Zaraza warzywna

Europejskie instytuty medyczne, potężne ośrodki badawcze i uniwersyteckie wyspecjalizowane w biofizyce, genetyce i kontroli sanitarnej bezradnie patrzyły na rozlewającą się epidemię zarażenia bakterią pałeczki okrężnicy Escherichia coli. Skądinąd dobrze znana nauce bakteria nagle przeobraziła się w straszliwą bestię, która siała zniszczenie zarażając kilka tysięcy osób i zabijając kilkadziesiąt osób – przede wszystkim w Niemczech. Jak to się stało, że w jednym z najbardziej wzorcowych pod względem porządku, dyscypliny, ładu, drobiazgowych przepisów i reguł kraju – unijnej lokomotywie – doszło do takiej historii? Naukowcy bezradnie rozłożyli ręce. Nie wiedzą bowiem, co sprawiło, że doszło do tej epidemii, gdzie znajduje się jej źródło, jaki jest łańcuch epidemiologiczny, co zmutowało bakterię E.coli? Biochemicy zapewne długo się będą biedzić na genetyką tejże bakterii, a unijni urzędnicy zajmujący się polityką sanitarną znów wypocą kolejne tomy rozporządzeń i przepisów. Co rusz ogłaszano kolejnych skazanych. A że winnych trzeba było znaleźć za wszelką cenę, szukano ich z zapiekłością i determinacją. A to były to hiszpańskie ogórki, a to znowu kiełki z Niemiec, potem jeszcze podejrzenie padło na holenderskie pomidory i tak cyrk z szukaniem winnych trwał w najlepsze.

W XXI wieku – w erze dominacji nauki i jej potęgi, naukowcy i instytuty badawcze bezradnie rozkładały ręce w odpowiedzi na pytanie: co się stało, kto jest winny? I mimo tego, że pojawiło się wiele opracowań i hipotez na temat źródła zarażenia, to naukowcy po prostu boją się przyznać do tego, że tak naprawdę to nie wiedzą, co się stało. Co by pomyślała sobie europejska opinia publiczna, gdyby się okazało, że „nie wiemy”? Ależ my musimy wiedzieć, mamy monopol na rację, za nami stoi nauka, uniwersytety, autorytety naukowych guru tłumaczących nam, do mamy robić, czego zaś nam nie wolno. Ta właśnie przypadłość stała się jednym ze źródeł kretyńskiej, chorej, ideologicznej koncepcji globalnego ocieplenia wywołanej produkcją CO2 przez przemysł. Jakże bowiem możemy się przyznać do tego, że nie wiemy? Że jesteśmy bezradni wobec pewnych problemów? Że zachodni europocentryzm i dogmat o nieomylności nauki wszystko nam zawsze wytłumaczy i wyjaśni? Przyczyna epidemii bakterii E.coli jest inna. To nie kwestia wyłącznie braku higieny, w Niemczech – w najbardziej czystym i pedantycznym społeczeństwie tej planety? Jednak w tej historii interesując jest coś zupełnie innego. Sam mechanizm epidemii. Jak one powstają, dlaczego, co je wywołuje, oraz to, że mają one wymiar nie tylko biochemiczny, ale również inny – energetyczny, informacyjny, kwantowy, duchowy.

Jean Delumeau w swojej głośnej pracy „Strach w kulturze Zachodu” doskonale opisał lęki nękające Europę. Autor pisze, że np. dżuma nękająca Europę od VI do XVI wieku miała zadziwiająco regularną okresowość. Epidemie miały bowiem swoje szczyty od dziesięciu do dwunastu lat (str. 96). Zgadnij czytelniku, z czym nam się kojarzy cykl 10-12 letni? Oczywiście z cyklami aktywności słonecznej, odkrytymi w XVI wieku. Średni cykl aktywności słonecznej wynosi około 11 lat! Te zaś mają inne jeszcze źródło. Nauka jest bowiem całkowicie bezradna w odpowiedzi na pytanie, skąd ta regularna cykliczność słonecznej aktywności (plam na powierzchni Słońca). W latach pięćdziesiątych XX wieku brytyjski astronom John Nelson (Playfair, Hill, Cykle Nieba, Warszawa 1984) odkrył zadziwiającą dla astronoma prawidłowość polegającą na tym, że średni jedenastoletni cykl aktywności słonecznej idealnie nakłada się na heliocentryczne aspekty Jowisza i Saturna – koniunkcje (0 stopni) i opozycje (180 stopni). Zauważono również wpływ kwadratur (90 stopni). Jednak w cyklach słonecznych zdarzają się okresy bardziej intensywne, a także takie, w których aktywność Słońca spada do bardzo niskich wartości – minimum Maundera okres trwający od 1645 do 1717 roku, podczas którego zaobserwowano znacznie mniej plam słonecznych). Mniej lub bardziej silne okresy aktywności słonecznej wzmacniały bowiem heliocentryczne aspekty innych planet. I napisał to astronom!

