Trzydzieści lat minęło…

Polacy, co zaobserwowało już wielu pisarzy i analityków, mają zadziwiającą skłonność do celebrowania porażek, nieszczęść, katastrof, nieudanych powstań, bitew, wojennych klęsk i prześladowań. Z masochistyczną lubością taplamy się w narodowych traumach i niepowodzeniach. Gdy zaś sprawa dotyczy jakiegoś sukcesu, natychmiast pojawia się armia narodowych płaczek i dyżurnych marud, którzy w tym sukcesie widzą jedynie spiski, oskarżając i natychmiast dzieląc na różne obozy: tych, którzy wygrali i tych, których oskarżają o zdradę i o wszystko, co najgorsze. Nie powinno zatem dziwić, że przy okazji trzydziestej rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych dochodzi do gorszących kłótni i sporów. Jedno z największych sukcesów w dziejach Polski, jakim było bezkrwawe pokonanie komunizmu, czym był ogólnopolski zryw Solidarności, oraz porozumienia Okrągłego Stołu. Jedno z niewielu epizodów w dziejach Polski, które nie zakończyło się morzem przelanej krwi, kolejnymi martyrologicznymi rozważaniami i żałobno-cmentarną celebrą, stało się pretekstem do politycznych wojen i rozliczeń.

Dlaczego Polacy nie chcą być dumni z tego, z czego są znani na cały świat? Dlaczego wolimy rozdrapywać rany, szukać agentów, oskarżać się za to, kto co uczynił i czego nie zrobił? Klucz leży w opisywanym już przeze mnie w felietonie majowym syndromie ofiary, który jest częścią karmy Polski i Polaków. Ale jak każda karma – także i nasza – kiedyś się wyczerpuje i transformuje. W przypadku Polski było to pojawienie się na piotrowym tronie polskiego papieża, a potem fenomen Solidarności, oraz bezkrwawa rewolucja związana z Okrągłym Stołem i wyborami 1989 roku, gdzie opozycja solidarnościowa – na początku tylko częściowo – ale potem już bardziej konsekwentnie przejęła władzę. Potem zaś z transformacją ustrojową, budowaniem demokracji i wolnego rynku. Tyle, że pielęgnowany przez blisko 200 lat syndrom klęski i straty nie mija tak prosto i automatycznie. Te nasze cmentarno, pomnikowo, historyczno-histeryczne rozliczenia, oskarżenia o agenturę, zdrady, pretensje i niezbyt mocno skrywana nienawiść to właśnie dorobek długo obecnego w Polakach syndromu ofiary. Ofiara nie umie (i nie chce) się cieszyć sukcesami. Domaga się radykalnych, skrajnych rozwiązań, surowego prawa, bezwzględnych rozliczeń. Postrzega świat w manichejskiej czarno-białej perspektywie. Nie rozpoznaje niuansów, nie ma dystansu do siebie i otoczenia. Analizy, których Zaprzysiężenie Komorowskiegodokonuje Ofiara, są chwilami bardzo trafne, wydają się spójne i logiczne. Ale, jak wiemy, nawet schizofrenicy potrafią racjonalizować swoje urojenia, uzasadniając obecność złych sił, podsłuchów, UFO, trucizn itd. Syndrom ofiary jest czymś powszechnym. Zdarza się wszędzie, w każdym kraju są ludzie, którzy pielęgnują tego typu postawy. Jednak syndrom ofiary w sensie szerszym, społecznym, to już coś innego. Współcześnie na syndrom ofiary cierpią przede wszystkim Polacy i Żydzi. Ich chorobliwe domaganie się specjalnych praw, ochrony, rozliczeń i oskarżeń – paradoksalnie także między samymi ofiarami, jeśli uwzględnimy nasze wspólne powikłane dzieje. Polacy jednak mają to zakodowane genetycznie, w kulturze, religijności, obyczajowości, poglądach politycznych i narodowych, przekonaniach związanych z historią i jej ocenami. Destrukcyjny wpływ syndromu ofiary dobrze znamy z dziejów współczesnego świata. Niemcy po traktacie wersalskim tak długo pielęgnowali swoje rany, straty i pretensje, że wyhodowali fuerera, który ich poprowadził ku jeszcze większej zagładzie, nie tylko swojej, ale przede wszystkim innych narodów, w tym Żydów i Polaków. Syndrom ofiary jest bowiem niezwykle destrukcyjny i toksyczny. Do czego prowadzi – wystarczy prześledzić dzieje ostatniego dwudziestolecia, w którym ofiary co rusz ujawniają swoje chore emocje. Syndrom ofiary lubi ukazywać się często pod postacią populizmu, radykalnych nurtów politycznych lub religijnych. Naoglądaliśmy się tego wiele w ostatnich kilku latach. Jednak jak wszystko – także karma – ma swój kres. Pewne procesy są z góry narzucone i zdeterminowane – właśnie astrologicznie. Pod wpływem radykalizmu Wielkiego Półkrzyża z okresu kwiecień-wrzesień, który zaczął potężny proces transformacji, polskie ofiary doświadczają ostatniego aktu terapii, bo do tego tak naprawdę sprowadza się dramaturgia roku 2010, wraz ze smoleńską katastrofą, skrajnie trudnymi wyborami prezydenckimi, kilkoma falami powodzi i kto wie, czym jeszcze. To nie banialuki o roku 2012, ale właśnie rok 2010 jest jednym z najważniejszych i najmocniejszych astrologicznie procesów w skali całych dziesięcioleci. I to właśnie w roku 2010 odgrywają się najmocniejsze akordy polskiej współczesnej historii. Ten syndrom doskonale widać w horoskopie zaprzysiężenia Bronisława Komorowskiego na prezydenta z 06 sierpnia. Dokonało się ono w trakcie apogeum Półkrzyża, czyli niesie w sobie niezwykle ciężkie i trudne konfiguracje, którymi ten horoskop jest mocno wypełniony. Saturn z Marsem na ascendencie, Uran na descendencie, oraz Pluton na Imum Coeli. Nie ma zatem wątpliwości, że dla Jarosława Kaczyńskiego prezydent będzie wyłącznie „panem Komorowskim”, że nie będą ustawać na niego ataki i pomówienia – przez całą kadencję. Próby dyskredytacji, zmasowana krytyka, rzucanie słoikami z rewolucją moralną – to niestety coś, co może stać się symbolem tej prezydentury.

