Karma Polski
Jednym z fundamentów wschodniej myśli, obecnym w wielu kulturach i religiach jest prawo przyczyny i skutku zwane karmą lub karmanem. Wszystko, co się zatem dzieje w naszym życiu, jest następstwem czynów, działań i emocji. Nic zatem nie dzieje się przypadkowo, bez sensu, bez powodu. Stąd idea Sansary – koła ponownych narodzin i wędrówki duszy w hinduizmie. Nasze czyny, ale i nasze myśli i emocje tworzą karmę. Samo słowo nieprzypadkowo podobne jest do polskiego „karmić”. Sanskryt (a pojęcie „karma” wywodzi się z sanskrytu) należy do grupy języków indoeuropejskich, więc indoeuropejczykami są z pochodzenia hindusi, jak i słowianie, a zatem i Polacy. Ma zatem wielkie, zasadnicze znaczenie, czym się „karmimy”.

http://www.youtube.com/watch?v=0XWUI0EW-gY

Karmę mają zarówno pojedynczy ludzie, jak i całe grupy etniczne i narody. Idee, którymi się „karmią” społeczności i narody mają kluczowy wpływ na ich doświadczenia, losy i wydarzenia. W ogóle idea karmy ma bardzo wiele wspólnego z czymś z zupełnie innej parafii, czyli z filozofią liberalizmu. Prawo karmy mówi bowiem, że każdy doświadcza konsekwencji własnych czynów, że każdy jest odpowiedzialny za swoje życie, że tylko od tego, co każdy z nas sam zrobi, zależy, czy będziemy szczęśliwi lub będziemy cierpieć. Liberalizm mówi dokładnie to samo. Każdy jest kowalem swojego losu. Liberalizm jest jakby świecką, racjonalistyczną wersją wschodniej koncepcji prawa karmy. Co na to wszystko astrologia? Każdy z nas ma swój horoskop, los wpisany w koło horoskopu. Nie tyle przeznaczenie, ile szereg zadań i lekcji, które należy „przerobić”. Jeśli istnieje jakaś determinacja, to związana jest ona właśnie z tymi lekcjami, ale nie z ich wynikiem. Mówiąc innymi słowy: scenariusz jest już napisany, reżyseria należy do nas. Ta sama zasada dotyczy narodów, państw i grup etniczno-religijnych. Horoskopy mają bowiem państwa: USA, Francja, Niemcy. Horoskopy mają także narody, które nie mają swoich państw – Czeczeńcy, Kurdowie. Polacy też przez dwieście lat nie mieli swojego państwa, ale ich horoskop cały czas pracował. Horoskopy wreszcie mają także grupy etniczne i religijne – np. żydzi, cyganie, ale też Żydzi, jak Izraelczycy. Związek horoskopu z karmą jest zasadniczy. Wprawdzie socjolodzy krzywo patrzą na pojęcie charakteru narodowego, ale nie trzeba mieć specjalnej intuicji, by umieć wyczuć różnicę między – np. Czechami, Finami, Szwajcarami, a chociażby Rosjanami, Włochami, bądź też Grekami. Dlaczego Francuzi – tradycyjnie przypisani Lwu – zawsze uważali się za najlepszych, najważniejszych, co potwierdza ich polityczna i kulturowa funkcja w historii. Niemcy tradycyjnie związani z Panną (ale też Baranem) z ich kultem porządku, pracy i technologii. Anglicy z Koziorożcem i ich niezwykle stabilną, konserwatywną, monarchiczną tradycją władzy. Polacy też mają swoją „osobowość”, swój horoskop i swoją karmę. Wszakże nie jest to takie proste, by móc jednym horoskopem opisywać skomplikowane i zawiłe, tysiącletnie dzieje jednego państwa. Tych horoskopów w dziejach Polski były dziesiątki. Horoskop Chrztu z 966, Rzeczpospolitej Obojga Narodów, horoskop Konstytucji 3 Maja, insurekcji kościuszkowskiej, Królestwa Polskiego (kongresowego), II Rzeczypospolitej, komunistycznego państwa Manifestu Lipcowego, III RP, IV