O Plutonie, co włada podziemnymi skarbami

Pytanie dla fanów twórczości J.R.R. Tolkiena: co spowodowało katastrofę krasnoludów, ich wspaniałego królestwa Erebor i Morii? Jak pisze Tolkien, była nią rządza bogactwa, chciwość, szaleństwo, które ogarnęło krasnoludów, którzy – jak w amoku – kopali coraz głębiej w poszukiwaniu bogactw, złota, drogocennego kruszcu mithrilu. W ten sposób obudzili najciemniejsze bestie z pradawnych czasów, m.in. Balroga. To ta żądza i namiętność stała się przyczyną katastrofy, jaką było przybycie do Ereboru smoka Smauga, który zagrabił skarby i złoto krasnoludów.

W wielu mitologiach pod ziemią znajduje się kraina zmarłych: tartar, szeol, hades, piekło i czyściec, sumeryjski kur, ale też tajemniczy, niezwykły świat, jakim jest Agharta, siedziba Włady Świata – jedno z ulubionych w spiskowych teoriach mitycznych miejsc. Światem podziemi rządził Hades, czyli rzymski Pluton. Kojarzone z nim były też inne chtoniczne bóstwa, jak Tanatos (gr. Śmierć), Charon, nordycka Hel, hinduistyczny Jama, będący psychopomposem Hermes, Anubis i Neftyda.

PROGNOZA WIDEO NA LISTOPAD

 

http://youtu.be/i64aozHC5Bs

W ziemi grzebiemy zmarłych, ale też znajdujemy skarby. Kopiąc w ziemi odkrywamy tajemnice, świat przeszłości. Jednak odkrycia te częściej przynoszą nam nieszczęścia i problemy, niż pomyślność i błogosławieństwo. Stąd niezwykła przesądność górników, rozbudowany system przesądów, zwyczajów, zasad, oraz silna identyfikacja grupowa.

Te idee w astrologii wyobraża Pluton. I choć jest nowo odkrytą planetą (lata trzydzieste XX w.), szybko uosobił chtoniczne, transformacyjne, związane ze śmiercią, przemijaniem, rytuałami przejścia obrzędy, ceremonie, procesy i doświadczenia. Pluton w astrologii odpowiada za najgorsze… i za najlepsze rzeczy. Jego ciemne, ponure, przerażające oblicze związane jest z tym, że jest strażnikiem jungowskiego cienia, mroku, najbardziej ciemnych, przerażających aspektów ludzkiej natury. A zatem przypisuje się mu takie kategorie, jak: przemoc (w  tym seksualną), zbrodnie, ludobójstwo, rasizm, nazizm, radziecki komunizm i bolszewizm, obozy koncentracyjne, wojenne egzekucje, organizacje przestępcze, masową kontrolę społeczną, inwigilację i służby specjalne, zbiorowe psychozy, epidemie, religijną przemoc i fundamentalizm. Paradoksalnie Pluton to także patron wielkich bohaterów, liderów i herosów, proroków i przewodników, ponadprzeciętnych wodzów i wojskowych przywódców, partyzantów, szamanów, psychoterapeutów i uzdrowicieli. Pluton to planeta mocy – wielkiej mocy. Niejeden chce ją posiąść, każdy jest pewny, że wykorzysta ją w dobrym celu, a przynajmniej wydaje mu się, że może ją okiełznać. Dlatego w Tolkienowskiej trylogii pierścień władzy był tak niewyobrażalnym obiektem pożądania. Jednak niemal każdego posiadanie tegoż pierścienia czyniło bestią z piekła rodem, ściągając zło, przemoc i śmierć – na jego posiadacza również (Isildur).