Niebo we wrześniu
Słońce przebywa w Pannie, by 23.09 o godz. 05.10 wejść w znak Wagi, rozpoczynając tym samym astronomiczną jesień. W Pannie przebywa Merkury. W Wadze zaś Saturn i Mars, który to 14.09 wkroczy w Skorpiona. Jowisz retrogradując wraca 09.09 na blisko pół roku do Ryb, gdzie od kilku tygodni także znalazł się Uran. Neptun retrograduje w Wodniku, Pluton zaś kończy ruch wsteczny w Koziorożcu. Nów Księżyca będzie mieć miejsce 08.09 w Pannie. Pełnia zaś 23.09 w Baranie.

Świat we wrześniu
Wrzesień jest ostatnim miesiącem epopei pod znakiem Wielkiego Półkrzyża, która swój początek miała w kwietniu. Od kwietnia do września wiele na świecie i w kraju się wydarzyło. Na świecie:
1. Wybuch wulkanu Eyjafjallajokull na Islandii i największy od czasów II Wojny Światowej paraliż lotnictwa cywilnego.
2. Katastrofa platformy wydobywczej BP Deepwater Horizon w zatoce Meksykańskiej uważana za największą katastrofę ekologiczną w dziejach USA.
3. Formalne bankructwo rządu greckiego i olbrzymia interwencja UE w obronie waluty euro, oraz gwałtowne strajki i protesty Greków przeciwko polityce reform. Kolejne kraje PIGS zagrożone kryzysami budżetowymi.
4. Dramatyczne powodzie w Chinach i największa – w Pakistanie.

W Polsce:
1. Katastrofa smoleńska, w której zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński.
2. Ciężka, agresywna prezydencka kampania wyborcza i przedterminowe wybory.
3. W atmosferze ostrego konfliktu i ogromnego podziału społeczeństwa zwycięstwo Bronisława Komorowskiego.
4. Pięć fal powodziowych, w tym trzy katastrofalne, (łącznie z ostatnią z przełomu sierpień-wrzesień), które przyniosły ponad 10 mld złotych strat.
5. Awantura o krzyż pod pałacem prezydenckim w Warszawie.
6. Awantura w ramach obchodów trzydziestolecia podpisania Porozumień Sierpniowych.

