Przyrodnicze kataklizmy- nadciągający Armageddon, czy duchowa transformacja?
Ludzie są wystarczająco wystraszeni, przerażeni różnymi zagrożeniami i problemami, którym muszą stawić czoła, że jeszcze perspektywa katastrof przyrodniczych jako wyrazu bożego gniewu, świadomość zbliżającej się kary, to już trochę za dużo. Jednak nie można ignorować sygnałów docierających z mediów. I choć wieści płynące ze świata do optymistycznych i wesołych nie należą, nie warto w tym co się dzieje szukać dowodu na to, że kres dziejów jest już bliski. Z punktu widzenia astrologii obecne czasy są okresem transformacji i przestrojenia całej ludzkości (w tym Ziemi, ekosystemów i całej Natury) na inne tory. Musi być to związane z nieuchronnym kryzysem i przesileniem, trochę na tej samej zasadzie, jak ma to miejsce w chorobie, w procesie wychowawczym, na ścieżce rozwoju duchowego. A zatem nie dzieje się nic na tyle złego, by wpadać w panikę. Ani ptasia grypa, ani kataklizmy przyrodnicze nie są na tyle groźne, by bić na alarm. A nawet gdyby nam coś groziło, to na pewno nie jest nam potrzebna histeria i szaleństwo podsycane przez media i przeróżne grupy interesów, które chcą zarobić na mniej lub bardziej rzeczywistych zagrożeniach i zwykłych ludzkich lękach.

Niebo w listopadzie

Słońce przebywa w Skorpionie, by 22.11 o godz. 06.16 wejść w Strzelca, w którym to znaku będzie również Merkury, ale retrogradując cofnie się do Skorpiona. Wenus przebywać będzie w Koziorożcu, Mars retrograduje w Byku, Jowisz zaś przebywa od niedawna w Skorpionie, a Saturn cofa się w Lwie. Uran wychodzi z retrogradacji w Rybach. Neptun przebywa w Wodniku, Pluton zaś w Strzelcu. Nów Księżyca ma miejsce 02.11 w Skorpionie, pełnia zaś 16.11 w Byku.
Świat w listopadzie