Delumeau pisząc o epidemii dżumy ujawnia, że do XIX wieku nie znano przyczyn zarazy. Najpopularniejsza w średniowieczu i renesansie teoria związana była ze „zgubnymi koniunkcjami astralnymi”, czyli czynnikami astrologicznymi (str. 99). Potem odkryto pałeczkę bakterii odpowiedzialnej za zarazę. Od tego momentu zwycięski pochód w nauce symbolizowała biochemia. Źródła epidemii zostały jasno określone i nazwane. Nie były to już żadne komety, planety, złe wyziewy, morowe powietrze. Czysta biochemia. Bakterie, wirusy, riketsje, ich DNA, mutacje, zmiany w chromosomach. Nadal jednak nauka nie jest w stanie odpowiedzieć na kilka kluczowych pytań. Dlaczego epidemie pojawiają się w określonym czasie, skąd niezwykła regularność niektórych epidemii (11 letnie cykle dżumy w dawnej Europie), oraz dlaczego epidemia się po prostu kończy. De facto epidemia powinna rozrastać się w nieskończoność i wszystkie osobniki – o ile nie zginą, to przynajmniej doświadczą infekcji, którą zwalczą, a zarazem nabiorą odporności. Tak się jednak nie dzieje. Epidemie wybuchają i w pewnym momencie się załamują. Właściwie bez powodu i nie wiadomo dlaczego.

Od kilku miesięcy Słońce „przebudziło się” i astrofizycy zauważyli wyraźny wzrost jego aktywności po kilku latach spokoju. Nie musi to oczywiście oznaczać związku z ostatnią epidemią pałeczki okrężnicy, ale na pewno przynieść może falę podobnych zjawisk i wydarzeń (w czerwcu miały miejsce dwa zaćmienia – złowróżbne w tradycji astrologicznej). Jeśli zatem „gwiazdy” mają wpływ na epidemie, to jaki? Jeśli Słońce zaczyna się „burzyć” i złościć, to trudno, by nie działo się to z całą biosferą Ziemi, a więc z naturą, roślinami, zwierzętami i w końcu z ludźmi. Epidemie to ostatnie ogniwo długiego łańcucha, który ma swoje etapy i momenty zwrotne. Jeśli silne, nieharmonijne układy planetarne, wpływają na energię różnych procesów dziejących się na Ziemi, a więc wpływają na wydarzenia, zjawiska, geofizykę, biofizykę, emocje i zachowania świata nieożywionego i żywego, to znaczy, że ta energia zmaterializuje się w postaci określonych wydarzeń, sytuacji i zjawisk. Tak jak choroba w ciele – według zasad medycyny naturalnej – jest konsekwencją pewnych negatywnych wpływów – z reguły emocji, destrukcyjnych myśli, szkodliwych substancji, złego odżywiania i trybu życia – tak epidemia jest pewną materializacją destrukcyjnych, szkodliwych, toksycznych mechanizmów, które dzieją się na danym obszarze i wpływają na żywe istoty. Z tego zatem punktu widzenia, np. epidemia AIDS nie jest efektem tajnych badań laboratoryjnych w USA, jakie to wieści produkowały radzieckie służby specjalne. Nie jest też karą za grzech sodomii, jak to ogłaszali fundamentaliści chrześcijańscy, gdyż AIDS rozszerza się obecnie najbardziej w środowiskach heteroseksualnych, a zarażane wirusem są dzieci, którym przetaczana jest krew, ofiary gwałtów i przemocy seksualnej w Afryce. AIDS jest, wg koncepcji duchowych, materializacją potępienia, poczucia winy, grzechu i odrzucenia, w jakim to początkowo żyli homoseksualiści, a potem inne osoby, naznaczone piętnem niemoralnych, grzesznych zachowań.