RP i wiele pomniejszych. Karmiczna tradycja Polski ma swoje różne wątki i nurty. Najmocniej na nie wpłynęły rozbiory, utrata niepodległości, porażka powstań: kościuszkowskiego, listopadowego, styczniowego, częściowe – śląskich, później warszawskiego, XIX wieczny mesjanizm i narodziny idei Polaka-katolika, mit wybawcy (Kościuszko, Piłsudski, Anders, Jan Paweł II, Wałęsa). Napisano setki książek o przyczynach upadku I Rzeczpospolitej szlacheckiej. O warcholstwie, nihil novi, paradygmacie romantycznym opisanym przez prof. Marię Janion, o polskich mitach i cierpieniach, o Wallenrodzie, o Chrystusie Narodów. Właściwie z punktu widzenia astrologii nie ma znaczenia, czy coś mogliśmy uczynić, by nasza historia była inna. Być może mogliśmy nie popełnić pewnych błędów, coś zmienić, naprawić, zreformować. Prawo karmy mówi, że pewne rzeczy idą swoim biegiem i po prostu musimy przejść przez pewne procesy. Z tego punktu widzenia Polska „musiała” utracić niepodległość w XVIII wieku, „musiała” zaliczyć bolesne traumy powstań i kolejnych rozczarowań, ale też „musiała” się odrodzić w międzywojniu, przejść przez bolesne doświadczenia II Wojny Światowej i komunizmu, by potem wybić się na prawdziwą niepodległość w 1989 roku. Polska miała swoje okresy świetności i klęsk. Gdy w XVI wieku pół Europy toczyły wojny religijne, Polska była oazą spokoju, tolerancji, bogactwa i wysokiej kultury, była prawdziwym mocarstwem. Gdy w XVIII wieku rozwijały się za naszymi granicami potęgi, nasz los był przypieczętowany. Nic się nie dało zrobić, choć próbować trzeba było. Jednak historia ostatnich dwustu lat to także dzieje szaleństwa, głupoty, fanatyzmu, megalomanii, bezmyślności, które kazało nam składać daninę przelanej krwi w kolejnych nieudanych powstaniach. Może to też była nasza karma. Zwłaszcza dwa narody Europy są doświadczone podobnymi losami – szczególnie na przestrzeni dwóch ostatnich stuleci: Polacy i Żydzi. Co ich łączy? W XVIII wiecznym chasydyzmie mocno uwypukliła się stara judaistyczna koncepcja mesjanizmu, oczekiwania na przyjście bożego pomazańca, rozwinięta jeszcze w XII wieku w „Trzynastu zasadach wiary” przez Mojżesza Majmonidesa. Polski XIX wieczny romantyzm znalazł się pod silnym wpływem mesjanizmu żydowskiego transponując go do kultury na tyle trwale, że nadal jest on obecny w polskiej myśli, publicystyce i religijności. Polaków i Żydów łączy podobny mit. Mesjanizm narodził się na skutek masowych prześladowań ze strony ukraińskich Kozaków, jakich doznawali w XVIII Żydzi obecni na wschodnich kresach dawnej Rzeczpospolitej, potem zaś ze strony policyjnych służb rosyjskiego caratu. Prześladowania te stworzyły mit ofiary. Polacy doskonale odnaleźli się w tej roli. Zdradzani, podbici, represjonowani, wykorzystywani. Dodatkowo w judaistycznej myśli apokaliptycznej jest oczekiwanie na dzień Sądu Pańskiego, lęk przez straszliwym gniewem Jahwe, liczne katastroficzne obrazy pełne wizji kar i potępienia. Te ciemne wizje są być może odpowiedzialne za karmę Żydów i ich straszliwą hekatombę holokaustu. Jeśli bowiem określona myśl i przekonanie dzieli duża grupa społeczeństwa, to ta wizja niejako się spełnia. Polacy też dotknięci są syndromem ofiary. Ciągle byli zdradzani: przez zaborców, złych przywódców, fałszywych sojuszników, Jałtę. Prześladowani – w