Od morowego powietrza uchowaj nas Panie…

Jean Delumeau, wybitny historyk, autor doskonałych prac, m.in. „Cywilizacji Odrodzenia”, „Historii raju” i przede wszystkim – „Strachu w kulturze Zachodu” pisze o histeriach i szaleństwach związanych z zarazami. Najbardziej nękały Europę zarazy przez cztery wieki, między 1348 a 1720 rokiem. Kolejne epidemie cholery, dżumy, tyfusu, dyzenterii i zapalenia płuc, czyli po prostu grypy. Delumeau pisze, że aż do XIX wieku nie znano przyczyn dżumy szukając żródeł zaraz w popsutym powietrzu, szkodliwych wyziewach ziemi i przede wszystkim – w astrologicznych układach i konfiguracjach (J. Delumeau, Strach w kulturze Zachodu, Warszawa 1986, s. 99). Jest zaskakujące, że okresy kiedy szalały epidemie, często nakładają się na okres największej rozpusty, rozpasania i grzechu, o czym świetnie pisał Boccaccio w „Dekameronie”, a same zarazy wyzwalały najgorsze lęki, fobie, strachy i psychozy, jakie tylko drzemią w ludzkiej duszy.

Delumeau, który nie ukrywa swoich astrologicznych fascynacji i często pisze o astrologii (jest autorem wybitnej pracy poświęconej wielkiemu filozofowi i astrologowi Campanelli, która to praca będzie wkrótce wydana w Polsce przez wydawnictwo Znak) w swojej długiej pracy badawczej wiele razy natknął się na teksty i traktaty astrologiczne, i słusznie wskazał na astrologię, jako przyczynę szukania odpowiedzi przez ludzi czasów Średniowiecza i Renesansu na pytanie, skąd biorą się zarazy, epidemie i pomory. W średniowieczu i w czasach późniejszych powszechnie wierzono w to, że te masowe choroby sprowadzają na ludzkość złe fluidy gwiazd, komet i układów planetarnych. Ten atawistyczny lęk przed kosmicznym zagrożeniem ma pewne naukowe podstawy. W XIV wieku, gdy największa epidemia dżumy w niektórych rejonach Europy zabiła 80% populacji, zanotowano pojawienie się dużej komety. Nie jest wykluczone, że w jej ogonie, który liczy kilka milionów kilometrów długości, mogą znajdować się mikroorganizmy (np. wirusy), które dostają się w ten sposób do atmosfery ziemskiej – stąd złowróżbne interpretacje pojawiania się komet w dziejach ludzkości. Ale w 1344, czyli w przededniu ataku dżumy miała miejsca koniunkcja Urana z Plutonem w Baranie, którym włada wojowniczy i krwawy malefik Mars. Właśnie epidemia dżumy w Oranie w latach 40-tych XX wieku jest opNiebo w maju 2009isana w powieści Alberta Camusa jako metafora upadku człowieka, ukazując zarazem, że w takich chwilach ujawniają się najgorsze, najbardziej nikczemne cechy człowieczeństwa. Dokładnie 90 lat temu miała miejsce największa epidemia ostatnich lat – pandemia grypy zwanej hiszpanką, która zabiła 30 mln ludzi. W latach 1919-1920 Wywołał ją wirus H1N1, czyli ten sam, który ujawnił się teraz – w Meksyku. I dokładnie 90 lat temu miała miejsce opozycja Saturna w Lwie i potem w Pannie do Urana w Wodniku i potem w Rybach. Identyczny układ ma właśnie teraz miejsce, tyle że opozycja Saturna do Urana ma miejsce w pasie Panna – Ryby. W 1967 roku grypa Hong Kong zabiła około miliona ludzi. No i znów mieliśmy opozycję Saturna do Urana, tyle że w odwrotnych pozycjach. Saturn znajdował się w Rybach, Uran zaś w Pannie. Tradycyjnie Panna związana jest ze zdrowiem, równowagą psychosomatyczną i homeostazą organizmu. Ryby zaś z