Pluton rządzi skarbami, które znajdują się pod ziemią. Wszyscy ich pragniemy, pożądamy, marzymy o nich i śnimy. Gdy zaś je zdobywamy – rzadko nam to wychodzi na dobre. Oczywiście nie byłoby postępu ludzkości  bez opanowania technologii produkcji żelaza i innych metali, korzystania z węgla kamiennego. Jednak niemal zawsze, gdy jakaś społeczność dostawała w prezencie od losu wielkie bogactwo, było to przyczyną jej nadchodzącej zguby. Co innego, gdy bogactwo jest efektem ciężkiej pracy, innowacyjności, myślenia, nauki, wspólnotowych, kooperujących przedsięwzięć. Inaczej zaś, gdy wynika z losu, szczęścia, nagłego wzbogacenia. Te fenomeny są doskonale opisane. Przypadki wygrania wielkich fortun w grach losowych lub dziedziczenia wielkich majątków, szybkie kariery gwiazd estrady, sportu, mediów. Dość pospolite surowce, jak węgiel, siarka, miedź, rudy metali (uran, żelazo), nie powodują takich destrukcyjnych konsekwencji dla ich posiadaczy. Ich przeróbka wymaga dużych nakładów, sprawnego przemysłu, wysoko wykwalifikowanych zasobów ludzkich i intelektualnych. Poza tym to żmudna, ciężka i trudna praca. Wiele państw rozwinęło się doskonale, mimo, że nie posiadają wielkich zasobów naturalnych (Japonia, Korea, Indie, Szwajcaria, kraje skandynawskie). Prawdziwym wyjątkiem jest Norwegia, która dochody z gazu i ropy naftowej wpłaca na specjalny fundusz inwestycyjny, więc pieniądze te nie wpływają na rynek niszcząc go spekulacyjnym wzrostem ceny waluty, drożyzną, zarżnięciem przemysłu i usług.

W ekonomii mówi się o tzw. chorobie holenderskiej, klątwie surowcowej lub tzw. paradoksie bogactwa. W kraju, w którym pojawiają się nagle wielkie dobra – zwykle właśnie jest to związane z jakimiś bogactwami naturalnymi – zaczynają się dziać bardzo złe procesy gospodarcze. Gdy w XVII wieku do Hiszpanii napłynęły olbrzymie ilości azteckiego złota, nikomu nic się nie opłacało produkować, gdyż łatwy pieniądz zachęcał do importu. W konsekwencji Hiszpania ekonomicznie popadła w ruinę na długie lata, a wraz z nią jej potęga i imperium. Gdy w latach sześćdziesiątych w Holandii odkryto duże złoża gazu, wiele dziedzin gospodarki zaczęło się kurczyć, ceny rosły, produkcja przestała być opłacalna. Obywatele krajów, które posiadają duże zasoby naturalne, niekoniecznie na tym zyskują. Rządy albo uprawiają polityczny populizm (Meksyk, Wenezuela), kupują pokój społeczny (Kuwejt, Arabia Saudyjska) albo umacniają swoją władzę budując imperia (Rosja). Tam, gdzie pojawiają się złoża jakichś cennych surowców, zaczynają się tworzyć niezwykle toksyczne mechanizmy. Czy bogate w cenne diamenty Liberia, Kongo, Burkina Faso, Wybrzeże Kości Słoniowej, Sierra Leone to kraje zasobnych i szczęśliwych obywateli? Tam, gdzie odkrywane jest złoto, gaz, ropa naftowa, diamenty, zaczyna być niewesoło. Często jest to początek wojen, zamachów i upadku porządków. To pieniędzmi z wydobycia diamentów finansowane są afrykańskie wojny przy pomocy międzynarodowej mafii, oraz tajnych służb, sowicie korumpując lokalne i centralne władze w państwach Afryki. To dzięki wielkim zasobom ropy naftowej Wenezuela może utrzymywać swoje populistyczne rządy, choć paradoksalnie jest to biedny kraj ze zrujnowaną gospodarką, ale zarazem czołowy sponsor południowoamerykańskiego socjalizmu. Olbrzymie bogactwa ze sprzedaży ropy naftowej idą na utrzymywanie monstrualnych dynastii w krajach arabskich i były podstawą rządów Mubaraka w Egipcie, Husseina w Iraku, Kaddafiego w Libii. Dzięki tym pieniądzom Saudowie i pomniejsi władcy krajów arabskich mogą kupować spokój społeczny, a przy okazji sowicie opłacając międzynarodówkę terrorystyczną. Muzułmański fundamentalizm i terroryzm, który wybuchł w zasadzie w skali ostatnich dwudziestu lat, to konsekwencja wielu dramatycznych, nierozwiązanych problemów na Półwyspie Arabskim, które to problemy konserwuje renta z ropy naftowej. I nawet demokratyczne kraje, wraz z ich instytucjami, w dążeniach do kontroli nad surowcami potrafią robić bardzo brzydkie rzeczy  (słynne operacje CIA i MI6).