przekonaniu skrzywdzonych – przez Stalina, komunistów, żydów, liberałów, kapitalistów, masonów, Rosjan, Unię Europejską, itd. Wszyscy to znamy. Mamy dookoła siebie takich znajomych lub członków rodziny, którzy wiecznie do kogoś mają pretensje, oskarżają innych o swoje cierpienia, są roszczeniowi, bezkompromisowi, radykalni w ocenach i żądaniach, wierzą w resentymenty „dawnych dobrych czasów”, wszędzie wietrzą spiski, złodziei, widzą zagrożenia, zło, są nieufni wobec świata, nietolerancyjni, zamknięci w sobie i ksenofobiczni, bezradni wobec gwałtownych zmian, rynkowej rzeczywistości, z potrzebą socjalnego zabezpieczenia i wysokim poziomem lęku. Polski mit ofiary pozwalał nam uzasadniać nasze nieszczęścia i niepowodzenia, gdyż ofiara uważa, że zło jest poza nią. Wszędzie są ludzie, którzy wierzą w różne idiotyczne teorie spiskowe, mają lękowe wizje, boją się zmian. W Polsce jednak te przekonania stały się jednym z głównych nurtów polskiej polityki, zwłaszcza po 1989 roku. Syndrom ofiary jest groźny i toksyczny. Ofiara czeka na swojego wybawiciela, który da jej prostą wykładnię świata, szybkie rozwiązania problemów, załatwi coś za nią. Tak rodziły się komunistyczne reżymy, hitlerowski nazizm, populistyczne dyktatury, religijne, fanatyczne teokracje. Zawsze więc znajdzie się jakiś wybawiciel, charyzmatyczny trybun ludowy, radykalny w ocenach polityk, cyniczny, inteligentny populista, opiekuńczy duchowny sekciarski aktywista. Kończy się zawsze tak samo – tragicznie. Wszechświat bowiem nie będzie wspierał iluzji i złudzeń – to jedno z podstaw duchowego rozwoju. Polacy w swojej tragicznej, dziwacznej historii epatowania swoimi ranami, traumami i ofiarami dokonali w 1989 roku czegoś zgoła niebywałego w swojej historii. Pierwszy raz siedli do stołu i się dogadali. Nie zakończyło się – jak zwykle – w morzu krwi i ofiar. Nie bez powodu mówi się o polskim cudzie. Wychodząc z biedy i beznadziei komunizmu, z dziejowych katastrof i klęsk, Polacy stali się przykładem fantastycznego sukcesu. Jednak syndrom ofiary nie zniknął. Nadal tkwi mocno w umyśle wielu ludzi i budzi się co jakiś czas. Ostatnio przy okazji katastrofy smoleńskiej – wypadku komunikacyjnego, który przeszedł do panteonu pieczołowicie pielęgnowanych polskich ran. Polska w ciągu ostatnich dwudziestu lat bardzo się zmieniła. Ma to związek z zakończeniem wieloletniego cyklu polskiej karmy. Polski papież, upadek komunizmu, obecność Polski w zachodnich strukturach, brak realnego zagrożenia militarnego ze strony sąsiadów, olbrzymi skok cywilizacyjny, wyjątkowo łagodne przejście przez najcięższy od osiemdziesięciu lat światowy kryzys ekonomiczny, nadchodzące łupkowe gazowe eldorado. Są to sygnały, że Polska wkracza w zupełnie inną rzeczywistość. Wielką głupotą jest też mówienie, że polityka to coś złego lub brudnego. Głupotą po stokroć jest mówienie, że mnie to nie interesuje i nie dotyczy. Polityka jest tak samo częścią rzeczywistości, jak praca, rodzina, miłość. To X dom horoskopu – Medium Coeli. Decyzji związanej z tym, kto będzie miał wpływ na Twój X dom horoskopu, czyli przyszłość, rozwój, karierę, dążenia, nie można zostawiać ludziom pełnym jadu, lęków, frustracji, przepełnionych mentalnymi szaleństwami, oraz reprezentującymi ich cynicznymi, bezwzględnymi manipulatorami – tak naprawdę