lękami, strachem, emocjami, szaleństwem i religią. Nałożenie się tych układów, oraz egzystencjalny, psychiczny, irracjonalny lęk łączą się w budzącą się obecnie histerię i panikę, która ogarnia świat. Epidemia grypy, a jednocześnie silne trzęsienie ziemi, zaczęła się w Meksyku, kraju toczonym wojną między setkami gangów narkotykowych, gdzie codziennie giną w pojedynkach dziesiątki osób. W Meksyku mają też szokujące porwania młodych dziewczyn, których tysiące zostało porwanych, gwałconych i mordowanych. Jeśli potraktować epidemie jako metaforę duchową – obecna epidemia grypy zaczęła się w kraju, w którym bezprawie i przemoc osiągają kosmiczne rozmiary. Media, nauka i medycyna koncentrują się na biochemicznym, objawowym wymiarze doświadczanych przez ludzkość epidemii, w tym obecnej. W tym redukcjonistycznym, materialistycznym modelu odpowiedzialne za epidemie są naturalne mutacje wirusów i bakterii, a zatem wyłącznie biochemiczne modyfikacje DNA wirusów. Jest to taka sama wiara (w potęgę rozumu), jak średniowieczna wiara w to, że bicie w dzwony i gorliwe modlitwy pomagają pokonać morowe powietrze. Jednak poważnym błędem nauki jest właśnie redukcjonizm, sprowadzanie choroby (a zarazem epidemii) do chemii, do ślepej gry chromosomów i aminokwasów. Jednak przez tysiące lat obowiązywał zupełnie inny paradygmat zdrowia i choroby – paradygmat energetyczny. Ale taka właśnie jest koncepcja zdrowia i choroby w medycynie naturalnej, a także w tradycyjnej chińskiej medycynie i w indyjskiej ajurvedzie. Choroba jest to stan umysłu, zaburzenie energetyczne, blokada przepływu energii w czakramach, meridianach, kanałach. Epidemia w zadziwiający sposób pojawia się i w jeszcze bardziej dziwny sposób zanika. W zasadzie powinna się rozwijać w nieskończoność. Nauka nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, dlatego właściwie epidemia się kończy i słabnie. Wirusy, które wywołują epidemię nawet jeśli się zmieniają i mutują to tylko po to, by się jeszcze skuteczniej pokonywać układ odpornościowy człowieka, zwierząt i roślin. Dlaczego w pewnym momencie epidemia się kończy? Biochemicznie nie można tego wytłumaczyć. Astrologicznie i energetycznie – tak. A zatem układy planet nie tyle wyzwalają złe moce poprzez wirusy i mikroorganizmy, co potęgują napięcia, generują pewnego rodzaju procesy psychiczne, energetyczne, kwantowe, które materializują się dopiero w postaci zjawisk przyrodniczych, społecznych, politycznych, psychologicznych – i właśnie epidemicznych. Zaraza jest więc swego rodzaju materializacją procesów energetycznych i psychicznych ludzkiej populacji, manifestacją stanów, które symbolizują układy planetarne w myśl jungowskiej idei synchroniczności zakładającej hermetyczną ideę koincydencji zjawisk zewnętrznych (układy planetarne) ze światem psychicznym (sny, emocje, lęki, pasje).

Niebo w maju
Słońce przebywa w Byku, by 20.05 o godz. 23.52 wejść w znak Bliźniąt. W znaku tym przebywać będzie również Merkury, ale w połowie miesiąca na skutek retrogradacji ponownie wejdzie do Byka. W Baranie znajdą się Wenus i Mars. Jowisz wraz z Neptunem będą w Wodniku, Saturn zaś zakończy retrogradację w Pannie. Uran wędruje w Wodniku, Pluton zaś retrograduje w Koziorożcu. Pełnia Księżyca będzie mieć miejsce 09.05 w Skorpionie, nów zaś 24.05 w Bliźniętach.

