretnych zmian, wydarzeń i procesów, które będą mieć znaczenie w kolejnych latach. Nie dziwią również wysokie notowania prezydenta Andrzeja Dudy, który właściwie nie ma w tej chwili żadnych powodów do zmartwień. Pewne osłabienie jego pozycji czeka go dopiero w drugiej połowie roku, co jest związane z kwadraturą tranzytującego Urana do Marsa. Większe kłopoty czekają go w przyszłym roku wraz z bolesnym tranzytem Saturna przez IC horoskopu zaprzysiężenia. Reasumując – huśtawka notowań, jaką widzimy, nie niesie jeszcze żadnych praktycznych i realnych informacji o kondycji opozycji i rządzącej partii. Wszakże twarda seria aspektów Saturna w horoskopie zarówno PiS, jak i Kaczyńskiego, sugeruje, że partę tę i jej lidera czekają duże problemy, które nie są na razie widoczne, ale ujawnią się mocno jesienią i w przyszłym roku. Sondaż, który daje zjednoczonej opozycji wysokie notowanie, jest dużym zagrożeniem dla zwycięstwa PiS w roku 2019.

Radykalnie ostry układ półkrzyża na pełni Księżyca z 09.07 nakłada się na kolejną smoleńską miesięcznicę. I tak jak poprzednio – też na pełni Księżyca – gdy doszło do mocno nerwowych scen (wyniesienie Władysława Frasyniuka z kontrmanifestacji przez policję), też dojdzie do konfrontacji, tyle, że ostrzejszej w treści i formie, niż poprzednio. Nie są wykluczone sceny przemocy.

Wizyta prezydenta USA Donalda Trumpa w Polsce na szczycie Trójmorza ma trzy cele. Pierwszy – ogrzać się w cieple wiwatujących tłumów, co zawsze się działo przy wszystkich wizytach prezydentów USA. Drugi cel – wynikający z pierwszego – to zagrać na nosie Niemcom i Francji, które mają chłodny, a nawet krytyczny stosunek do Trumpa. Kilka ładnych ujęć z Warszawy na tle podekscytowanego tłumu Polaków mogłoby popsuć humory liderom Unii Europejskiej. Trzeci cel – militarno-energetyczny – jest najważniejszy. Relokacja horoskopu Trumpa na Warszawę zmienia mu ascendent na Skorpiona, a jego urodzeniowy Mars wkracza na MC, Słońce zaś z trump_01grupą innych planet wkraczają do VIII domu związanego ze Skorpionem. Marsowo-skorpionowa energia w warszawskim horoskopie Trumpa sygnalizuje, że dojść może na szczycie Trójmorza do ważnych decyzji o charakterze strategicznym – nowych planów obronnych, nowych zgrupowań amerykańskich żołnierzy w Europie Środkowej, oraz ważnych kontraktów energetycznych (gaz, ropa) amerykańskiego przemysłu ze środkowoeuropejskim. Skorpionowe układy w horoskopie Trumpa na Warszawę raczej nie zapowiadają jakichś szczególnie atrakcyjnych scen z warszawskiego przemówienia prezydenta USA.trump_02

 

Lipiec w aurze nie zapowiada się korzystnie i rekreacyjnie. Pogoda będzie męcząca, zmienna, burzowo-deszczowa, z niezbyt dużą ilością gorących, słonecznych dni. Najgorzej zapowiada się okres między 07 a 12 lipca, gdzie może dojść do nawałnic, a być może i powodzi.

Odrzucając propagandowe opowieści rządzącej władzy o ich wielkich sukcesach gospodarczych, gdyż kluczowym czynnikiem jest bardzo dobra globalna koniunktura, trzeba jednak powiedzieć, że wskaźniki ekonomiczne sprzyjają Prawu i Sprawiedliwości. Umożliwia to realizację hojnych programów socjalnych, jak 500+, oraz obniżka wieku emerytalnego. Dopóki trwa wysoka koniunktura, władza nie ma się czego obawiać. Jednak należy pamiętać, że od ostatniego kryzysu minęło już dziewięć lat, co jest jednym z najdłuższych okresów hossy na rynkach w skali ostatnich stu lat. Kryzys zatem jest już coraz bliżej, bo wynika to po prostu z naturalnych cykli makroekonomicznych. O choć krach z roku 2007-2008 w Polsce dał znać o sobie dopiero w roku 2009, z powtórką w roku 2013, to tym razem konsekwencje globalnego tąpnięcia będą w Polsce szybsze. Jeśli zatem wierzyć znanemu inwestorowi Jimowi Rogersowi, czeka nas wielki światowy krach, który Polska na pewno odczuje, nawet jeśli Rogers przesadza ze swoją prognozą. Zapowiedzią tąpnięcia na polskim rynku jest tranzyt Urana przez Słońce GPW i WIG20. Pierwsze przejście Urana miało miejsce w maju – no i nic się wielkiego nie wydarzyło, gdyż zjazd o 200 punktów na WIG20 to drobiazg. Jednak od tej pory giełda weszła w trend boczny, który może się wybić w górę lub w dół – co jest dużo bardziej prawdopodobne. Zwrot będzie mieć miejsce w październiku lub listopadzie na retrogradacyjnym tranzycie Urana przez Słońce GPW, co przeniesie się aż do wiosny 2018. Czy to może być początek kryzysu na polskim rynku? Nie jest to wykluczone.