też ofiarami. Wkraczamy powoli w Erę Wodnika. Zmienia się paradygmat, świat przechodzi przez niezwykle trudne i niebezpieczne procesy. To powinno obudzić w każdym z nas troskę o to, by przywództwo – na jakimkolwiek poziomie – obejmowali ludzie bez lęków, z jasną, optymistyczną, otwartą, aktywną, duchowo świadomą postawą. Nieprawda, że ich nie ma. Opowieści, że polityka jest zła i brudna, że wszyscy to złodzieje, że mam to wszystko gdzieś są dowodem braku dojrzałości i samoświadomości. Jeśli nie odpowiada Ci ten świat, chcesz go zmienić, to coś zrób, ale nie narzekaj. Słowo „polityka” (polis – miasto gr.) stworzył Arystoteles. To idea wspólnego dobra. Brak decyzji jest też decyzją. Wtedy nie narzekajmy na los, że jest dla nas okrutny. Jest takie powiedzenie, że jeśli Ty się nie interesujesz polityką, to polityka się zainteresuje Tobą…

Niebo w październiku
Słońce przebywa w Wadze, by 23.10 o godz. 20.31 wejść w Skorpiona. W znaku tym znajdą się również Merkury i Wenus. Mars przebywa w Lwie. Jowisz retrograduje w Byku, Uran w Baranie, Neptun w Wodniku. Saturn wędruje w Wadze, Pluton zaś w Koziorożcu. Pełnia Księżyca będzie mieć miejsce 12.10 w znaku Barana. Nów zaś – 26.10 w znaku Skorpiona.

Świat w październiku
Jeśli ktoś chciałby mieć jakieś uzasadnienie do tego, żeby się bać, to niewątpliwie ostatnie miesiące powodów do obaw przyniosły mnóstwo. Z wielu strachów, które nas atakują, sfera ekonomiczna i gospodarcza jest ich źródłem bezmiernym. Wizje nadchodzącego wielkiego światowego kryzysu, upadku strefy euro, a w rezultacie całej Unii Europejskiej, nadchodzącej fali recesji, a nawet katastrofy globalnej gospodarki, napełniły trwogą nie tylko żądne sensacji media, ale również analityków finansowych i wielkich tuzów światowej ekonomii, jak Nouriela Roubiniego – noblisty i doradcy prezydenta Obamy. Czy jest się czego bać? I tak, i nie. Nie ma wątpliwości, że w gospodarce światowej spokoju nie będzie i to przez kilkanaście lat. I jak w każdym porządnym dramacie czekają na momenty zawieszenia akcji, widowiskowe zwroty sytuacji i mrożące krew w żyłach sceny. Z drugiej zaś strony – wydarzenia ostatnich trzech lat to nie „zwykły” kryzys ekonomiczny, jakich wiele było w historii. To początek długiego, rozłożonego na dziesięciolecia, procesu zmiany ekonomicznego paradygmatu. Świat gospodarki globalnej, jaki znamy, z jego instytucjami, systemami i modelami definitywnie odchodzi w przeszłość. To co znaliśmy jako gospodarka wolnorynkowa popadło w swoją karykaturę. Operacje na rynkach finansowych przestały mieć cokolwiek wspólnego z realną gospodarką. Potęga banków inwestycyjnych, ich pasożytnicza, destrukcyjna, toksyczna polityka sprawiła, że przypomina to rozpasanie upadającegoNiebo w październiku 2011Cesarstwa Zachodniorzymskiego. Wspominałem w swojej prognozie na rok 2011, że w okresie czerwiec-wrzesień musimy się liczyć z dużymi zawirowaniami na rynkach finansowych i spadkami na giełdach, więc o zaskoczeniu mowy nie ma. Jednak ostatni kwartał roku, zwłaszcza październik i listopad, zapowiadają się bardziej optymistycznie. Początek miesiąca jednak nie bardzo. 