Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie… (Ew. Św. Łukasza 21.11)

Niemal wszyscy Polacy od co najmniej kilkunastu dni zadają sobie pytanie: co się tak naprawdę zdarzyło 10.04, z jakiego powodu, dlaczego? Nie będę się zajmować kwestiami, czy lot rządowego samolotu do Smoleńska 10 kwietnia miał sens, kto popełnił błąd, gdzie jest wina, jakie powinny być procedury, jak należy obchodzić żałobę, co czynić, z czym się wstrzymać. Ten temat będzie jeszcze analizowany przez długie miesiące, a nawet i lata. Astrologa – jak każdego człowieka, który interesuje się głębszymi procesami, w tym symboliką i mitem, interesować będzie szersze, głębsze, pozbawione histerii, narodowej tromtadracji, bogoojczyźnianej retoryki w stylu Polska, która jest Chrystusem Narodów. Prof. Maria Janion wiele czasu poświęciła badaniu paradygmatu romantycznego obecnego w polskiej tradycji narodowej i kulturowej, który przy okazji katastrofy samolotu prezydenckiego wyziera z niemal każdego kąta. Nas (astrologów, ezoteryków) interesuje coś innego. Co się tak naprawdę wydarzyło 10 kwietnia 2010 roku?

Astrologia to naprawdę nauka wielka. Pozwala patrzeć na procesy i zjawiska w szerokim kontekście, łącząc różne fakty i informacje w większą całość. Tak właśnie od tysiącleci czynili magowie, wróże, astrolodzy i alchemicy. Teraz zaś wyposażeni w jungowską ideę synchroniczności, heglowską fenomenologię ducha, teorię pola morfogenetycznego Sheldrake’a i ideę pola rodziny Berta Hellingera możemy sobie zadać pytanie. Co się wydarzyło? Co się stało 10 kwietnia w Smoleńsku, oraz tydzień później (dym z islandzkiego wulkanu)? Ludzki błąd, ślepy los, pech, przypadek, zbieg okoliczności, ludzka głupota? Nie, nic z tych rzeczy. Astrologia, jak każda nauka duchowa, odrzuca istnienie czegoś takiego jak przypadek i zbieg okoliczności. Wszystko, co się dzieje w naturze i przydarza ma swoje precyzyjne, głębokie sensy opisywane przez różne prawa i zasady, ale na pewno nie przez ślepy los. Hinduiści, buddyści i generalnie Wschód wierzą w samsarę (koło narodzin i śmierci) i prawo karmy. Zachodnia ezoteryka, magia i alchemia od dwóch tysięcy lat inspirowane starożytną gnozą i egipsko-greckim hermetyzmem, przyjmuje hermetyczne prawa opisywane w Szmaragdowej Tablicy Hermesa Trismegistosa. Jedno z tych praw zakłada istnienie związków przyczynowo-skutkowych między różnymi, pozornie nielogicznymi zjawiskami i procesami w myśl zasady: „to co się dzieje na górze, jest analogiczne do tego co się dzieje na dole” (Tabula Smaragdina Hermetis – Szmaragdowa Tablica). A zatem znaki na niebie (planety, gwiazdy, komety, chmury – sic!), konfiguracje astrologiczne, układy kart Tarota, runy itd., mają powiązanie z innymi zjawiskami i procesami. Carl Gustaw Jung stworzył ideę synchroniczności (C.G. Jung „Rebis, czyli kamień filozofów”), w myśl której zjawiska „lubią” się łączyć w grupy, tworząc koincydencję przyczynowo-skutkową, która polega na łączeniu się zjawisk fizycznych (układy planet, liczby, symbole, znaki) z procesami psychicznymi, wewnętrznymi, immanentnymi.

