Gdziekolwiek byśmy skierowali wzrok, wszędzie na świecie, od kilku lat, budzą się wyjątkowo dziwne, ciemne, dziwaczne, ale zarazem groźne trendy. Jest to mieszanka klasycznego populizmu, nacjonalizmu, faszyzmu, antyliberalizmu, ideologicznego fanatyzmu, prawicowego, ale też lewicowego radykalizmu (antyglobalizm, histeria związana z umową Unia Europejska – Kanada, apokaliptyczne straszenie efektem cieplarnianym). Przejawia się on w postaci buntu skierowanego przeciw elitom, prawom człowieka, liberalnej demokracji, wolności, tolerancji. Jest tęsknotą za wodzem, który weźmie wszystko krótko za twarz, pogoni złodziei, ulży ludowi w cierpieniu, rozwiąże nękające prostych ludzi problemy. I choć populizm nie jest niczym nowym, a w XX wieku mieliśmy wiele populistycznych rewolucji i populistów (Juan Peron), to jednak ostatnio zamienia się niemal w epidemię. Populizmem skażony był włoski, niemiecki, hiszpański i portugalski faszyzm. Faszyzm wręcz się żywi populizmem, odwołaniem do „naszych”, opowieścią o tym, jak elity okradają „zwykłych ludzi”. Żeruje na zabobonach, spiskowych teoriach, frustracji, resentymentach, niskich, prymitywnych, lękowych emocjach. Nacjonalizm zaś kieruje frustrację, złość, pretensje w kierunku innych nacji: mniejszości narodowych, religijnych, seksualnych, oskarżając ich o rodzime problemy. Na tę chorobę zachorowały nawet stare, wydawałoby się, stabilne i tradycyjne demokracje, jak USA, Wielka Brytania, Holandia. Dopadła ta przypadłość nawet tych liderów, którzy prowadzili stosunkowo umiarkowaną i racjonalną politykę (Orban, Erdogan). Dawanie prostych odpowiedzi na trudne pytania jest zawsze kuszące, bo w ten sposób można łatwo zdobyć poparcie. Generalnie jednak współczesna polityka właściwie wszędzie jest na swój sposób skażona populizmem. Liderzy patrzą na słupki notowań. Wiedzą, że jeśli chcą zdobyć władzę, muszą opowiadać bajki dla „ciemnego ludu”.

Populizm jest nowotworem, który rośnie na demokratycznej podbudowie. Populizm to ciemna strona demokracji. W końcu Hitler, Łukaszenka, Putin, Orban, Peron, Tsipras, Chavez, Kaczyński wygrali w jak najbardziej demokratycznych wyborach. Populizm jednak nie pojawia się znikąd. Jest często reakcją na frustrację, złe rządy, błędy popełnione przez polityków, a niekiedy po prostu jest konsekwencją znudzenia, braku wyrazistych przekazów, wizji, misji, nadmiernego rozrostu mechanizmów biurokratycznych, co jest typowe dla nowoczesnych społeczeństw. I choć niektórzy politolodzy uważają, że populizm ma też swoje dobre strony, gdyż zmusza oderwanych od realiów polityków do kontaktu z rzeczywistością, skłania do trzeźwości w ocenie sytuacji, to jednak schlebianie ludowi, ekonomiczne rozdawnictwo, walka z mitycznymi elitami, prowadzi często do tragedii, nieszczęść, przemocy. Najczęściej jednak do finansowej i gospodarczej katastrofy (Argentyna, Meksyk, Boliwia, Grecja, Wenezuela).