Jednak pokusa, by korzystać z łatwych pieniędzy z gazu i ropy jest ogromna. To dzięki tym pieniądzom Związek Radziecki (oraz dzięki grabieniu swoich sojuszników, w tym Polski) mógł w latach siedemdziesiątych rozwijać potężne zbrojenia. Już wtedy narodziła się w ZSRR strategia, by uzależnić Zachód od rosyjskiego gazu i ropy. Taktyka ta mocno się rozwinęła po upadku ZSRR, zwłaszcza w latach panowania obecnego prezydenta Rosji Władymira Putina. To właśnie te pieniądze pozwalają Putinowi uprawiać imperialną politykę, straszyć Zachód, Gruzję, Mołdawię, Kazachstan, Ukrainę. Rosja bez ropy i gazu jest ekonomicznym nędzarzem. O ile arabowie dochody z węglowodorów wykorzystują na fundowanie luksusów dla panujących dynastii, to jednak również dokonują wielu inwestycji, tworzą instytucje i fundusze kapitałowe, które mają za zadanie zabezpieczyć ich, gdy skończą się dochody z ropy i gazu. Rosja nic takiego nie robi. Dochody z ropy i gazu zasilają kieszenie funkcjonariuszy służb specjalnych, podporządkowanych władzy gorliwych urzędników, nabijają kabzę oligarchom, pozwalają uprawiać agresywną, imperialną politykę. Rosja, która ma niewyobrażalne bogactwa, olbrzymią powierzchnię, oraz blisko 150 mln obywateli, ma PKB wielkości Holandii lub Włoch. Posiada zaś potężną armię i środki masowej zagłady.

Patologie, które są konsekwencją wydobywania surowców naturalnych, kontroli ich wydobycia, władzy nad dochodami, przynoszą światu ogromnie wiele zła. Większość konfliktów drugiej połowy XX i pierwszych lat XXI wieku, miała w tle jakieś zależności związane z surowcami, sponsorów, którzy albo posiadali, albo chcieli zdobyć zasoby surowcowe. Wojny handlowe, protekcjonizm, kontrola nad społeczeństwem, korupcyjne układy, terroryzm, utrwalanie władzy autokratów i despotów – manipulacje cenami ropy, a w ostatnich kilkunastu latach – także gazu – zaczęły być skutecznym narzędziem w polityce międzynarodowej. Dwa kryzysy naftowe (1973 – wojna Jom Kippur, 1979-1982 – rewolucja irańska). Przykłady? Rosyjskie naciski na Białoruś i Ukrainę w postaci odcinania dopływu gazu, a także antykomunistyczna kampania prezydenta USA Ronalda Reagana, który wykorzystując amerykańskie wpływy w krajach arabskich doprowadził do znacznego obniżenia cen ropy, co wykończyło ekonomiczne Związek Radziecki. Wcześniej Związek Radziecki, a potem Rosja wydały miliardy dolarów na wielkie kampanie antyatomowe sowicie wspierając organizacje ekologiczne. Straszenie atomem, wyolbrzymianie skutków katastrofy w Czarnobylu, wykorzystanie armii usłużnych ekologów i pacyfistów, którzy świadomie lub nie wykonywali politykę Kremla (słynne antywojenne wielkanocne marsze z lat osiemdziesiątych), straszenie efektem cieplarnianym – Moskwa konsekwentnie dąży do uzależnienia Zachodu o gazu i ropy.