Co się zatem zdarzyło w Smoleńsku? By odpowiedzieć na to pytanie, trzeba sięgnąć głębiej w przeszłość. Polacy posiadając piękne i wspaniałe cechy, mają również wiele paskudnych, okropnych i złych emocji, które drzemią w tym narodzie od bardzo dawna, nawet od setek lat. Pokłady zawiści, złości, żalu, cierpienia, fobii, negatywnych ocen otoczenia, podejrzliwości, nieufności i obsesji są w naszym narodzie niemierzalne. Polacy mają syndrom ofiary, byli prześladowani, zdradzani, mordowani, poniżani, żyjąc spiskowymi teoriami, fanatyzmem i fundamentalizmem religijnym, odwołując się do nacjonalizmu i populizmu. Syndrom ofiary polega na tym, że ofiara lubi pielęgnować swoje traumy, ma narcystyczne zachowania, domaga się szczególnego traktowania, szantażuje otoczenie swoimi ranami, jest po prostu słaba i chora. Tak samo chore i patologiczne są jej oceny rzeczywistości. Ofiara kategorycznie odrzuca jakąkolwiek swój współudział w doświadczanych traumach, bo jest ofiarą, oskarża, domaga się specjalnych praw, żyje w świecie złudzeń, kłamstw i lęków, wszędzie widzi spiski, złe moce i wrogów (wszelkie najbardziej absurdalne i szalone teorie o rosyjskim zamachu na samolot prezydencki są tego doskonałym przykładem). Szczególnie dwa narody w Europie są doświadczone tego typu resentymentami. Są to Polacy i Żydzi z ich grobami, kultem śmierci, poczuciem winy i nienawiści do mniej lub bardziej realnych wrogów. W astrologii tworzą idealną opozycję, gdyż Polska jest przypisana znakowi Byka, Żydzi zaś Skorpionowi. Z tym, że żydowskie fobie i obsesje są politycznie poprawne wraz z kultem holocaustu i Auschwitz. Polskie zaś traumy były traktowane do tej pory jako niemodne, niewłaściwe, nieprzystające do europejskiej stylistyki. W Polsce te nasze chore fobie wybuchają co jakiś czas, odżywają w trakcie kolejnych wydarzeń, rocznic, wyborów, politycznych zmian. Po śmierci papieża Jana Pawła II wydawało się, że coś się zmieniło, że jadowita, pełna nienawistnych emocji i radykalna retoryka ostatecznie znika z polskiego dyskursu politycznego i kulturowego. Jednak tak się nie stało. Tego typu emocje silnie wybuchały już wcześniej, jak choćby z pierwszą kampanią prezydencką w 1990 roku z podejrzaną postacią Tymińskiego, oraz z wyborczą i prezydencką kampanią w 2005 roku, gdy wybory wygrał PiS i gdy bracia Kaczyńscy przejęli w Polsce pełnię władzy przy wsparciu medialnym Radia Maryja ojca Rydzyka. Okazało się nagle, że w Polsce jest wiele osób, które nie akceptują zmian po 1989 roku, które żyją przeszłością, historią, zdradami, ubekami, złodziejami-liberałami, tęsknią za bezpieczeństwem starych czasów, a z drugiej strony nie akceptują demokratycznych reguł współczesnej Europy odwołując się do jakichś mitycznych narodowych, bogoojczyźnianych tradycji i fundamentalizmów. Te emocje mocno się ujawniły po 2005 roku, gdyż polityczne siły sygnowane postaciami braci Kaczyńskich dały im prawo zaistnieć w całej pełni. Do tej pory zasady politycznej poprawności i media nie dawały im przestrzeni. Od 2005 wylały się bez oporu. Nie jest to oskarżenie konkretnej siły, partii, nie jest to personalne oskarżenie braci Kaczyńskich. Kaczyńscy i ksiądz Rydzyk nie byliby w stanie niczego osiągnąć, gdyby nie pewne emocje, które przez dziesięciolecia drzemały w polskiej duszy. Pojawiłby się ktoś inny, kto by zagospodarował ten elektorat, te emocje, te fobie – najprawdopodobniej ktoś, kto sam żyje w tym paranoicznym świecie lęków i psychoz. Każdy psychoterapeuta wie o tym, że by móc wyleczyć traumę, destrukcyjne wspomnienia i emocje, należy im dać przyzwolenie, pozwolić im zaistnieć, w kontrolowany sposób je odtworzyć, powtórzyć w warunkach zapewniających poczucie bezpieczeństwa i uwolnić