Najświeższe populistyczne szaleństwa to brytyjski brexit. To także polityka filipińskiego „Hitlera” (jak sam o sobie mówi) – prezydenta Rodrigo Duterte, który zaczął wystrzeliwać narkomanów i handlarzy narkotyków – zwykle płotki i drobnych dealerów. A najgłośniejsza – to kampania wyborcza w USA w postaci ekstremizmu, bufonady, chamstwa i bezczelności Donalda Trumpa. Populizm święci tryumfy, populiści zdobywają ogromną popularność. Jednak populizm nigdzie nic dobrego nie przyniósł, gdyż nie ma prostych odpowiedzi na trudne pytania. Żyjemy w niezwykle złożonej, wielowymiarowej rzeczywistości, gdzie wiele procesów jest ze sobą połączonych, gdzie władza ma często związane ręce, jest zależna od zimnej biurokracji, licznych kontrolujących władzę instytucji. Współcześni politycy zaczęli przypominać administratorów, nudnych, pozbawionych charyzmy i dynamizmu biurokratów. Zwykli ludzie nie ogarniają złożoności współczesnego świata, zaczęli się gubić w poczuciu tego, co jest dobre, co jest złe, gdyż zanika moralizująca rola różnych kościołów, nie rozumieją skomplikowanych mechanizmów biurokratycznych i prawnych, które zdominowały klasyczne przywództwo. Doszły do tego kryzysowe sytuacje, które podważyły pozycję tradycyjnej demokracji: kryzys Unii Europejskiej, inwazja uchodźców, trwający jeszcze nadal szok związany z kryzysem ekonomicznym, który wybuchł w 2008 roku, muzułmański fundamentalizm i terroryzm. Z duchowego i psychologicznego punktu widzenia pojawia się paternalistyczna potrzeba ojca, który się nami zatroszczy. Erich Fromm w „Ucieczce od wolności” pisał o tym, że boimy się być wolni. Liberalnie nastawieni ekonomiści zwracają uwagę na konieczność brania odpowiedzialności za swoje życie, za swoje decyzje, wybory, za swój los. Zaś lewicowi populiści rozpętali wojnę z wolnym rynkiem oskarżając mityczne banki zapominając przy okazji o tym, jak trwonili finanse publiczne i rozdawali pieniądze, których nie mieli (Grecja, Wenezuela).

Populizm odwołuje się do dolnej części horoskopu – II, III, IV i V domu. II dom związany jest z zasobami ekonomicznymi i finansami, a schlebianie tłumom w postaci rozdawnictwa publicznego to fundament populizmu. III dom – to komunikacja i media. Nie byłoby populizmu i populistów bez telewizji i Internetu. Populizm rodził się wraz ze wzrostem znaczenia mediów – prasy, radia, telewizji, Internetu, mediów społecznościowych. IV dom – to klucz do populizmu. W astrologii politycznej to dom ludu, mas. V dom zaś – symbolizujący rozrywkę, zabawę, przyjemność, uciechy – to arena populizmu. Medialne show, skandale, szok, a także starożytna zasada: panem et circenses (chleba i igrzysk), gdyż od tysiącleci było wiadome, że lud potrzebuje rozrywki, zwykle taniej, prymitywnej, ludycznej.

populizm

Ale kluczem do epidemii populizmu są wydarzenia astrologiczne, które miały miejsce w ostatnich kilku latach – przede wszystkim kwadratura Urana w Baranie z Plutonem w Koziorożcu. Kwadratura tych ważnych, pokoleniowych, planet w znakach kardynalnych wywołała wstrząs w wielu instytucjach, uderzyła w podwaliny liberalnej demokracji, obnażyła patologię funkcjonowania rynków finansowych. Pojawiają się zatem ważne pytania. Czy ten groźny globalny nurt oparty na populizmie to tylko chwilowa czkawka demokracji, co już się zdarzało w historii, czy też jakiś dłuższy, poważniejszy trend? Jakkolwiek długo trwałoby to światowe szaleństwo, powrotu do starych dobrych czasów, do znanego nam wcześniej modelu państwa, polityki i demokracji już nie będzie. Najpewniej czeka nas kilkanaście lat obecności populizmu i populistów w polityce, mediach, kulturze, społeczeństwie. Ale czy jednak nie powinniśmy się zacząć bać? A może to koniec demokracji? Czy narastająca gorączka militaryzmu i agresji nie doprowadzi nas do wojny, tak jak to było w latach 30-tych XX wieku? Groźba nadejścia ciężkich i mrocznych czasów nie jest pozbawiona sensu. Ale straszliwa perspektywa totalitaryzmów na modłę nazizmu i bolszewickiego komunizmu raczej nam nie grozi. Skończy się raczej na zamieszaniu, chaosie, biciu piany. Na populizm nie wymyślono żadnego antidotum. Wszelkie dyskusje, racjonalne argumenty, odwoływanie się do mądrości, wiedzy, nauki, humanizmu nie mają sensu. Nie można wygrać dyskusji z pijaną bandą troglodytów, z kibolami z bejzbolami w ręku. Na populizm jest tylko jeden sposób – należy mu pozwolić rządzić. Być może trzeba zapłacić dużą cenę za taką lekcję, ale widocznie nie ma lepszej rady. Przykład Argentyny, która jeszcze w latach 30 XX wieku była dziesiątą potęgą ekonomiczną została zamieniona w bankruta przez populistyczne rządy Juana Perona. Wenezuela, która leży na ropie naftowej jest upadłym krajem na poziomie Somalii lub Afganistanu, co zawdzięcza kultowi błyskotliwego populisty Hugo Chaveza, oraz jego kierowcy, który został prezydentem Wenezueli. Rozdawanie pieniędzy i hojna polityka socjalna wykończyła Grecję, która żyła na koszt europejskich podatników. Pocieszać może jedynie to, że Wenezuelczycy po eksperymencie z socjalizmem Chaveza i Maduro długo się zastanowią, nim zagłosują ponownie na podobnego szarlatana.