Nastraszeni apokaliptycznymi medialnymi wiadomościami, bombardowani dramatycznymi zdjęciami mamy zatem prawo zapytać: co dalej? Czy klimatolodzy mają rację strasząc nas efektem cieplarnianym? Ale klimatolodzy nie są w stanie wyjaśnić korelacji między powodziami, huraganami, trzęsieniami ziemi i wybuchami wulkanów, które jeszcze dodatkowo nakładają się na zawirowania ekonomiczne i polityczne. Kluczem do wydarzeń ostatnich miesięcy są konfiguracje astrologiczne – Wielki Półkrzyż – wielokrotnie przeze mnie wspominany. We wrześniu Wielki Półkrzyż zmieni nieco swoją strukturę i nieco złagodnieje. Jego najmocniejsza – sierpniowa wersja to konstrukcja złożona z jednej strony z Jowisza z Uranem, po drugiej Marsa z Saturem, a na dole z Plutonem. Wrześniowa konstelacja Półkrzyża jest nie jest już tak drastyczna i dramatyczna. Poza tym będzie trwać krótko. Wrześniowy Półkrzyż w zasadzie jest już inną, niż poprzednia, figurą. Tworzą go – tak jak poprzednio – Jowisz z Uranem, a po drugiej stronie pełnia Księżyca, czyli Księżyc z Jowiszem i Uranem, a Słońce po drugiej stronie. Na dole – tak jak poprzednio – Pluton. Układ ten nie ma już charakteru stacjonarnego, lecz potrwa zaledwie kilka dni, góra tydzień – właśnie w okolicach pełni – między 22 a 24 września. Generalnie miesiąc ten zapowiada się spokojniej, zwłaszcza jego I i II dekada. Mniej będzie dramatycznych newsów, przyrodniczych kataklizmów i negatywnych prognoz ekonomicznych. Stabilizacja sytuacji na świecie będzie dość wyraźnie zauważalna, co natchnie pewnym optymizmem i odrobiną nadziei. To dobry znak dla przyszłości Iraku po szykujących się w tym kraju Niebo we wrześniu 2010wyborach parlamentarnych i rychłym wyjeździe amerykańskich wojsk, co było jedną z głównych deklaracji wyborczych prezydenta Obamy. Można również liczyć na pozytywne prognozy ekonomiczne dla świata, co rozrusza rynki, wzmocni wzrosty na światowych parkietach, i co poprawi raitingi tych unijnych gospodarek, które znalazły się w strefie zagrożenia związanego z deficytami budżetowymi. Przyniesie to wzrost notowań euro w stosunku do głównych walut światowego obiegu gospodarczego (jena, dolara i franka szwajcarskiego). Znów rynki zapomną o zagrożeniu związanym z powrotem bessy i recesją – zwłaszcza w USA. Jednak III dekada miesiąca będzie fatalna. Na kilka dni odtworzy się destrukcyjna siła Wielkiego Półkrzyża, co zwiastuje szereg niepomyślnych wieści i informacji. W polityce oznacza to znaczące podniesienie się poziomu napięcia w najbardziej zapalnych rejonach globu: na Bliskim Wschodzie (Palestyna kontra Izrael, oraz sytuacja wokół Iranu), nowa faza wojny w Afganistanie, wraz z Pakistanem, a także napięta atmosfera na Półwyspie Koreańskim. Jeśli jest jakiś naprawdę niebezpieczny moment, w którym mogłaby wybuchnąć mniejsza lub większa wojna w tych rejonach świata, to właśnie może stać się to w III dekadzie września. To także moment szczególnie niekorzystny pod względem dużej ilości katastrof przyrodniczych i komunikacyjnych. Huragany, powodzie, być może także trzęsienie ziemi, mogą pochłonąć dużą ilość ofiar. III dekada miesiąca to także czas gwałtownego pogorszenia nastrojów na światowych rynkach. Powróci pesymizm związany z sytuacją ekonomiczną USA i Japonii, a słabe wskaźniki związane z bezrobociem, deficytem i nadchodząca kolejna faza pęknięcia spekulacyjnej bańki surowcowej może pogrążyć rynki na jakiś czas. Pojawiające się ostatnio usypiające prognozy dotyczące gospodarki Chin to próba uspokojenia sytuacji przez zamknięciem pozycji związanej z juanem i inwestycjami w chińską gospodarkę. Tak naprawdę Chiny nieuchronnie zmierzają ku poważnemu załamaniu, którego pierwsze symptomy pojawią się już w trakcie tegorocznej jesieni. Chiński kryzys będzie mieć kilka faz. Kolejna nastąpi w roku 2011, ale może się on przeciągnąć na długie lata, tak jak ma to miejsce w Japonii, która generalnie nie może odbić się od niemal dwudziestu lat, czyli od szczytu hossy na japońskiej giełdzie i gdzie właściwie cały czas mamy do czynienia z nawrotami deflacji i niskim wzrostem PKB. Chiny zatem nie przejmą szybko pozycji światowego lidera politycznego i gospodarczego. W tym kraju bowiem szykuje się duży przełom i wstrząsy, w myśl zasady stworzonej przez Alexisa de Tocqueville, że rewolucje najczęściej wybuchają nie wtedy, gdy jest najgorzej, ale wtedy, gdy zaczyna się poprawiać.