Świat zmierza w kierunku Ery Wodnika wspierając takie kategorie, jak współpraca, porozumienie, dialog, demokracja, wolność, wspólne dobro, postęp, nowoczesność, rozwój. Naukowcy, fizycy i inżynierowie intensywnie pracują nad nowymi technologiami jądrowymi i termonuklearnymi. Są to zwłaszcza reaktory nuklearne czwartej generacji, reaktory powielające, solne, ciekłe, torowe, a przede wszystkim niezwykle zaawansowane prace nad reaktorem termojądrowym. Zdecydowanie bardziej bezpieczne, zdecydowanie mniej szkodliwe, dużo bardziej efektywne energetycznie, z pewnymi cudownymi własnościami – produkują więcej paliwa, niż otrzymują. Era Wodnika nie będzie czasem powrotu do jaskiń i walki z cywilizacją, co czynią najbardziej skrajni fundamentaliści nowej religii, pod nazwą antropogeniczny CO2 i efekt cieplarniany. Technologie umożliwią harmonijne współżycie cywilizacji z naturą, bezpieczną i tanią produkcję energii.

Spadające ceny ropy naftowej na światowych rynkach, co w konsekwencji będzie mieć również wpływ na ceny gazu, to nie tylko zwykła gra popytu i podaży. Ceny ropy (i gazu) były sztucznie zawyżone przez traderów, którzy inwestowali drukowane w dużych ilościach dolary w instrumenty pochodne oparte na surowcach. Ale łatwość w manipulacji cenami ropy i gazu związana była również z tym, że USA niezwykle mocno potrzebowały ropy, gdyż ich zasoby zaczęły się mocno kurczyć już od lat sześćdziesiątych XX wieku. To pożądanie ropy sprawiło, że Stany Zjednoczone – niosące sztandar wolności, dekomkracji i praw człowieka – uwikłały się w wiele paskudnych, toksycznych układów i interesów, ze zbrodniarzami, dyktatorami i despotami, w liczne konflikty, wojny, akcje wywiadów. Podobną politykę zaczął prowadzić ZSRR, a potem Rosja. Bezwzględna, okrutna, niszcząca środowisko, relacje międzyludzkie i przesiąknięta żądzą  taktyka wielkich koncernów naftowych, sowicie korumpujących polityków Doszła do tego monopolistyczna polityka organizacji eksporterów OPEC, co sprawiło, że ropa stała się wręcz synonimem przemocy, polityki, władzy, destrukcji i wojen.

Świat się jednak zmienia. Światowy kryzys spowodował, że globalna gospodarka zmniejsza zapotrzebowanie na ropę stawiając na oszczędność, oraz alternatywne źródła energii. Doszła do tego rewolucja łupkowa, która uruchomiła olbrzymie zasoby ropy i gazu, o których naukowcy wiedzieli od bardzo dawna, ale nie potrafili się do nich dobrać. USA stają się samowystarczalne energetycznie, a tania ropa i gaz rozkręcają amerykańską gospodarkę. USA zacznie zmniejszać swoje zainteresowanie utrzymywaniem status quo na Półwyspie Arabskim, nie będzie już musiała aż tak bardzo podtrzymywać swoich interesów w tym rejonie świata. To wielki cios dla żyjących jedynie z gazu i ropy państw: Wenezueli, Iranu, ale przede wszystkim – dla Rosji, której mocarstwowe zapędy i ambicje za chwilę legną w gruzach jej zapadającej się gospodarki. Dramatycznie spadająca cena rubla wobec reszty walut, topniejące zasoby rezerw walutowych, nadciągająca recesja, lecący w dół wskaźnik rosyjskiej giełdy RTS ( w tym roku już -30%) to bardzo złe wieści dla imperialnych dążeń Putina. To tragiczne wieści dla irańskich strażników rewolucji, którzy stracą ważny instrument kontroli nad społeczeństwem. To koniec populistycznego socjalizmu w Ameryce Południowej, który mógł być utrzymywany dzięki wenezuelskiej ropie, więc komunistyczny reżym, jakim jest Kuba, za chwilę runie w gruzy. To także początek wielkich zmian na Półwyspie Arabskim, gdzie rządzą konserwatywne, teokratyczne reżymy, trzymające społeczeństwa pod religijną, surową kontrolą. Ich przedstawiciele zaś opływają w luksusy i bynajmniej nie prowadzą ascetycznego życia. Przed nami wielkie zmiany

