Saturn to planeta, która nie ma dobrej sławy. Od wieków przynależy on do tzw. malefików, czyli planet (wraz z Marsem) „złoczynnych”. To on zazdrosny o utratę władzy pożarł swoje dzieci. W ikonografii ukazywany jako kulawy starzec (Hefajstos – bóg-kowal). Czasem wyobrażany jako postać z klepsydrą lub lampą. Symbolem Saturna jest kosa lub sierp – wyobrażające przemijanie, starość, śmierć – ale też żniwa i zbiory. Jego domeną jest trud, praca, wysiłek, ograniczenia, dyscyplina, władza, służba, nauka, mądrość, filozofia, technika. Saturn rządzi Koziorożcem – zwierzęciem, które potrafi doskonale sobie radzić w najbardziej nieprzyjaznych, zimnych, niedostępnych rejonach Ziemi wspinając się z niezwykłą zręcznością i zwinnością po stromych skałach nad przepaścią. Fakt nielubienia Saturna nie zmienia twardej, ale oczywistej refleksji, że bez Saturna życie na tej planecie byłoby nie do wytrzymania, byłoby istnym koszmarem. Saturn jest nam absolutnie niezbędny, potrzebny i konieczny do egzystencji, życia, funkcjonowania. To Saturn czyni z nas dojrzałych, świadomych, odpowiedzialnych, spójnych wewnętrznie i mądrych ludzi. Bez niego ludzie stają się narcystycznymi, rozwydrzonymi bachorami, którym się wydaje, że wszystko im się należy i wszystko im wolno. Saturn to jungowski archetyp Starego Mędrca – przewodnika, mistrza, nauczyciela, guru. To postać ojca, który uświadamia nam granice, wprowadza w dorosłość i przekazuje życiowe doświadczenia. W astrologii politycznej (mundalnej) symbolizuje systemy władzy, rządy, instytucje centralne, banki, sądy, prokuraturę, policję, więziennictwo, aparat skarbowy – generalnie twardą strukturę, dzięki której to wszystko na co patrzymy, trzyma się kupy.