z podświadomości poprzez pogodzenie, wybaczenie, przegadanie, zintegrować ze świadomością i oddalić. Bracia Kaczyńscy pojawili się więc niejako po to, by dać upust tym emocjom, by dać im prawo zaistnieć, by się ujawniły. Nie mnie oceniać, czy to „dobrze, czy źle”. Wiele ich ocen i refleksji było słusznych. Ocena niektórych zmian po 1989 roku była trafna. Potrzeba rozliczenia kłamstw i niedomówień – konieczna. Odwołanie się do historii, wyciągnięcie pewnych wniosków i przemyśleń – niezbędne. Ale zamiast integrującego procesu uzdrowienia doświadczyliśmy narastającej eskalacji fobii, urazów, obsesji i lęków. Polska zaczęła się odgradzać murem od otoczenia, od sąsiadów, koniecznych zmian i niezbędnych przeobrażeń. Przedziwna mieszanina narodowego, religijnego patriotyzmu ze stricte socjalistycznymi koncepcjami ekonomicznymi, potrzebą państwa opiekuńczego i PRL-owskimi resentymentami przez długie lata stały się pożywką dla różnych populistycznych, ekstremistycznych, skrajnych nurtów politycznych. Uzdrowienie jednak tak naprawdę trwało cały czas. Obchody pogrzebu papieża Jana Pawła II były ważnym akordem w tym procesie. W międzyczasie w horoskopie braci Kaczyńskich doszło do niezwykle mocnego, bardzo trudnego, transformującego procesu, jakim była w latach 2006-2007 opozycja Plutona do Słońca zarówno Jarosława, jak i Lecha. Niezwykle ciężkie, trudne, ostre układy w horoskopie prezydentury Lecha Kaczyńskiego, o czym pisałem w poprzednich felietonach, sygnalizowały, że „coś” się wydarzy. Kaczyńscy mieli zatem przyjść po to, by przyspieszyć transformacyjne procesy związane z emocjami, lękami i traumami Polaków, ale mieli też w pewnym momencie odejść, bo to też już było „zapisane w gwiazdach”. Stąd szokująca dla członków PiSu bolesna porażka w wyborach parlamentarnych w 2007 roku, oraz śmierć kluczowego w spodziewanej kampanii prezydenckiej Lecha Kaczyńskiego, oraz wielu prominentnych polityków Prawa i Sprawiedliwości. W tym miejscu należy precyzyjnie wyjaśnić zdecydowanie odrzucając starotestamentową karę i boską pomstę za mniej lub bardziej realne winy tych, którzy zginęli, tym bardziej, że w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem zginęli politycy wszystkich opcji, również te osoby, które nie podejmowały żadnych działań politycznych, zupełnie neutralne postaci. A zatem nie była to żadna kara, nie była to żadna zemsta, Smoleńsk to nie żadna „przeklęta ziemia”, a wszelkie spiskowe teorie o tajnej operacji jakichś tam służb to po prostu stek bzdur i paranoiczne obsesje. Katastrofa pod Smoleńskiem była tak naprawdę aktem transformacji procesu uzdrawiania polskich ran, traum, lęków, fobii, grobów, powstań. Polityczny konflikt, który wybuchł po decyzji o pochowaniu pary prezydenckiej na Wawelu, oraz zadziwiające „…straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie…”, czyli chmura popiołów z islandzkiego wulkanu, który potężnie skomplikował obchody żałobne, połączone z potęgą innego „znaku na niebie”, czyli Wielkiego Półkrzyża z okresu kwiecień-sierpień uświadamia nam, że dzieje się na naszych oczach coś niezwykle ważnego. Mają zatem rację słuchacze Radia Maryja, oraz zwolennicy radykalnych, skrajnych poglądów, że wypadek w Smoleńsku nie był przypadkiem. Rzeczywiście nie był. Jednak wyciągają z tego faktu całkowicie błędne wnioski. To nie były knowania złowrogich sił, które strąciły samolot bohaterskich bojowników, wywołały eksplozję wulkanu na Islandii i skierowały wiatry z popiołami w kierunku środkowej Europy, żeby światowi przywódcy nie mogli dolecieć na krakowskie uroczystości. To był proces transformacji i nieuchronnych zmian, które swój klucz miały i nadal mają na niebie, w astrologicznych układach i konfiguracjach.