Niebo w listopadzie
Słońce przebywa w znaku Skorpiona, by 22.11 o godz. 10.39 wejść w znak Strzelca. Z Wagi, przez Skorpiona, po Strzelca przewędruje Merkury. Ze Skorpiona do Strzelca przejdzie również Wenus. Mars wraz z Plutonem wędrują przez Koziorożca. Jowisz znajduje się w Lwie, Saturn zaś w Skorpionie. Uran retrograduje w Baranie, Neptun zaś w Rybach, ale 16.11 zmienia ruch na postępowy. Pełnia Księżyca będzie mieć miejsce 06.11 w Byku, nów zaś 22.11 w Strzelcu.

Świat w listopadzie
Listopad przyniesie kontynuację pewnych pozytywnych trendów, które pojawiły się w październiku po niezwykle pomyślnym wielkim trygonie ognistym. Uspokojenie sytuacji na Ukrainie, chłodzący rozpalone czoła rosyjskich generałów spadek cen ropy i rubla, wreszcie jakaś skoordynowana akcja przeciwko fanatykom muzułmańskim z ISIS, co ich nieco pohamowało. Generalnie zastopowana została niebezpieczna eskalacja napięcia, która rozkręcała szaleństwo w wielu rejonach świata. Nie ma  listopadzie zbyt wielu przełomowych układów i konfiguracji. Jednak interesująca jest koniunkcja Marsa z Plutonem w Koziorożcu. Nie jest to może specjalnie rzadki aspekt, gdyż Mars co dwa lata spotyka się z Plutonem (dwuletni cykl tranzytu Marsa). JednakNiebo w listopadzie 2014dotychczasowe spotkania Marsa z Plutonem były w ciekawych momentach. Poprzednia to jesień 2012 – apogeum szykowania się do obchodów „końca świata” w ramach kończącego się kalendarza majów. Wielu ludzi naprawdę uwierzyło, że świat się kończy, albo że co najmniej będzie jakieś wielkie „bum!”. Wcześniej – jesień 2010 – w Polsce mamy rozkręcającą się psychozę smoleńską, początek serii helowo-trotylowych teorii Macierewicza. Jeszcze wcześniej – pierwsze spotkanie Marsa z Plutonem w Koziorożcu, zaraz po ingresie Plutona w Koziorożca, to końcówka roku 2008, a zarazem początek światowego kryzysu.

Kolejne spotkanie Marsa z Plutonem w Koziorożcu znów nałoży się na nowe, widowiskowe procesy przemian. Globalnie Koziorożec zarządza centralnymi instytucjami, państwem, władzą, bankami narodowymi, systemami walutowymi, porządkiem społecznym. Pozostanie tam do roku 2024. Omawiane w pierwszej części prognozy transformacyjne działanie Plutona na ważny obszar otaczającej nas rzeczywistości – energetykę i surowce, przybierze w kolejnych miesiącach konkretne rozmiary. Spadające ceny ropy będą źródłem potężnych problemów dla wielu państw i firm, a zarazem wytchnieniem dla tych, którzy byli mocno zależni od widzimisię wielkich bossów siedzących na ropie i dyktujących światu swoje warunki.