Gdy więc Saturn słabnie, traci moc, nie jest to w najmniejszym stopniu powód do radości. Przeciwnie. Gdy Saturn słabnie, na świecie zaczyna szaleć demagogia, populizm, anarchia, kłamstwo, ekonomiczna lekkomyślność objawiająca się np. bańkami spekulacyjnymi, nieracjonalnymi zachowaniami świata finansów. Przez ostatnich ponad dwa i pół roku Saturn wędrował przez znak Strzelca. Naturalnym miejscem władztwa dla Saturna jest Koziorożec, więc w Strzelcu Saturn ma siebie za plecami, a więc znajduje się niejako w swoim XII domu. Tradycyjnie dom XII symbolizuje cierpienie, samotność, bezradność, przemijanie, lęk, depresję, wyobcowanie, wykluczanie. Jeśli zatem Saturn znajdując się w Strzelcu, czyli w swoim XII domu, słabnie, musi to mieć pewne, niekoniecznie miłe, konsekwencje dla świata. No i było ich całkiem sporo. W trakcie jego wędrówki przez swój XII dom, czyli Strzelca, zaliczyliśmy kilka dramatycznych wstrząsów, których wspólnym zwornikiem była właśnie słabość Saturna. Jednym z największych szoków ostatnich lat, był kryzys uchodźczy, który rozpoczął się dokładnie wtedy, gdy Saturn wszedł w Strzelca – w roku 2015. Wielkoduszna, humanitarna postawa polityków, którzy zadecydowali, by otworzyć drzwi na kotłujących się na granicach Unii Europejskiej uchodźców nie zmienia faktu, że przywódcom UE (zwłaszcza Angeli Merkel) zabrakło trzeźwości w ocenie sytuacji, zdrowego rozsądku, twardej i konsekwentnej postawy tam, gdzie zaczynały wkraczać anarchia i chaos. Bezrefleksyjne otwieranie granic przez uchodźcami było zatem błędem, a dlatego, że właśnie zabrakło saturnicznej twardości. To także czas eksplozji populizmu, era rozlewających się po Intrenecie fałszywych wiadomości, kłamstw i manipulacji. Gdy zaczyna brakować trzeźwego i rozważnego Saturna, zaczynają dominować niebezpieczni demagodzy, populiści, kłamcy i polityczni kuglarze, którzy obiecując gruszki na wierzbie udzielają również prostych odpowiedzi na trudne i skomplikowane pytania. Stąd zatem nieoczekiwany Brexit w Wielkiej Brytanii, zwycięstwo Kaczyńskiego w Polsce, całkowicie zaskakujący sukces Trumpa w USA, kolejne sukcesy Orbana na Węgrzech, umacnianie się Putina w Rosji, sukces intrygi Erdogana, którego służby zainspirowały zamach wojskowy, dzięki któremu umocnił swoją władzę, szaleństwo populistycznego prezydenta Filipin Duterte, który rozpoczął polowania na narkomanów mordując przy tym masę setki niewinnych ludzi. Na polu ekonomicznym mamy analogiczną sytuację, jak trzydzieści lat temu, gdy w trakcie wędrówki Saturna przez Strzelca 19.10.1987 roku doszło do największego spadku w dziejach na Dow Jonesie na nowojorskiej giełdzie. DJIA spadł jednego dnia aż o 22%, a np. w Hongkongu spadek wyniósł 46%. Do tej pory właściwie nie wiadomo, dlaczego tak się stało. Ale być może właśnie dlatego, że zabrakło saturnicznej stabilizującej siły. Końcówka wędrówki Saturna przez Strzelca też mocno zaczęła nakręcać rynki. Mamy ewidentnie do czynienia z eksplozją baniek spekulacyjnych na licznych walorach. Są analogie z rokiem 2008, w którym bańka spekulacyjna rozkręciła się na rynku nieruchomości, a co też dzieje się teraz w Polsce. Pojawiły się też inne wariactwa, jak np. szaleństwo związane z kryptowalutami, zwł. z bitcoinem, który od swego debiutu w roku 2009 wzrósł o… 14 milionów %, a tylko w tym roku jego wzrost przekroczył 1000 %! Skończy się to wszystko oczywiście wielkim krachem i to już całkiem niedługo.

Saturn kojarzy się nam z takimi ludźmi, jak Balcerowicz (Słońce w Koziorożcu), którego postać działa na tzw. prosty lud, jak płachta na byka. Jego czarna, zła legenda bierze się z tego, że Balcerowicz w brutalny, bezlitosny sposób mówi proste, oczywiste prawdy o tym, że prawa ekonomii są bezwzględne, że nie można wydawać więcej, niż się zarabia. Balcerowicza nienawidzą zarówno nacjonalistyczni populiści i radykalna prawica oskarżając go o wyprzedaż majątku narodowego, ale też skrajna, antysystemowa lewica, dla której jest on uosobieniem neoliberalizmu, czyli polityki, która – rzekomo – przyniosła w Polsce nierówność, biedę i bezrobocie, choć wszystkie znane ekonomii wskaźniki mówią coś dokładnie przeciwnego.