Po 10 kwietnia Polska się mocno zmieni. Nie chodzi nawet o jakieś spektakularne przeobrażenia polityczne, choć i te będą miały miejsce. Czytelnicy moich tekstów wiedzą, że idea, która od lat mi przyświeca, polega na optymistycznym widzeniu astrologicznych procesów i zjawisk. I zarówno Wielki Półkrzyż, zarówno dymy z wulkanu, a nawet tak straszne i bolesne wydarzenie, jak katastrofa rządowego samolotu, mają również swoje pozytywne wymiary – dla wielu ludzi, nie tylko dla Polaków. Nam te procesy pomogą uzdrowić narodowe traumy, pogodzić się z Rosjanami przebaczając sobie winy, zmienić polską scenę polityczną uwalniając ją z najbardziej radykalnych i ksenofobicznych emocji. Dlaczego jednak na pokład samolotu wsiadły również osoby zupełnie nie związane z polityką, dlaczego los połączył te 96 osób, więcej pisałem o tym w felietonie o wypadku polskiego autokaru pod Grenoble w 2007 roku.

http://www.solarius.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=180&Itemid=98

Świat w maju
Polski akord Wielkiego Półkrzyża już znamy. Jednak konfiguracja ta będzie mieć w najbliższych miesiącach jeszcze inne, nie mniej dramaturgiczne konsekwencje dla wielu państw i globalnych systemów. W maju, i zwłaszcza w czerwcu, konstrukcja półkrzyża zostanie wzmocniona koniunkcją Jowisza z Uranem w Rybach, co w zasadniczy sposób zmieni sytuację na wielu polach i na wielu obszarach życia. Już w prognozie na 2010 rok pisałem, że półkrzyż niezwykle mocno ingeruje w horoskop Deklaracji Niepodległości USA z 1776 roku, co musi mieć jakieś poważne konsekwencje dla Stanów Zjednoczonych. Katastrofa ekologiczna platformy wiertniczej w Zatoce Meksykańskiej prawdopodobnie będzie jedną z największych w dziejach USA i jedną z większych w skali światowej. Konsekwencje tego wydarzenia będą ogromne – polityczne, ekonomiczne, społeczne, ekologiczne. Dodatkowo nieudana próba zamachu terrorystycznego w Nowym Jorku uświadomiła, że antybuschowska retoryka ekipy Obamy nie do końca była słuszna. USA czekają spore problemy – gospodarcze, militarne i społeczne. Nie mniej kłopotów będziemy mieć także w naszej części świata. Dramatyczna sytuacja greckiej gospodarki, potężny deficyt budżetowy, który zachwiał posadami stabilności unii walutowej, ma swoje precyzyjne podstawy w samym horoskopie waluty euro. Na ten temat piszę już od co najmniej trzech lat – sygnalizując, że z euro „coś” się będzie działo. Mniej więcej dwa lata temu przez Imum Coeli (poczucie bezpieczeństwa, stabilność, podstawy) horoskopu euro przewędrował Pluton, co właściwie niczego sensacyjnego wtedy nie przyniosło. Przeciwnie, europejska waluta się nawet wzmocniła do podstawowego koszyka walut. I choć mówiono ciągle o konieczności zrównoważenia budżetów krajów unijnych, o potrzebie reform wspólnej polityki unijnej, o tym, że należy coś uczynić z rozdętymi programami socjalnymi, to jednak nikt tego tak naprawdę nie traktował specjalnie poważnie. Nieszczęsny półkrzyż, o którym ciągle tu piszę, umieścił się precyzyjnie na osiach horoskopu