W połowie miesiąca kwadratura Marsa do Urana przyniesie jakieś dramatyczne wydarzenie pogodowe lub katastrofę komunikacyjną. Spore zawirowania pogodowe zaś czekają nas w III dekadzie miesiąca. Nów Księżyca w koniunkcji z Saturnem i w kwadraturze do Neptuna przynieść może w Europie duże zamieszanie, oraz spory atak zimy.

Kraj
Ciężka i trudna dyrekcyjna koniunkcja Słońca z Saturnem w horoskopie chrztu Polski słabnie z każdym miesiącem, co już zaczyna przynosić pierwsze efekty. Wygląda na to, że zaczyna zarazem słabnąć wojna polsko-polska, która zaczęła się mniej więcej w roku 2005, a jej apogeum było między rokiem 2010 a obecnym 2014. Pewne pojednawcze gesty Jarosława Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem i Ewą Kopacz to może być tylko taktyczna zagrywka. Kaczyński czuje, że nic nie ugra eskalując napięcie, bo już się wypaliła pewna energia, która napędzała polityczne rozgrywki. Ale jednak w kraju zaszły duże zmiany. Zejście z krajowej sceny jednego z bohaterów politycznej wojny – awans Tuska do Strassburga – sprawiło, że dawna, ostra, konfrontacyjna retoryka i podgrzewanie takich emocji już nic nie da, już się skończyło. Wynik wyborów samorządowych nie będzie jakąś niespodzianką. Wszyscy na swój sposób będą zadowoleni, a wyłonienie wyraźnego zwycięzcy właściwie nie będzie możliwe. Pomyślny trygon Saturna do Słońca szefa PSL Janusza Piechocińsakiego sprawia, że ludowcy mogą osiągnąć całkiem niezły wynik. Rewolucji w samorządach w każdym razie nie będzie. Polityczny huragan czeka nas dopiero w przyszłym roku – po wyborach prezydenckich i parlamentarnych.

Jowisz na ascendencie horoskopu Polski sprawia, że nasza rola na polu międzynarodowym mocno wzrośnie, a nasze ostatnie sukcesy w sporcie nie są przypadkowe. Wkraczamy w bardzo dobry dla Polski czas, a wieczni malkontenci, płaczki i czarnowidze zejdą nieco na drugi plan.

Pogoda w listopadzie będzie dość stabilna i stosunkowo ciepła. Mocno się pogorszy  po 20 listopada, gdy jest możliwy nawet atak zimy.

Gospodarka
Kompletnie idiotyczny temat tzw. pakietu klimatycznego na szczęście skończył się dla nas pomyślnie. Do 2030 roku uzyskaliśmy przywileje (wolne kwoty emisyjne CO2), więc nie grozi nam ekonomiczny i finansowy dramat związany z koniecznością zamykania kluczowych elektrowni i likwidowania licznych energochłonnych przedsiębiorstw. Zaś do 2030 roku kwestia efektu cieplarnianego zostanie definitywnie pogrzebana, co poprzedzi dramatyczne załamanie na rynku tzw. zielonej energii i technologii służącej do jej pozyskiwania, które będzie przypominać katastrofę kredytów subprime w 2008 w USA, a zarazem było początkiem światowego kryzysu.

Dobre wyniki PMI za październik sprawiają, że ostatni kwartał roku przyniesie spory wzrost PKB, eksportu, poprawę bilansu płatniczego, spadek długu i bezrobocia. Mocno rozkręci się handel na warszawskiej giełdzie, a listopad przyniesie spore wzrosty. Wzmocni się również złoty po okresie sporych spadków, ale nasza waluta jeszcze będzie przeżywać huśtawki, tyle, że dopiero w przyszłym roku.