Nów Księżyca z 02 listopada może przynieść wiele niepokojących, niekorzystnych i kiepskich wieści z najważniejszych rynków. Istnieje więc spore prawdopodobieństwo, że listopad może oznaczać spadek podstawowych notowań kursów giełdowych. I choć na pewno będą okresy krótkotrwałego wzrostu, to jednak należy się spodziewać, że do końca roku wiele giełd i rynków zanotuje spore spadki. Zaczną się pojawiać nieśmiałe głosy, że to początek recesji, że koniunktura na najważniejszych rynkach się skończyła. Oczekiwane wzrosty w Unii Europejskiej okażą się złudzeniem, a gospodarka Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii wykazywać będzie słabość i tendencje dalekie od rozwoju. Pesymistyczne prognozy będą tworzone w oparciu o analizę rynków wschodzących, w tym przede wszystkim Europy Wschodniej. Inwestorzy będą więc się mocno zastanawiać, czy warto pakować tu swoje pieniądze. Może dochodzić do gwałtownych wyprzedaży walut słabych gospodarek. Nadal można się spodziewać prób spekulacji na rynku ropy, której cena znów gwałtownie zacznie rosnąć, ale równie szybko spadnie po tym, jak okaże się, że spada na nią popyt. Wzrośnie cena dolara w stosunku do Euro i innych walut, ale gospodarka amerykańska nie będzie się miała najlepiej. Czy to więc początek świtowej bessy? Nic podobnego. Przyszły rok udowodni, że gospodarka i makroekonomia to dziedziny wiedzy, w których prognozowanie i pewność to wielka iluzja, a rok przyszły może okazać się jednym z najważniejszych i najciekawszych gospodarczo lat w skali niemal całych dziesięcioleci. Wrócę do tego w prognozie na rok 2006, która zostanie umieszczona na stronie Solarius już za miesiąc. Pierwsza dekada miesiąca nie będzie napawać optymizmem. Kwadratura Marsa do Neptuna może przynieść dużą falę przemocy, zamachów terrorystycznych, ostre dyplomatyczne spory lub nawet wybuch jakiegoś konfliktu zbrojnego. Mars w Byku jest niechętny zmianom, zapiera się i blokuje na swoich pozycjach. Neptun w Wodniku wzmacnia fanatyzm i fundamentalizm religijny, ale wspiera również wszelkiego rodzaju skrajne ideologie o lewackim, marksistowskim, antyglobalistycznym odcieniu. Podobny układ będzie mieć miejsce 18.11, gdy Mars wejdzie w kolejną kwadraturę z Saturnem, który rezydując z Lwa sprawia, że wzmacnia się pozycja wszelkich totalitaryzmów, skrajnych i fanatycznych ruchów o skłonnościach do przemocy. Będziemy więc świadkami licytowania się przywódców Korei Płn. i Iranu w straszeniu świata atomowym guzikiem. Finał tego niebezpiecznego i niepokojącego układu zobaczymy najmocniej w grudniu i jeszcze częściowo w styczniu przyszłego roku. Rozgorzeją na nowo walki na Bliskim Wschodzie, a krucha stabilizacja w Palestynie i Izraelu zawiśnie na włosku. Niestety to nie koniec kataklizmów przyrodniczych. Listopad okaże się nie mniej groźnym miesiącem niż wrzesień i październik. Przed nami kolejna fala katastrof. Znów grożą światu w listopadzie i w grudniu trzęsienia ziemi i powodzie o poważnych skutkach. Najgorszy będzie pod tym względem okres między 05 a 20 listopada. Koniec miesiąca będzie już bardziej optymistyczny. Pomyślny trygon Jowisza do Urana sprawi, że wielcy tego świata postanowią zatrzymać spiralę szaleństwa, jaka się mocno w najbliższych tygodniach rozkręci. Ostatnie dni listopada będą również lepsze finansowo i można liczyć na wzrosty głównych notowań giełdowych na wielu rynkach.

Kraj
Na temat przyszłości nowego rządu, ewentualnych koalicji, prezydentury Kaczyńskiego i losów IV Rzeczpospolitej napiszę więcej w prognozie na rok 2006, którą zamieszczę na początku grudnia. Listopad będzie wbrew pozorom nienajgorszym dla Polski miesiącem. Histeria, która się rozpętała w europejskich mediach, jakoby Polska schodziła ze swoją polityką na poziom Afryki, okażą się być dobrze zaprogramowaną kampanią negatywną, typowym czarnym P.R., która ma zohydzić wizerunek zaściankowej Polski na tle światłej i nowoczesnej Europy. Pierwsze skrzypce w tej grze toczy Rosja ze swą niezwykłe wrogą Polsce propagandą i jeszcze boleśnie ta polityka nieraz nas w nadchodzących miesiącach ugodzi. Wprawdzie PO i PIS deklarują, że nie ma żadnej koalicji, ale każdy kolejny tydzień udowadniać będzie, że dzieje się coś innego. Sojusz PIS z Lepperem okaże się tylko taktyczną zagrywką, a rząd Marcinkiewicza będzie prowadzić liberalną politykę gospodarczą. PO będzie się przyglądać, a kiedy padnie rząd Marcinkiewicza, a jest to tylko kwestia niezbyt odległego czasu (około 8- 10 miesięcy), Platforma wejdzie w koalicję z PIS niemal oficjalnie. Jest szansa na to, że PIS nie pójdzie w stronę populizmu, a nasze pryncypia (Unia Europejska, polityka wschodnia, NATO, relacje z USA) nie zostaną naruszone. Nowy rząd skręci mocno na prawo, ale jakiegoś wielkiego hołubienia ks. Rydzyka nie będzie. Największe zmiany będą zauważalne w sferze tzw. twardej polityki (służby specjalne, policja). Totalną porażką dla nowego rządu będzie jego centralistyczna polityka administracyjna nakierowana na wzmacnianie siły państwa kosztem decentralizacji. PIS się przekona, że powoływanie kolejnego urzędu do naprawy innych urzędów to chora, błędna polityka.