euro. Saturn na ascendencie (wizerunek), Uran na descendencie (partnerstwo). Pluton zaś nadal jest blisko Imum Coeli. Ale to jeszcze nie wszystko. Czeka nas bowiem jeszcze jedno kolosalnie ważne rozdanie tego układu. W 2012 roku bowiem na Słońce waluty euro wkracza Pluton, co właściwie oznacza kres unii walutowej, a zatem i zmierzch euro. Dodatkowo w kluczowym dla Unii Europejskiej horoskopie – Niebo w maju 2010Traktatu z Maastricht z 1993 roku – progresywne Słońce przechodzi przez Plutona, co przyniesie również potężny proces transformacyjny. Potęga tych układów robi więc duże wrażenie. Prawdopodobnie zatem olbrzymia interwencja UE i MFW w postaci pomocy dla Grecji zakończy się niepowodzeniem lub okaże się, że inne państwa nazwane pieszczotliwie PIGS (świnie) będą mieć podobne problemy, co w efekcie przyniesie konieczność wyjścia tych krajów z unii walutowej, powrót do swoich starych walut i ich dewaluację. W rezultacie utrzymywanie unii walutowej będzie mieć coraz mniejszy sens i główni sponsorzy tego przedsięwzięcia – Niemcy – sami szybko i po cichu „na jakiś czas” zrezygnują z euro. Półkrzyż przyniesie jednak kolejne problemy ekonomiczne. Piejący z zachwytu nad chińską gospodarką analitycy, którzy szumnie ogłaszają powstanie nowego supermocarstwa, szybkie przegonienie USA, przejęcie roli globalnego lidera są w dużym błędzie. Chiny są skazane na potężny kryzys. Kraj ten nie doświadczył recesji od ponad 20 lat, co nie jest dobre, ale co się już zdarzało w historii gospodarki, jak np. w przypadku USA, które znajdowały się niemal cały czas we wzroście od czasów rewolucji konserwatywnej Ronalda Reagana. Jedno z praw hermetyzmu spisane w Szmaragdowej Tablicy mówi, że „…miara wychyłu w prawo, jest miarą wychyłu w lewo”. Podobna zasada przynależy do kanonu chińskiej filozofii taoistycznej. Szalony rozwój chińskiej gospodarki stał się pretekstem dla podkręcania kolejnych spekulacyjnych baniek a sama gospodarka ChRL jest mocno przegrzana. Koncerny petrochemiczne zaliczyły potężne straty na upadku bańki z zeszłego roku, więc chcą sobie te straty koniecznie odrobić. Cel ten doskonale wyczuły fundusze hedgingowe inwestując setki miliardów dolarów w kontrakty terminowe na ropę, podciągając jej notowania do absurdalnych rozmiarów 90 USD w sytuacji, gdy popyt na ropę naftową niewiele wzrósł. Podobne złośliwe gierki gorący pieniądz z interwencji banków centralnych rozkręcał bańki na innych surowcach, żywności, energetyce odnawialnej. Dodatkowo antykryzysowe interwencje chińskich władz w gospodarkę imponująco wzbudziły wzrost, ale jego rozmiar jest niepokojący. Chiny już niedługo doświadczą pęknięcia bańki spekulacyjnej, przy której amerykańska bańka nieruchomościowa to drobiazg. Kryzys ten będzie mieć kilka faz. Pierwsza, na razie nieśmiała, zacznie się już tej wiosny. Kolejna, mocniejsza – jesienią. Następne – w skali 2-3 lat. W maju lub w czerwcu powinna pęknąć bańka spekulacyjna na ropie naftowej i innych surowcach, a kryzys grecki rozleje się na inne kraje.