03 października ma miejsce kwadratura Marsa w Lwie do Jowisza w Baranie, co mocno podkręci przez kilka dni emocje na rynkach finansowych. Możliwe, że dojdzie w pierwszym tygodniu października do gwałtownych protestów i zamieszek. W Europie – na bankrutującym południu, ale też w ogarniętych arabską rewolucją krajach Bliskiego Wschodu. Ważnym momentem października będzie pełnia z 12.10 w Baranie w opozycji do Saturna. A zatem w połowie tego w sumie spokojnego miesiąca jednak nastąpi gwałtowne pogorszenie nastrojów na światowych giełdach – w drugim tygodniu miesiąca. Na szczęście na krótko. W połowie miesiąca może dojść do dramatycznego wydarzenia o charakterze naturalnym. Pas Baran-Waga sugeruje trzęsienie ziemi lub gwałtowny huragan. Potem wszakże nieco uspokoi się na światowych giełdach. Jest też szansa, że wielcy tego świata wymyślą jakiś kolejny plan na uratowanie światowej gospodarki, być może już nie przez drukowanie pustego pieniądza, ale odwołanie się do twardych zasad ekonomii. Zwiastunem powrotu dobrej koniunktury na giełdach będzie harmonijny trygon Jowisza w Byku do Plutona w Koziorożcu, którego drugą odsłonę ujrzymy pod koniec miesiąca. Być może inwestorzy zadecydują, że warto już myśleć o długiej pozycji. Zważywszy na stosunkowo harmonijne układy w tym miesiącu, być może czekają nas sensacyjne doniesienia z obszaru nauki, zwłaszcza w kontekście rewelacji związanych z eksperymentem w CERN, w którym przyspieszono neutrina do prędkości wyższej niż prędkość światła. Możliwe, że dowiemy się czegoś nowego, co zapowiada się na wielką rewolucję w nauce. Ciekawe mogą okazać się także tegoroczne nominacje noblowskie. Bez skandali i politycznej poprawności, ale w duchu idei założyciela Alfreda Nobla.

Kraj
Oczywiście tematem wiodącym w październiku będzie wynik wyborów do parlamentu. Może to dziwnie zabrzmi, ale raczej nie czekają nas jakieś szczególne niespodzianki. W horoskopie wyborów Słońce znajduje się w koniunkcji z Saturnem. Saturn jest sygnifikatorem stabilności, konserwatyzmu i zachowania status quo. Konserwatyzm rozumiemy tu nie jako doktrynę polityczną, ile raczej utrzymanie starego porządku. Jest to pewnego rodzaju sygnał, że wybory nie przyniosą jakichś wielkich zmian na polskiej scenie, czyli właściwie, że 09.10 należy się spodziewać czegoś najbardziej prawdopodobnego. Pamiętajmy również o tym, że przed nami trzy lata bez wyborów. Zwycięży zatem PO i to stosunkowo mocno, gdyż kilkupunktowa przewaga nad PiS może być uważana za wysokie zwycięstwo dla partii rządzącej. Sensacja ostatnich dni – Partia Palikota osiągnie dużo słabszy wynik, niż pokazują to przedwyborcze sondaże i najprawdopodobniej nie przekroczy 5% progu wyborczego. Paradoksem będzie to, że wszyscy ogłoszą zwycięstwo. PO, że po czterech latach rządów nadal ma wysokie poparcie. PiS – że utrzymało posiadanie, może nawet powiększyło. SLD, że osiągnęło nieco lepszy wynik, niż pokazywały przedwyborcze sondaże. PSL, że weszło do sejmu. Rząd najprawdopodobniej PO utworzy z SLD, być może też z PSL. Prawdopodobnie powrócą do gry starzy członkowie SLD: Kwaśniewski, Cimoszewicz, Miller i znajdą jakąś swoją rolę w nowej układance. W PiS nie dojdzie do żadnej zmiany przywództwa, które w przypadku Jarosława Kaczyńskiego jest wyjątkowo trwałe, tym bardziej, że w październiku Jowisz po raz drugi trazytuje ascendent horoskopu Kaczyńskiego w Byku (choć nie ma pewności, że to w tym znaku Kaczyński ma ascendent). Jednak prezes PiS realnej władzy już