Słońce przebywa w znaku Skorpiona, by 21 listopada o godz. 22.22 wejść w znak Strzelca, w którym przebywać będą również Merkury i Saturn. Wenus wraz z Plutonem przebywają w Koziorożcu. Mars znajduje się w Wodniku. Jowisz przebywa w Wadze, Uran w Baranie, Neptun zaś w Rybach. Pełnia Księżyca będzie mieć miejsce 14 listopada w Byku, nów zaś 29 listopada w Strzelcu.
niebo11-2016

11

Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem nadchodzących dni są wybory prezydenckie w USA. Sytuacja zmienia się tam, niczym w kalejdoskopie, a oboje kandydatów idą łeb w łeb. Pomińmy rozważania na temat, kto jest „lepszy”, kto zaś „gorszy”. Wielu analityków twierdzi, że nie było jeszcze takich wyborów, w których oboje głównych kandydatów miałoby tak wysoki negatywny elektorat. I choć postać Hillary Clinton niesie wiele wątpliwości – zwłaszcza w kwestii jej wieku, ewentualnych problemów zdrowotnych, zależności od biznesowych elit, oraz elit w ogóle, gdyż jakaś pseudoafera z mailami to nie jest raczej poważna historia. Z astrologicznego punktu widzenia, mamy z horoskopem Hillary Clinton spory problem. Istnieją bowiem dwie, a nawet trzy, wersje jej horoskopu. Związane jest to z nieścisłością a propos jej godziny urodzenia. Clinton podaje, że była to godzina 8.00, ale a.m. (rano), czy p.m. (wieczorem) – tego już Clinton nie wie. Różnice są jednak ogromne. Najbardziej popularna dotychczas wersja horoskopu Hillary Clinton jest na godz. 8.00.

clinton01

Ale osobiście mam duże wątpliwości co do tej godziny. Clinton miała by silne stellum, wraz ze Słońcem, w XII domu z ekspansywnym Jowiszem w I domu, z ascendentem Skorpiona. Zupełnie mi to nie pasuje. Tak nie zachowują się XII domowi ludzie. Byłaby wycofana, pełna dylematów, wątpliwości, emocjonalnie rozedrgana, a z drugiej strony raczej zamknięta w sobie, z dużą trudnością w osobistych kontaktach, a Jowisz w I domu dawałby jej siłę działania raczej typową dla korporacyjnych bizneswoman. Clinton taka nie jest. W wersji na godz. 20.00 ma ascendent w końcówce Bliźniąt, silny V dom, oraz Urana na ascendencie.

clinton02

Clinton jest medialna (V dom), jej osoba niesie kolejną rewolucję w polityce, jaką jest pierwsza w dziejach kobieta kandydująca na stanowisko prezydenta USA (Uran na ascendencie), a Bliźnięta w ascendencie ujawniają ją, jako niezłego mówcę. Ta wersja lepiej opisuje jej naturę. Jest jeszcze jedna wersja na 2.18, ale w tej wersji miałaby silny II dom, co raczej pasowałoby do świata biznesu, nie zaś do wielkiej polityki. W jej horoskopie brakuje jakichś wielkich, przełomowych wydarzeń astrologicznych na rok 2016, co w pewnym sensie nieco osłabia jej ewentualny sukces w wyborach. Co do horoskopu Donalda Trumpa nie mamy wątpliwości. Jego godzina urodzin jest znana. Trump to Bliźnięta z ascendentem w Lwie, z Marsem na ascendencie, oraz koniunkcją Urana ze Słońcem. To tłumaczy jego bezczelność, agresywność, butę, arogancję,  pewność siebie, medialną błyskotliwość. Kilka miesięcy temu progresywne Słońce wyszło mu z XII domu przechodząc przez ascendent. To tłumaczy jego niebywałą i błyskotliwą eksplozję medialną, oraz świetne wyniki w notowaniach. Ale zarazem Słońce opuściło Lwa i weszło w Pannę. Ta zmiana „skóry” zmusza Trumpa do szukania swojej nowej tożsamości.