Świat w maju
Możliwe, że nowa histeria, która wybuchła w związku z epidemią grypy, nie będzie mieć jakichś poważniejszych skutków, czyli nie przeobrazi się w jakąś dramatyczną pandemię. Kluczem i istotą tego typu procesów jest nie tyle ilość realnych ofiar, która może być rzeczywiście minimalna, ile emocje, informacje, medialne szaleństwo, które obudziło się wraz z samym wydarzeniem. Podobnie było z ebolą, SARS, grypą azjatycką, ptasią, które wywołały masowe histerie i paniki, ale w gruncie rzeczy nie przyniosły jakiejś dużej ilości ofiar. Prawdopodobnie w tym przypadku będzie podobnie i skończy się na medialnym ogłupieniu. By dane doświadczenie wywołało odpowiednią reakcję, ludzie nie muszą umierać jak muchy, wystarczy, że media będą na ten temat trąbić, że ludzie będą na ten temat mówić. Ta sama zasada dotyczy różnych strasznych przepowiedni, jak np. 2012 roku. Na poziomie realnym, rzeczywistym, materialnym, nic szczególnego zdarzyć się nie musi. Cała zaś dramaturgia odbywać się będzie na planie symbolicznym, duchowy, wewnętrznym. Nie można jednak wykluczyć, że jednak do światowej pandemii dojdzie, gdyż jeśli epidemie zdarzały się w historii ludzkości, to nic nie przemawia za tym, by nagle ten cykl się zakończył. Pierwsza dekada maja stoi pod znakiem półkrzyża z dnia 09.05. w tym to czasie będzie mieć miejsce pełnia Księżyca w kwadraturze to koniunkcji Jowisza z Neptunem. I to właśnie w tym czasie będzie mieć miejsce apogeum histerii związanej z epidemią grypy, która raczej zapanuje przede wszystkim w mediach, zdecydowanie mniej w realnej rzeczywistości. Maj przyniesie delikatną kontynuację ekonomicznego optymizmu, który zapanował w kwietniu. Fatalne i pesymistyczne informacje i raporty będą się przeplatać z lekko pozytywnymi, co przełoży się na rynki finansowe i giełdy. W maju rynki będą rosły, ale nie wszystkie i nie jednakowo. Nie ma mowy o powrocie cen ropy naftowej do poziomu 80 USD tak, jak to życzyłaby sobie Rosja. Być może cena ropy mogole będzie mieć tendencje spadkowe lub zatrzyma się na jakichś niskich pułapach i tak już zakończy swój żywot głównego, najbardziej wrażliwego instrumentu światowego handlu. Sytuacja USA wbrew nachalnej propagandzie zwolenników prezydenta Obamy wcale nie będzie się poprawiała, ale nawet wejdzie w kolejną fazę pesymizmu. Pluton w kwadraturze do MC, oraz w opozycji do Wenus horoskopu Niepodległości nie pozostawiają złudzeń, że drukowaniem pieniędzy nikt jeszcze gospodarki nie uzdrowił. USA zapłacą słoną cenę za socjalistyczne eksperymenty w stylu Keynesa, a chwalony pod niebiosa przez wrogów wolnego rynku interwencjonizm Obamy srodze się na Stanach zemści. Gdy świat zacznie wychodzić z recesji, USA będą się uginać pod ciężarem długów. Teraz, gdy należało przeprowadzić radykalną, bezwzględną kurację (Opozycja Pluton do leniwej Wenus) Obama postawił na politykę soft. Pewne zmiany i zderzenie z rzeczywistością będą mieć miejsce we wrześniu, gdy jesienią czeka nas kolejna faza zderzenia z recesją. Ekonomiści zastanawiają się, czy światowa recesja przyjmie formę na wykresie w postaci liter: U, V lub W. Wszystko wygląda na to, że wykres linii kryzysu światowego ułoży się na wzór litery W, a drugi dołek, mniejszy niż z początku roku, przypadnie na jesień – od września do listopada. Może on być jednak niezwykle bolesny dla niektórych gospodarek i państw – właśnie dla USA, Niemiec, Włoch, Hiszpanii, Litwy, Ukrainy, Japonii, Rosji, generalnie prawie całej gospodarki UE, ale i dla Chin, które wreszcie ujawnią prawdziwy rozmiar pogorszenia swojej sytuacji. I właśnie jesienią dojdzie do najbardziej spektakularnych zmian i przeobrażeń będących konsekwencją światowego kryzysu. Słabnąć będzie pozycja premiera Putina, który stopniowo tracić będzie wpływy na rzecz Dmitrija Miedwiediewa, który przejdzie do ofensywy w przyszłym roku. Putin nie zostanie już prezydentem Rosji. Łukaszenka, który czuje, że grunt pali mu się pod nogami, zaczyna wykonywać nerwowe ruchy. Pluton na Marsie, Uran w opozycji do Księżyca i progresja Słońca w Skorpiona nie dają mu najmniejszych szans na jakikolwiek sukces polityczny. Pod koniec miesiąca po raz pierwszy Jowisz wejdzie w koniunkcję z Neptunem Wodniku, co może oznaczać, że temat lęków, strachów, masowych fobii i szaleństw rozpoczętych przez epidemię grypy dopiero przed nami. Jowisz trzykrotnie wejdzie w koniunkcję z Neptunem w 2009 roku, więc czeka nas jeszcze sporo różnych dziwnych wiadomości i strachów, o których tak znakomicie pisał Jean Delumeau w „Strachu w kulturze Zachodu”.