Wejście Saturna w Koziorożca sprawi, że w świecie wróci na wielu polach zdrowy rozsądek, umiar, powaga i odpowiedzialność. Zakończy to falę populizmu, przyhamuje wyścig św. Mikołajów rozdających prezenty elektoratowi. Dzięki Saturnowi w Koziorożcu putinowskie trolle, dzięki którym w dużej mierze doszło do Brexitu, do wyboru Trumpa i zwycięstwa Kaczyńskiego, stracą swoją skuteczność. Wybicie zębów moskiewskim propagandystom odbędzie się poprzez proces cywilizowania internetowych mediów. Skończy się wolna amerykanka, gdzie każdy mógł opowiadać bezkarnie przeróżne głupoty i kłamstwa, sposobiąc się w piórka dziennikarza. Populistyczna polityka i obiecanki zaczną się sypać, niczym domek z kart, co zapowiada spektakularne bankructwa krajów, które budują swoje osiągnięcia na właśnie na takich działaniach. I choć Saturn w Koziorożcu kojarzy się nam raczej z prawicą, to nie ma to nic wspólnego z populistyczną alt prawicą, która rządzi w USA, Polsce, na Węgrzech. To raczej prawicowość w stylu Ronalda Reagana, Margaret Thatcher, Helmuta Kohla, Charlesa de Gaulle’a – wielkich mężów stanu, twardych liderów, konsekwentnych i mądrych liderów. Saturn wkraczając 20 grudnia na około 2,5 roku w znak Koziorożca będzie zatem bardzo bolesny – nie tylko dla ludowych watażków, ale i dla tzw. prostego ludu również, który musi się nauczyć tego, że nie ma darmowych obiadów, oraz prostych recept na ciężkie choroby. Wszystkim to jednak wyjdzie na dobre. Prostemu ludowi też.

Słońce przebywa w znaku Strzelca, by 21.12 o godzinie 17.29 wejść w znak Koziorożca. To także najkrótszy dzień roku, a zarazem moment, gdy Słońce przekracza zwrotnik Koziorożca, co jest również dniem zimowego przesilenia, oraz początek im astronomicznej zimy. Merkury przebywa w znaku Strzelca, gdzie od 03 do 23 grudnia będzie retrogradować. Ze Skorpiona, przez Strzelca, aż do Koziorożca przewędruje Wenus. Mars znajduje się w Wadze, by 09.12 wejść w Skorpiona, gdzie znajduje się również Jowisz. Saturn po blisko 2,5 roku wędrówki przez Strzelca, wkracza w znak Koziorożca. Uran retrograduje w Baranie. Neptun wędruje przez Ryby, Pluton zaś przez Koziorożca. Pełnia Księżyca będzie mieć miejsce 03.12 w znaku Bliźniąt. Nów Księżyca zaś 18.12 w znaku Strzelca.

 

niebo12_2017

12

I choć grudzień zwykle jest spokojniejszym dla świata miesiącem, gdzie ludzie bardziej myślą o świętach, zakupach i rodzinie, to jednak ostatni miesiąc roku będzie stać pod znakiem licznych niespodzianek. Duże napięcie i niepokój wyzwala półkrzyż znaków kardynalnych, który tworzą Uran w Baranie, Pluton w Koziorożcu, oraz Mars w Wadze. To właśnie spowodowało, że po dwóch miesiącach względnego spokoju prezydent Korei Północnej Kim Dzong Un znów zaczął potrząsać szabelką – w tym wypadku międzykontynentalną rakietą balistyczną. Dojdzie do tego wspomniany wcześniej ingres Saturna w znak Koziorożca, więc nie ma mowy o spokojnej przedświątecznej atmosferze. Półkrzyż ma też niezbyt przyjemny wpływ na sytuację powyborczą w Niemczech, gdzie posypały się rozmowy związane z tworzeniem rządu. Jednak wygląda na to, że przed świętami Niemcy będą mieć już nowy rząd, gdyż Saturn „wymusi” powstanie nowej koalicji. Prawdopodobnie socjaldemokraci się przeproszą z chadekami i jednak utworzą tzw. wielką koalicję.

Wejście Saturna w znak Koziorożca uruchamia całą serię tranzytów w licznych horoskopach. Mamy na Zachodzie pewną tradycję, że wiele ważnych traktatów, porozumień i umów wchodzi w życie z dniem 01 stycznia – wtedy, gdy Słońce jest w znaku Koziorożca – dokładnie między 10 a 11 stopniem tego znaku. A zatem Saturn wkraczając w ten znak sprawi, że w grudniu i w styczniu czeka nas cała fala niezwykle ważnych wydarzeń w całej masie horoskopów. Wymienię tylko ważniejsze horoskopy: EWG, euro, euro – gotówka, Słowenii, Turcji, Michaiła Saakaszwili, Indii, Libii, a w Polsce – Porozumień sierpniowych, warszawskiej giełdy, wicepremiera Morawieckiego, oraz wielu pomniejszych, gdzie również mamy tranzyty Saturna. Tranzyty Saturna to takie swoiste pokerowe „sprawdzam”, więc wiele takich wstrząsowych, bolesnych, szokowych testów czeka ważnych przywódców, finansowe rynki, państwa, struktury i instytucje.