trump02

Z tego porównania wydaje się, że jego pozycja jest mocniejsza, na co zwracają uwagę również politologiczne analizy. Wyglądałoby, że zatem to on powinien wygrać. Jednak już za kilka tygodni w jego horoskopie nastąpi seria bardzo trudnych, mocno kryzysowych układów. Progresywny Księżyc wkracza na Saturna. Tranzytując zaś Saturn przejdzie przez Księżyc, oraz w opozycji do Słońca. I choć to dopiero za miesiąc, to jednak układy te muszą coś zwiastować. Mogą mieć zatem pewien nieco wyprzedzający wpływ na wynik wyborów prezydenckich. Uważam zatem, że minimalnie, ale jednak wygra Hillary Clinton.

Sytuacja mocno zaczyna przyspieszać również w Rosji. Kraj ten czeka kolejna seria niezwykle trudnych i kryzysowych układów, która jest kontynuacją ciężkich procesów astrologicznych dziejących się w tym kraju od kilku lat. I tu może pojawić się zarzut. Bo przecież Rosja pokazała swoją potęgę i błyskotliwość. Ich służby specjalne ośmieszyły wywiad USA angażując się w amerykańskich wyborach prezydenckich. Ostro mieszają w Syrii, robią prowokacyjne działania wojskowe w zapalnych rejonach świata. Nie wygląda to na zachowania państwa w kryzysie. Prawda jest jednak dużo bardziej smutna dla Rosji. Ich agresywna aktywność służb specjalnych, tysiące płatnych trolli okupujących internetowe fora, setki hackerskich akcji, hybrydowe wojny nie zmieniają twardych faktów. Rosja jest upadającym mocarstwem. Ten upadek trwa nieprzerwanie od lat osiemdziesiątych XX wieku. W horoskopie Federacji Rosyjskiej Saturn wkracza na Słońce. Podobnie w horoskopie Wspólnoty Niepodległych Państw, z tym że przy okazji dokonuje tranzytu przez Imum Coeli WNP. W niezwykle ważnej dla Rosji i Putina Unii Euroazjatyckiej też będziemy mieć potężny kryzys. Tam też Saturn dokonuje kryzysowej wędrówki przez IC horoskopu UEA. I jakby w kontraście do tych ciężkich układów w horoskopie Władymira Putina widzimy coś dokładnie przeciwnego. Tranzytujący Jowisz wędrować mu będzie przez Słońce, zaś dyrekcyjne Słońce III kadencji prezydentury wkroczy mu na Jowisza. Czyli w kraju mamy narastający kryzys. Putin zaś idzie jak burza tworząc kolejne spektakularne akcje. W listopadzie i w grudniu jednak Putin przejdzie samego siebie i zrobi coś naprawdę mocnego. Z wszelkimi dyktatorami i autokratami jest bowiem jak z rowerzystą. Musi pedałować, bo inaczej się przewróci. Putin więc zacznie pedałować szybko, ostro zajeżdżając prawidłowo jeżdżącym kierowcom drogę, przejeżdżając przy okazji na czerwonym świetle. Ostatnie koncyliacyjne sygnały płynące z Białorusi to już któraś z kolei zagrywka prezydenta Łukaszenki, który gdy mu się zapada grunt pod nogami, zaczyna stawiać na „demokratyzację” i otwarcie na Zachód. Robił to już wiele razy, więc gdy ma jakieś nieporozumienia z Rosją, od której jest stuprocentowo zależny, wtedy robi umizgi w kierunku Europy. Saturn na descendencie horoskopu Republiki Białorusi sprawia, że Łukaszence zaczyna doskwierać śmiertelna więź z bratnią Rosją.