Kraj
O jakimś wyraźnym uspokojeniu atmosfery w kraju na razie nie ma mowy, co właściwie jest oczywiste, gdy uświadomimy sobie, że przed nami jesienne wybory samorządowe i przyszłoroczne parlamentarne. W horoskopie Chrztu Polski z 966 roku twardy i represjonujący Saturn tworzy opozycję do Merkurego, który w horoskopie państwa odpowiada za media, komunikację, negocjacje, sferę budżetu, handel i usługi. Czeka nas zapewne bezpardonowa bitwa o media publiczne, których kadencja zakończyła się wraz z rozwiązaniem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, opanowanej do tej pory przez ludzi PiSu, a przejmowanej aktualnie przez ludzi lewicy. Do tego duetu we wrześniu dołączy PO, które nie będzie patrzeć obojętnie, jak SLD przechwytuje wpływy w mediach publicznych, więc nietrudno się domyśleć, że będzie awantura, spektakularne, rejtanowskie gesty odchodzących z mediów publicznych działaczy PiSu, że zostanie rozpętana histeria na temat zawłaszczania mediów przez monopol PO. Utratę wpływów w publicznej telewizji i radiu PiS skanalizuje poprzez wywołanie niezadowolenia związanego z podwyżką podatków i nieuchronnymi zmianami w górnictwie i na kolei, co sprawi, że opozycja (nie bez cichej pomocy SLD) wyprowadzi związkowców na ulice. Czekają nas zatem we wrześniu gwałtowne protesty i zamieszki, których już dawno nie widzieliśmy, co przed wyborami samorządowymi dziwić specjalnie nie powinno. Mimo to jest to dość korzystny czas dla rządu Tuska. Trygon Saturna do Księżyca, oraz progresywny trygon Księżyca do Marsa to zapowiedź stosunkowo pomyślnych wiadomości – zarówno z zagranicy, jak i z areny krajowej. Prawdopodobnie Tusk poradzi sobie z napięciami wokół krzyża pod Pałacem Prezydenckim, uniknie ostrej konfrontacji ze związkami zawodowymi, odzyska kontrolę nad Palikotem i ewentualnymi dysydentami w PO. Ale wrzesień to także bardzo dobry miesiąc dla Jarosława Kaczyńskiego. We wrześniu wzmacnia go pomyślny wpływ trygona Saturna do Merkurego. Kaczyński opanuje sytuację w partii, wytnie buntowników, spacyfikuje „liberałów”, ale i swojego Brutusa, czyli wiceprzewodniczącego PiS Zbigniewa Ziobro. Kaczyński opanowawszy sytuację w partii będzie mieć więcej pomysłów i energii przed kampanią samorządową, co sprawia, że PiS może dość skutecznie zacząć przejmować ważne przyczółki w samorządach dzięki sprawnej taktyce przedwyborczej. Pogoda po pięciu falach powodziowych będzie spokojniejsza, jednak w okolicach pełni Księżyca – 25 września – może dojść do poważniejszego załamania, ochłodzenia lub sporych opadów, ale już raczej bez zagrożenia powodziowego.

Ekonomia
Pomyślne aspekty w horoskopie rządu będą sprzyjać reformatorskim decyzjom i planom. Prawdopodobnie zatem rząd PO-PSL jednak zdecyduje się na jakieś nieco bardziej ambitne i odważne reformy, wbrew politycznej taktyce unikania kontrowersyjnych i trudnych dla koalicji przedsięwzięć. Możliwe zatem, że właśnie we wrześniu pojawią się jakieś konkrety związane z planami reform budżetowych i emerytalnych. Ten miesiąc przyniesie także kolejne dobre wieści z obszaru makroekonomii. Wskaźniki wzrostu gospodarczego, prognozy tzw. sentymentu przedsiębiorców, optymistyczne zapowiedzi wzrostu poziomu inwestycji, dobre wyniki eksportu i popytu będą skłaniać do tworzenia korzystnych prognoz. Mimo to, opozycja i media nagłaśniać będą przede wszystkim temat podwyżek: podatków i cen żywności. Opozycja Saturn – Merkury niesie ze sobą to zagrożenie, choć na razie tylko medialnie. To dość dobry miesiąc dla złotego. Wzmocni się on bowiem do koszyka głównych walut. Progresywny Księżyc w trygonie do Wenus wzbudzi zainteresowanie inwestorów grających na wzrosty polskiego pieniądza. Niestety jednak to jeszcze nie koniec kłopotów złotego w tym roku. Jesień (zwłaszcza październik) może przynieść jeszcze dość ostre spadki na złotym. We wrześniu optymizm częściej będzie gościć na parkiecie Warszawskiej Giełdy. Najlepsza będzie pierwsza dekada miesiąca, gdzie wzrosty będą nieco bardziej wyraźne. II dekada początkowo przyniesie spore spadki, ale szybko zostaną one odrobione. Najgorzej zapowiada się III dekada września. Czekają nas wtedy spore spadki. Pod koniec miesiąca na GPW znów może wrócić optymizm.