Stabilizujące i uspokajające działanie będzie mieć zaś tzw. bisekstyl utworzony z Neptuna, Plutona i Jowisza, którego pierwsza odsłona miała miejsce już w listopadzie. Bisekstyl to rodzaj trójkąta, który jest stworzony z dwóch sekstylów. To harmonijna i pomyślna figura, dzięki której wiele globalnych procesów szło ostatnio nienajgorzej. Rosną rynki finansowe, stabilizuje się sytuacja polityczna w Unii Europejskiej, która zaczyna się wzmacniać po serii dramatycznych wstrząsów z minionych kilku lat. Zdecydowanie spada liczba nielegalnych imigrantów, którzy przekraczają granice UE. Dramatycznie napięta sytuacja wokół Morza Wschodniochińskiego też nieco uspokaja, tym bardziej, że budzące się pomruki nacjonalizmu w tym rejonie to jak zabawa zapałkami na beczce prochu.

Jak można opisać sytuację w kraju odwołując się do astrologii, by uniknąć publicystycznych, polemicznych ocen? Właściwie nie jest to możliwe. Skrajna polaryzacja, niezwykle głęboki podział polityczny, w jakim znalazła się Polska, sprawia, że chłodna analiza nie do końca jest wykonalna. Czego się zatem możemy dowiedzieć patrząc na główne krajowe horoskopy?

Kilka kwestii wymaga jednak wyjaśnienia z grubsza. Czy po marszach narodowców z 11 listopada można mówić o fali faszyzmu, jaka się w Polsce przewala? Czy Polacy to faszyści i nacjonaliści? Obserwując ten ogromny marsz narodowców, można nabrać takich przypuszczeń. Tak jednak nie jest. I choć wszelkie ostrzegawcze sygnały mają sens, gdyż w Polsce są skrajnie prawicowe nurty i siły, to jednak nie jest to jakiś masowy ruch. Nacjonalizm jest w Polsce od dawna, od początków XX wieku. Polsce jednak patronuje zodiakalny Byk, który ma pewne tradycjonalistyczne i konserwatywne inklinacje, ale do faszyzmu mu bardzo daleko. Nie mam zamiaru wybielać Polaków, bo jak każdy naród – mamy swoje grzechy i słabości, ale nie jesteśmy jakoś szczególnie wybitni w tym, co dobre, jak i w tym, co złe. Jest jednak zrozumiałe przerażenie, które ogarnia demokratyczną część Polaków, którzy patrzą na tę ekstremę, która coraz śmielej podnosi głowę. Stało się to na skutek tranzytu Plutona przez Imum Coeli horoskopu III RP z lat 2014-2015, który to tranzyt nadal jeszcze działa. Mroczny i skrajny Pluton otwierając wrota piekieł wypuścił złe moce, które drzemały w duszy Polaka. Polityka „dobrej zmiany”, która proces ten wspiera, jest tylko narzędziem tej przerażającej operacji, w której Polacy zobaczyli swoje paskudne odbicie. Nie grozi nam jednak nazistowska fronda. Do tego nie dojdzie.

