Trzymajmy kciuki za Amerykę
Stany Zjednoczone nie mają specjalnie dobrej prasy na świecie. Nie jest to bynajmniej zasługa prezydenta Busha, gdyż USA stało się głównym punktem, który skupia wyjątkowo negatywne uczucia i ogromną nienawiść już od co najmniej 30 lat. Istnieje nieformalna koalicja antyamerykańska, która co rusz zmienia swoją konfigurację i proporcje. Przez długie lata przodowała jej przewodnia siła ludzkości – radziecki komunizm z ZSRR na czele. Po upadku Imperium Zła rolę Związku Radzieckiego przejęły jego bękarty: przeróżnej maści „postępowe” lewackie i marksistowskie ruchy, swego czasu hojnie sponsorowane przez Wielkiego Brata. Do tego chóru dołączyli europejscy intelektualiści, pacyfistyczne ruchy, ekolodzy, fundamentaliści islamscy, a później zwykle nieprzychylne USA rządy licznych krajów Ameryki Południowej i Unii Europejskiej, z Francją na czele. Różne są przyczyny dla których ta postępowa, światła ludzkość tak się brzydzi USA, najbardziej jednak dlatego, że USA w ogóle istnieją. Amerykę oskarża się o wszystko, co tylko możliwe. Jednak gdyby nie USA, świat wyglądałby żałośnie. USA wygrały w I i II Wojnie Światowej, pokonały komunizm, wygrały bitwę o globalne przywództwo polityczne, są światowym hegemonem ekonomicznym i pilnują porządku na naszej planecie. Tylko dzięki energicznym działaniom Stanów Zjednoczonych, nie zaś skorumpowanemu, biurokratycznemu ONZ, skończyła się wojna w Jugosławii, mija konflikt palestyńsko-izraelski, tylko USA podjęły otwartą wojnę skierowaną przeciwko światowemu terroryzmowi. I to jedynie USA stoi w obronie wartości, które stworzyły zachodnią cywilizację i kulturę, których to wartości nie zamierza bronić Unia Europejska odżegnując się od tradycji chrześcijańskiej Europy i ustępując islamskim radykałom. Ameryka nie jest bez winy i grzechu, ale niczym szczególnym się nie wyróżnia pod tym względem od innych państw. Antyglobaliści i pacyfiści oskarżają USA o prowadzenie licznych wojen. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie popierał wojen, gdzie giną niewinni ludzie, ale do czego prowadzi pacyfizm, świat się przekonał, gdy Chiny brutalnie masakrowały Tybet, pacyfistyczną, pokojowo nastawioną społeczność. Rzymskie powiedzenie autorstwa Tytusa Liwiusza (Titus Livius, 59 p.n.e. – 17 n.e.), historyka rzymskiego mówi: Si vis pacem, para bellum – „chcesz pokoju, gotuj się do wojny.”

Świat w grudniu
Przed nami jeden z najważniejszych, być może kluczowy miesiąc roku 2005. Decyzje, które teraz zapadną, rozwiązania jakie podejmą najważniejsi dla świata ludzie, mogą określić podstawowe, fundamentalne kierunki, które staną się kluczem do rozwoju sytuacji na długie miesiące, a może nawet i lata. To trudny dla ludzkości czas. Wielki Krzyż znaków stałych który kształtować będzie sytuację w grudniu i częściowo w styczniu, to znak, że świat znów stanie przed bardzo poważnymi dylematami i trudnymi pytaniami. Krzyż tworzą Mars, Saturn Jowisz i Neptun. Jest to układ ogromnie dynamiczny, ale zarazem bardzo niebezpieczny, zwłaszcza w przyrodzie i w klimacie. Natura pokaże w grudniu i w styczniu swoje wyjątkowo kapryśne i niepokojące oblicze. Problemów nie zabraknie również w polityce. Krzyż będzie miał miejsce w trakcie wyborów parlamentarnych w Iraku, więc musimy się spodziewać, że nie będzie tam spokojnie. To czas gwałtownego podniesienia poziomu napięcia niemal we wszystkich zapalnych rejonach świata, nie tylko w świecie arabskim. Przełom roku postawi ludzkość wobec konieczności szybkich i poważnych decyzji związanych z przyszłością reżymów na Kubie i w Korei Północnej. Na nowo rozgorzeją konflikty w Czeczenii, w Afryce i na Dalekim Wschodzie. Dziwne rzeczy będą się również działy w Chinach i to, co ten kraj zacznie czynić na polu międzynarodowym. Okres Świąt nie będzie spokojny i może dojść do podobnych tragedii i nieszczęść, jak miało to miejsce w zeszłym roku po fali tsunami, jaka przeszła w Azji po trzęsieniu ziemi w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia.

Kraj
Pogoda w grudniu i w styczniu uświadomi nam, że natura ma swoje cykle i prawa, których ignorować nie można. Od połowy miesiąca do końca stycznia przyszłego roku może mieć miejsce silny atak zimy i duże opady. W sferze politycznej też nie będzie spokojnie. Toczyć się będą ostre boje w naszych relacjach z zagranicą, w kwestii budżetu Unii Europejskiej, ale i w naszych kontaktach z Rosją, która rozpoczyna kolejną, dobrze przygotowaną kampanię, która ma osłabić naszą pozycje międzynarodową i znaczenie w Europie. Atak będzie szedł z obu stron, ze wschodu i z zachodu, więc nie będziemy mogli liczyć na specjalna pomoc naszych sojuszników. Polska w wielu kwestiach będzie osamotniona, ale nie bezsilna. Rząd Marcinkiewicza doświadczy pierwszych dużych wstrząsów, a PiS, który w sondażach szedł jak burza, musi się liczyć z początkiem spadków i pogorszenia swojej silnej pozycji politycznej. Ewentualna koalicja z Samoobroną zapowiada się jako pasmo konfliktów, więc niewiele z tego wyjdzie, a cena za ten mariaż może okazać się dla PiS bardzo wysoka. Po okresie senności do gry zacznie wracać Platforma Obywatelska.