O Wielkiej Brytanii i Brexicie pisałęm już kilkukrotnie. Nadal twierdzę, że twardego Brexitu raczej nie będzie. Ale wybuchowy tranzyt Urana przez ascendent horoskopu Anglii z 1066 roku i dramatycznie ciężkie tranzyty Plutona z ostatnich pięciu lat w horoskopach Anglii, oraz Wielkiej Brytanii, to znak, że mamy do czynienia z kolejnym etapem upadku brytyjskiego imperium, które upada od czasów likwidacji kolonializmu, czyli od lat czterdziestych i pięćdziesiątych, aż do połowy lat siedemdziesiątych XX wieku.

Mija rok od zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych. To dobry moment do podsumowań i próby dokonania prognozy na przyszłość dla rządzącej partii. Nie ma wątpliwości. PiS ma za sobą niezwykle pomyślny, naznaczony licznymi sukcesami czas. Ostatnie dwa lata wyniosły partię Jarosława Kaczyńskiego na szczyty. PiS zdobył wszystko to, co chciał: prezydenturę, parlament, media państwowe, prokuraturę, większość urzędów. W kolejce czeka Trybunał Konstytucyjny, sądownictwo, wyższe uczelnie, media prywatne, oraz samorządy. PiS idzie jak burza. Nie osłabiły Prawa i Sprawiedliwości marsze KODu, afera z Misiewiczem, a nawet ostry kryzys, jakim był czarny marsz kobiet w sprzeciwie wobec zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. I choć PiS nie dostał tzw. renty wyborczej, czyli wzrostu powyborczych notowań, co miało miejsce przy poprzednich rządach, to jednak rozbita, słaba, skłócona opozycja, generalna bierność i brak ostrych protestów społecznych, oraz sprawna socjotechnika i ekonomiczny populizm ustabilizowały notowania i pozycję PiS. Skąd te sukcesy? Skąd w ogóle tak dramatyczny i mocny zwrot w polskiej polityce? W latach 2014-2015 nie zdarzyło się przecież nic szczególnie dramatycznego, typu kryzys ekonomiczny, albo jakiś poważny wstrząs polityczny. Afera podsłuchowa to jednak za mało, by można było mówić o tak zasadniczej zmianie, można by powiedzieć rewolucji i dramatycznym wstrząsie. Oczywiście istniały w Polsce patologie. Afera reprywatyzacyjna pokazuje, że działają u nas potężne klany przestępcze, które przez długie lata żerowały na słabości służb. Potęga prawników, adwokatury, komorników, oszustów, okrucieństwo i bezwzględność aparatu urzędniczego i skarbowego wobec zwykłych ludzi wyzwoliła wiele żalu i cierpienia, które kumulowało się od lat. Doszły do tego resentymenty za RPL-em, lęk przed zmianami, uchodźcami.

Kluczem jest jednak tranzyt Plutona przez Imum Coeli horoskopu III RP z roku 2015, który sygnalizował, że nadciąga kataklizm, dramatyczny wstrząs, mrok budzący najgorsze demony, które siedzą w polskiej duszy. Tranzyt Plutona zapowiadał najcięższe chwile w polskiej historii od niemal trzydziestu lat. Konsekwencje tego tranzytu będziemy odczuwać jeszcze przez kilka co najmniej lat. Niekoniecznie w dokładnie taki sposób, jak do tej pory. Destrukcyjne, transformacyjne działanie Plutona dotknie nie tylko opozycję, przestępcze elity. Pluton nie działa selektywnie. On ma zniszczyć wszystko to, co było do tej pory znane. A zatem parafrazując, że rewolucja zjada swoje dzieci, Pluton przejedzie się po naszej strukturze społecznej (chłopi, inteligencja), starych, dobrze zakorzenionych instytucjach (Kościół). Ale Pluton nie ominie również aktualnie rządzących i będzie mieć wpływ na całą polską klasę polityczną.