Czy zaś Polska przestaje być państwem demokratycznym? Nie. Już nim przestała być. Część instytucji demokratycznego państwa już została zniszczona, jak Trybunał Konstytucyjny. Sama konstytucja już w zasadzie nie obowiązuje, gdyż Kaczyński robi sobie z nią, co chce. Częściowo niezależność sądów też już upadła, ale proces ten postępuje. Kolejne kroki to likwidacja niezależności Sądu Najwyższego, podporządkowanie sobie samorządów, prywatnych mediów, kontrola nad wyborami. Proces ten jest często przyrównywany do gotowania żaby. Jeśli wrzucimy ją do wrzątku, to ona wyskoczy i się uratuje. Gdy zaś będziemy stopniowo podgrzewać wodę, to ona się po prostu ugotuje, gdyż nie zauważy momentu, w którym trzeba się ratować. A zatem Polska popada w autokrację, demokraturę, a może nawet w dyktaturę. Rozkręca się rewolucyjna, typowa dla totalitarnych autokracji walka z elitami (sędziowie, lekarze, biznes). Jakaś perwersyjna przyjemność „dobrej zmiany” w niszczeniu natury, wycinaniu lasów to typowe dla rewolucjonistów niszczenie starego systemu. To kwestie semantyczne, jak nazwiemy piekielną maszynę, który niszczy demokrację liberalną w zachodnim wydaniu. Ci, którzy mają demokratyczne przekonania są jednak przerażeni obojętnością Polaków na populistyczną propagandę. Gdzie bowiem są te miliony ludzi na marszach i pochodach? Coraz mniejsza grupa protestujących, coraz bardziej represjonowana i prześladowana opozycja. Czyżby Polska miała pójść drogą Węgier, Białorusi i Rosji, gdzie skuteczne, konsekwentne osłabianie opozycji, szukanie wroga, oraz populistyczne rozdawnictwo, miało zamrozić autokrację na długie lata? Czy mają rację analitycy i politolodzy twierdząc, że PiS ma pewną drugą kadencję?

Liczne plotki o problemach zdrowotnych prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego każą się zastanowić nad tym, jak wygląda sytuacja u głównego rozgrywającego. Nikt nie ma bowiem wątpliwości, że to właśnie Kaczyński ciągnie za wszystkie sznurki, ma kontrolę nad działaniami i umysłami żołnierzy „dobrej zmiany”. Dziennikarze rozwodzą się na temat choroby kolana prezesa PiS, ale boją się napisać, że to dużo poważniejsza i bardziej groźna choroba. Wielokrotnie już pisałem o ciężkich aspektach, jakich Kaczyński ma za sobą w latach 2016-2017 (opozycja Saturn-Słońce, progresywna opozycja Słońca do Saturna, dyrekcja Saturna przez descendent, tranzyt Plutona przez MC). Saturn nie działa szybko, ale działa konsekwentnie. Uważam zatem, że czas Kaczyńskiego przemija, a jego pozycja na stanowisku premiera jest wątpliwa. Kłopoty zdrowotne Kaczyńskiego będą narastać, co wywoływać zacznie popłoch w obozie „dobrej zmiany”. Mimo to przyszłość Beaty Szydło, jako premiera rządu, jest przesądzona. Pluton na Księżycu zaprzysiężenia pieczętuje jej los. Zostanie odwołana jeszcze w grudniu albo w styczniu. Przyszłoroczne wybory samorządowe, mimo, że trwają próby manipulacji w prawie wyborczym, będą przykrym zaskoczeniem dla Prawa i Sprawiedliwości, które te wybory przegra. Jednak nadzieje na to, że prezydent Andrzej Duda ocali demokrację, są płonne. Spór między Kaczyńskim a Dudą, to konflikt w rodzinie, ambicjonalne starcie dwóch graczy, którzy walczą o swoją pozycję. W horoskopie Dudy zaczynają narastać napięciowe konfiguracje, które w latach 2019-2020 mocno uderzą w jego pozycję, notowania, a zarazem zadają cios w procesie reelekcji w roku 2020.

Czy cykle koniunkturalne mają swoje odzwierciedlenie w astrologii? Wielbiciele królewskiej sztuki nie wiedzą o tym, że początki astrologii związane są z pojęciami ekonomicznymi, bliskimi tego, co dziś się nazywa astrologią finansową. Babilończycy, którzy status sztuki wróżenia z gwiazd doprowadzili do poziomu zaawansowanej nauki, mocno byli skoncentrowani na bardzo przyziemnych, praktycznych kwestiach – przewidywaniu wielkości zbiorów, oraz cen zbóż. Większość tabliczek z horoskopami, które pozostały po Babilończykach, to astrologiczno-księgowe analizy wpływu gwiazd na dochody państwa, a zarazem sytuacji mieszkańców.