Kraj
Nikt oczywiście nie zakładał, że kampania do europarlamentu będzie łagodna i spokojna. W maju będzie pod tym względem bardzo gorąco. Jednak fatalne, wyjątkowo ciężkie konfiguracje w horoskopach Kaczyńskich nie dają najmniejszych złudzeń związanych z wynikiem wyborów i z przyszłością PiS. Partia ta zmierza ku rozpadowi, konfliktom, kłótniom i waśniom. Ma rację prof. Jadwiga Staniszkis prognozując, że Lech Kaczyński może nie wystartować w wyborach prezydenckich w 2010 roku. Ale on może do tego czasu nawet zrezygnować z urzędu – przede wszystkim z powodów zdrowotnych. PO i sam Donald Tusk mają swój dobry czas, który może potrwać nawet kilka lat, ale nie jest stuprocentowo pewne, że Tusk weźmie udział w wyborach prezydenckich. Nie jest wykluczone, że czeka nas tu jakaś niespodzianka, ale będziemy jeszcze o tym pisać. PO mimo ekscesów Palikota trzymać się będzie dość stabilnie. W najbliższym czasie nie powstanie dla niej jakaś większa konkurencja. Prawdopodobnie PO po kilku latach zacznie murszeć i słabnąć, ale o jakimś spektakularnym sukcesie opozycji (z lewej lub prawej strony) nie ma mowy, więc PO może rządzić samodzielnie lub w koalicjach do nawet 2020 roku, gdy Polska zaliczyć może jakiś bardzo głęboki i ciężki kryzys. Z każdym miesiącem pojawiać się będzie coraz więcej optymistycznych sygnałów dotyczących polskiej gospodarki. Nie ma mowy o recesji w Polsce, którą zapowiadają eksperci MFW i Komisji Europejskiej. Szkoda, że ci analitycy nie potrafili przepowiedzieć światowego kryzysu dwa lata temu, gdy wszystko się wspaniale rozwijało. Polska ma nadal realną szansę na wzrost PKB w 2009 roku i to nie 1%, ale nawet ponad 2%. Już od maja, a zwłaszcza w II połowie roku wzrok światowej finansjery i analityków skieruje się na Polskę, jako jeden z niewielu krajów na świecie, który będzie mieć wzrost gospodarczy, którego gospodarka nie wykazywać będzie jakichś dramatycznych efektów kryzysu. Przyniesie to bardzo dobre opinie agencji raitingowych, wzrost inwestycji, poprawę bilansu płatniczego, stabilizację wskaźników bezrobocia, uspokojenie i wzrost kursu Złotego. I choć czekają nas jeszcze spore kłopoty jesienią między wrześniem a listopadem, to jednak twarde dane nie będą już pozostawiały wątpliwości, że Polska świetnie daje sobie radę ze światowym kryzysem. W 2010 rok wejdziemy już w zdecydowanie lepszych nastrojach. W maju na warszawskiej giełdzie będzie panować optymizm. I dekada miesiąca przynieść może korektę spadkową, ale w II i III dekadzie miesiąca wskaźniki znów pójdą w górę, a Złoty znów się wzmocni. Pogoda w maju będzie zdecydowanie inna niż w spokojnym, ale bardzo suchym kwietniu. Będzie to miesiąc bardzo kapryśnej aury. Liczne burze, częste opady, silne ochłodzenia i chwilami tropikalna pogoda sprawiają, że natura może nam sprawić sporo problemów. Musimy się liczyć z potężnymi lokalnymi nawałnicami, które przyniosą gwałtowne, choć na szczęście lokalne powodzie. I dekada miesiąca będzie raczej chłodna, pochmurna i deszczowa. Potem może być dużo cieplej i bardzo burzowo.