Wielki sukces Prawa i Sprawiedliwości ma swoje uzasadnienie również w horoskopach związanych z tą partią. Przetestowałem kilka wersji horoskopu PiS. Jedyny, który wg mnie „działa”, to horoskop na oficjalną datę powstania partii, jaka to data jest uznana przez samą partię za jej datę powstania – 29.05.2001 (kongres założycielski). Z godziną wszakże był pewien problem. Kongres musiał mieć miejsce po południu, gdyż był to zwykły, roboczy dzień (wtorek). Przed godziną 17.00 był ascendent Wagi, który nijak nie pasuje do wizerunku tej partii. Skorpion – uważam – wręcz idealnie. Radykalizm, zaciekłość, podejrzliwość, spiskowe teorie, mity, silne emocje – to klasyka Skorpiona. Rektyfikując go ściślej o ważne tranzyty i progresje, ustaliłem tę godzinę na 17.09. Horoskop ten był potężnie wzmacniany tranzytem Jowisza przez MC (maj 2015 – wybory prezydenckie), a pod koniec lata także Jowisza przez Księżyc. Jednak kluczem do zwycięstwa PiS był tranzyt Plutona przez Medium Coeli w horoskopie Jarosława Kaczyńskiego, który dał mu potężną moc, waleczność, niebywałą skuteczność, sprawność, radykalizm, poczucie misji i wizję.

pis

Jaka będzie przyszłość dobrej zmiany? Prawa i Sprawiedliwości? Rządu? Prezesa PiS? O ile ostatnie dwa lata były dla PiS i Kaczyńskiego wyśmienite, to nie można tego powiedzieć o kolejnych. Przez PiSem i Kaczyńskim maraton ciężkich, kryzysowych układów. W horoskopie premier Szydło ma miejsce podwójne uderzenie Urana: jego dyrekcyjna opozycja do Słońca, oraz przyszłoroczna koniunkcja przez Słońce. Stąd ciągłe plotki o jej odwołaniu i zmianie, które raczej się sprawdzą – najprawdopodobniej w pierwszej połowie 2017. Jednak zmiana premiera to nie dramat. Takie rzeczy są normalną taktyką w wielu krajach. W horoskopie Prawa i Sprawiedliwości już zaraz po nowym roku zaczyna się ostra jazda. Tranzytujący Saturn przejdzie przez Marsa, oraz znajdzie się w opozycji do Słońca horoskopu PiS. Po raz drugi uczyni to w czerwcu i w lipcu. Trzeci raz zaś w październiku i w listopadzie. Wstrząsowym aspektem będzie również tranzyt Urana przez descendent tegoż horoskopu (o ile moja rektyfikacja jest słuszna), co może przynieść duże napięcie w partii. To mocny zestaw. Jeszcze ważniejsze wydarzenia czekają główną postać tej układanki – Jarosława Kaczyńskiego. Dyrekcyjny Saturn na descendencie, Saturn w opozycji do Słońca, oraz zdecydowanie kluczowe wydarzenie – progresja Słońca przez Saturna – to zestaw niemal uderzeniowy. Nie ma mowy, by był to spokojny rok dla Kaczyńskiego. Taki układ wstrząsnął by młodym silnym i sprawnym człowiekiem. W przypadku blisko siedemdziesięcioletniego człowieka to już bardzo dużo. Może mieć to wpływ na jego kondycję, zdrowie, pozycję i stabilność. Inna niezwykle ważna postać dla rządów PiS – namaszczany na następcę Kaczyńskiego, albo jako główny strateg ekonomiczny dobrej zmiany – Mateusz Morawiecki – musi się również liczyć z dużymi wstrząsami. W listopadzie i grudniu 2017 czeka go ciężki zestaw opozycji Saturna do: Merkurego, Słońca, Wenus i Marsa. Wszystko zatem na to wskazuje, że w roku 2017 pochód dobrej zmiany jeśli się nie załamie, to zaliczy co najmniej ciężki łomot. Jednak kalendarz wyborczy raczej się nie zmieni. Dla słabej, rachitycznej, rozbitej i bezradnej opozycji to szansa na złapanie oddechu, ale o szybkim przejęciu przez nią władzy nie ma mowy.

Zgodnie z zapowiedziami rok 2016 to korzystny i pomyślny ekonomiczne okres. Zdecydowana większość wskaźników jest na plus. To jednak zasługa dobrej koniunktury na światowych rynkach, oraz sprawności polskiej gospodarki. Grudzień na rynkach finansowych będzie pomyślny. Progresja Księżyca w znak Byka w horoskopie WIG20, a także trygon Plutona do Księżyca w horoskopie GPW, sprawiają, że nawet nasza giełda, która zaliczyła w okresie 1,5 roku doświadczyła dużych spadków, mocno odbije. Jednak kryzys ekonomiczny jest nieuchronny i w 2017 roku zapuka do naszych drzwi.