Kraj
Pojednanie polsko-rosyjskie nie jest tylko czczą nadzieją i marzeniem przyświecającym Polakom od czasów Giedroycia i paryskiej kultury. To proces, który trwa i którego pozytywnych skutków przecenić nie sposób. W krajowej polityce nietrudno się domyśleć, co zdominuje główny nurt wydarzeń. Jednak masowa patriotyczna histeria, która wybuchła w mediach po katastrofie samolotu pod Smoleńskiem będzie słabnąć, co przełoży się na przesunięcie akcentów bardziej w stronę codziennej pragmatyki ekonomiczno-politycznej. Atmosfera w kampanii wyborczej łagodnieć jednak nie będzie. Horoskop wyborów prezydenckich z 20 czerwca jest wprost najeżony od ciężkich, ostrych, konfrontacyjnych konfiguracji, co przyniesie dużą niespodziankę poprzez wysokie notowania Jarosława Kaczyńskiego w stosunku do Bronisława Komorowskiego. Reszta kandydatów nie będzie się liczyć. Atmosfera przedwyborcza i sama kampania będzie wyjątkowo zjadliwa, złośliwa, agresywna i cyniczna. Zwolennicy Jarosława Kaczyńskiego będą podkręcać spiskowe teorie, podsycać emocje i fobie, co mocno zmobilizuje elektorat głosujący na Kaczyńskiego. Wyborów tych Kaczyński jednak nie wygra, gdyż nawet nie jest to jego celem. Plan to mobilizacja partii przed wyborami parlamentarnymi w 2011. Nie ma jednak mowy o powrocie do władzy Prawa i Sprawiedliwości – przynajmniej w takiej formie. Kwadratura tranzytującego Plutona do Merkurego horoskopu chrztu Polski z 966 roku sprawi, że w kilku kolejnych tygodniach przeleje się przez media wyjątkowa ilość negatywnych emocji, zarzutów, oskarżeń i napaści, jakich już dawno nie widzieliśmy. Maj nie będzie łatwy dla koalicji PO-PSL. Progresywny Księżyc znajdzie się w opozycji do Saturna, co może oznaczać spore problemy i zawirowania na łonie koalicji, oraz nienajlepsze notowania rządu, oraz dalszy wzrost poparcia dla PiS. Mimo to miesiąc ten dla Polski będzie korzystny. Po 29 latach progresywny Księżyc wchodzi na „urodzeniowe” Słońce Polski. Wygląda więc na to, że maj niesie początek ogromnych zmian i przeobrażeń. I to paradoksalnie dużo ważniejszy miesiąc dla Polski z punktu widzenia astrologii, niż kwiecień. Poprzedni raz progresywny Księżyc znalazł się na Słońcu Polski i Medium Coeli tegoż horoskopu w grudniu 1981 roku! Nie ma zatem wątpliwości, przed nami niezwykle ważne wydarzenia i kolosalne przeobrażenia. Kierunek tych zmian to tak naprawdę koniec pewnego etapu dziejów Polski, kres historycznych rozliczeń i emocji, które nadawały główny dyskurs debatom, twórczości i piśmiennictwu od przynajmniej połowy XIX wieku.

Gospodarka
Okres od maja do lipca nie zapowiada się szczególnie pomyślnie i optymistycznie, choć o jakimś poważniejszym kryzysie nie ma mowy. Obawy będą bardziej związane z sytuacją Grecji i wpływem tego kryzysu na inne rejony Europy, niż z jakimiś naszymi, wewnętrznymi problemami. Złoty po pewnych zawirowaniach znów wejdzie w trend wzrostowy, ale czekają nas jeszcze w tym roku spadki notowań rodzimej waluty, które chwilami mogą być spore. Wyniki polskiej gospodarki będą mimo to bardzo dobre, a ambitne plany prywatyzacyjne mocno rozkręcą polski rynek kapitałowy. Na warszawskiej giełdzie maj nie przyniesie jakiegoś szczególnego przełomu. Trygon Jowisza do ascendentu horoskopu WIG20 będzie jednak niósł optymizm i lekkie wzrosty. Większe zawirowania czekają nas nieco później. I dekada miesiąca przyniesie na GPW niewielkie spadki. II niewielkie wzrosty. W III zaś dekadzie maja przeważać będą wzrosty.