raczej nie uzyska. Opozycja Plutona do jego Słońca sprzed pięciu lat przeznaczyła mu inną rolę w historii, o czym piszę we wrześniowym felietonie. Prawdziwym bohaterem w tym miesiącu będzie jednak ktoś inny. Prezydent Bronisław Komorowski w październiku znajduje się pod silnym wsparciem trygona Saturna do ascendentu, co sprawia, że po wyborach to na niego będą zwrócone oczy wszystkich komentatorów i politycznych graczy. Komorowski skutecznie wykorzysta te swoje medialne pięć minut, w bardzo dobrym dla niego roku 2011. Jednak nie łudźmy się, że w kraju zrobi się spokojnie i że wszyscy się zaczną kochać. Przeciwnie. Niezwykle ostra i twarda w działaniu kwadratura tranzytującego Plutona do Merkurego w horoskopie Chrztu Polski podniesie poziom emocji, oskarżeń i nienawiści do poziomu już dawno niewidzianego. Więc pierwsza – przedwyborcza – dekada października zapowiada się koszmarnie. Będą haki, będą oskarżenia ciężkiego kalibru. Kolejne jednak miesiące to zmiana niemal o sto osiemdziesiąt stopni i zdecydowane uspokojenie atmosfery politycznej.

Gospodarka
Coraz bardziej zaskakująco zaczyna wyglądać sytuacja polskiej gospodarki, która notuje kolejne świetnie wyniki wśród apokaliptycznych proroctw zapowiadających wielki światowy kryzys. Nie jesteśmy odcięci od tego, co się dzieje w globalnej ekonomii, więc nas też dotkną pewne konsekwencje zawirowań światowych. Nie będą one jednak szczególnie dotkliwe. Cały czas bowiem chroni nas obecność Jowisza w X domu horoskopu Polski i w pobliżu Słońca. Nie ma zatem mowy o żadnym kryzysie, recesji, dramatycznym pogorszeniu się sytuacji ekonomicznej Polski. Przeciwnie. Ostatni kwartał roku przyniesie kolejną falę świetnych informacji. Kiedy rok temu pojawiały się prognozy PKB w wysokości 4%, uważane one były za skrajnie optymistyczne, a JP Morgan i Bank Światowy szacowali go na 2, góra 3 %. Teraz zaś okazuje się, że to optymiści mieli rację. I choć w przyszłym roku ciężki tranzyt Saturna przez dół horoskopu chrztu zmusi nas do bolesnych i twardych reform, to zapaść gospodarcza nam nie grozi. Złoty wszakże w październiku zaliczy jeszcze jedną huśtawkę. Nasza waluta znajduje się bowiem pod wpływem całej serii twardych tranzytów. Kwadratury Saturna do Medium Coeli i Urana do Księżyca, Saturn na ascendencie. To zestaw, który bezlitośnie testuje odporność złotego na spekulacyjne ataki. Teraz czeka nas kwadratura Saturna do Merkurego. Spodziewać się możemy licznych panikarskich artykułów i analiz na temat czekającego załamania polskiej waluty. Spekulanci liczą na grę z NBP i MF, które pod koniec roku chcą obronić wysokiego kursu złotego, by nasz wskaźnik zadłużenia denominowany w Euro i USD wyglądał jak najlepiej. W połowie miesiąca zatem może dojść do ostrej przeceny na złotym, ale nie na długo. Paradoksalnie za rok, dwa naszym wielkim problemem może nie być niski kurs złotego, ale jego siła, co stało się zmorą Japonii i Szwajcarii. Złoty jest bowiem skazany na wzrost. W październiku lepiej też będzie wyglądać sytuacja na Warszawskiej Giełdzie. Pierwszy tydzień przyniesie spore wahania. Początkowo spadki, potem wzrosty. Drugi tydzień znów może mocniej zachwiać notowaniami. Jednak druga połowa miesiąca przyniesie wyraźny trend wzrostowy i praktycznie zakończy załamanie na GPW, które zaczęło się w czerwcu.