Czy znakomite osiągnięcia polskiej gospodarki to konsekwencja mądrej, racjonalnej polityki aktualnej władzy, czy też wpływ czynników z innej półki, np. właśnie zależnych od wpływów planetarnych cykli koniunkturalnych? Jest takie powiedzenie, że sukces ma wielu ojców, zaś porażka jest sierotą. Trzeba jednak realnie powiedzieć, że fakt, iż od wielkiego kryzysu z roku 2008 polska gospodarka urosła o blisko 25%, gdy zaś europejska niedawno dopiero doszła do poziomu z 2008, to niewątpliwie także wpływ czynników wewnętrznych. Ekonomiści mają na to różne odpowiedzi. Uważają, że Polacy wykorzystywali proste rezerwy – tanią siłę roboczą, unijne fundusze, co dynamizowało krajową gospodarkę. Jednak pomyślne tranzyty z minionych lat w ważnych dla Polski horoskopach miały oczywisty wpływ na te korzystne zmiany. Obecne wzrosty też są w części konsekwencją racjonalnej, rozsądnej polityki z poprzednich lat. W październiku znów mieliśmy mocne przyspieszenie PKB, które sięgnęło 5% r/r. Wszystko zatem wygląda wspaniale. Problem zaczyna się wtedy, gdy przyglądamy się szczegółom. Wzrost PKB jest w połowie związany z bardzo dobrą koniunkturą na globalnych rynkach, ale w połowie to także konsekwencja stymulacji popytowej programu 500+, gdyż wrzucenie na rynek 25 mld zł musi dać efekt wzrostu. Wkroczenie Saturna w Koziorożca, oraz bardzo ważny przyszłoroczny tranzyt Urana przez Słońce i MC horoskopu chrztu Polski (piszę o tym więcej w prognozie na rok 2018) sprawia, że sytuacja się mocno zmieni, choć dopiero w przyszłym roku. Grudzień będzie dla krajowej gospodarki kolejnym bardzo dobrym miesiącem. Jednak zaczną się pojawiać rysy w postaci rosnącej inflacji, oraz problemach krajowych firm z zatrudnianiem siły roboczej. Najbardziej jednak niepokojącym wskaźnikiem jest bardzo słaby parametr inwestycji przemysłowych. W roku 2016 mieliśmy dramatyczną zapaść w inwestycjach, które spadły o 20%. W tym roku oczekiwano naturalnego odbicia (tzw. efekt bazy), a w inwestycjach nastąpił… spadek. Przemysł zatem nie inwestuje, ale wykorzystuje podstawowe rezerwy. Taka sytuacja jest bardzo niebezpieczna. Przy nawet niewielkich zawirowaniach na rynkach światowych (a do nich wkrótce dojdzie) nastąpi szybkie ograniczenie konsumpcji i dramatyczny spadek PKB stymulowany jedynie przez zakupy Polaków. To prosta droga do potężnego kryzysu. Podobna sytuacja miała miejsce w Grecji. W roku 2006 PKB Grecji wzrosło o blisko 6%, by cztery lata później runąć w dół o ponad 9%, a za 2016 rok „sięgnąć” poziomu 0%. Czy czeka nas analogiczna sytuacja? Zapewne aż tak dramatyczna nie, ale kryzys w Polsce jest nieuchronny i nadejdzie. Będzie to konsekwencją populistycznego rozdawnictwa, a wędrujący przez Koziorożca Saturn sprawi, że ekonomiści przypomną sobie o najbardziej nielubianym w Polsce człowieku – o Leszku Balcerowiczu, który z uporem powtarza, że bogactwo bierze się z pracy i inwestycji, a nie z rozdawnictwa pieniędzy.