Ostatnia epidemia związana z pałeczką E.coli jest też manifestacją pewnego rodzaju procesu, jakim jest postępująca chemizacja hodowli roślin, maksymalizacja produkcji przy spadającej jakości i wartości odżywczej. Każdy, kto jadł holenderskie pomidory lub ogórki, doskonale wie, o co chodzi. To już nie są warzywa. To produkty inżynierii i biochemii, nafaszerowane chemią, pestycydami, rosnące na wacie mineralnej, bez kontaktu z ziemią. To z punktu widzenia energii martwe tkanki, bezwartościowe, sztucznie hodowane, podlewane gnojowicą z chlewni, a nawet z szamb. Gdyż jeśli pamiętamy słynną aferę z dioksynami, to wiemy, że do paszy dla zwierząt dodawano zużyty olej silnikowy, więc jakieś tam szambo ludzkie nie jest niczym niezwykłym. Oczywiście hodowcy przemysłowi, którzy są potężnymi potentatami w produkcji rolnej, zadbali o to, by nie padło na nich jakiekolwiek podejrzenie, tylko na Bogu ducha winni producenci ekologicznych kiełków, którzy nie mają medialnej siły przebicia i których łatwo oskarżyć, gdyż nie będą się bronić. Ta epidemia to manifestacja toksycznej, destrukcyjnej polityki zachodniego przemysłu spożywczego, oderwania się od natury, produkowania śmieciowej żywności, napędzanej chemią, obficie dotowanej unijnymi dopłatami. Natura domaga się więc swoich praw i ostrzega, że przemysłowa hodowla żywności doprowadzi nas do biologicznej zagłady. Czas wrócić do naturalnych, zdrowych metod produkcji żywności, mając jednak świadomość, że jej cena może wzrosnąć. Jednak nie musi. Wystarczy, że Unia Europejska otworzy swoje granice na produkcję z Afryki, która hodując żywność w prymitywnych warunkach, paradoksalnie produkuje ją zdrowo, a przy okazji pomoże zlikwidować biedę w Afryce.

Niebo w lipcu
Słońce przebywa w Raku, by 23.07 o godz. 06.13 wejść w Lwa. W znaku tym przebywać będzie również Merkury. Wenus wędruje w Raku, Mars zaś w Bliźniętach. Jowisz przebywa w Byku, Saturn zaś w Wadze. Uran rozpocznie retrogradację w Baranie, Neptun cofa się w Rybach, Pluton zaś w Koziorożcu. Nów Księżyca ma miejsce 01 lipca w Raku, oraz 30.07 w Lwie. Pełnia zaś będzie 15 lipca w Koziorożcu. Na nowiu 01.07 będzie mieć również miejsce częściowe zaćmienie Słońca.

Świat w lipcu
Paryż, Berlin i Bruksela wzięły głęboki oddech po tym, jak grecki parlament przegłosował plan reform. Ale nie jest to żadne rozwiązanie. Europejskie instytucje finansowe mają w swoich księgach około 200 mld Euro greckich obligacji, które są nie do odzyskania. I choć nerwowość i niepokój przetoczył się przez światowe rynki finansowe w ostatnim tygodniu czerwca, to jednak można byłoby złudnie odczuć, że sytuacja się uspokoiła. Lipiec i kolejne miesiące pokażą, że nie jest to takie oczywiste. Już na początku miesiąca mamy do czynienia z mocno, nieharmonijnie aspektowanym nowiem Księżyca w Raku. Jest to jedna z najtrudniejszych tegorocznych konfiguracji i przyniesie sporo problemów w wielu rejonach świata. Na nowiu tym bowiem będzie mieć miejsce częściowe zaćmienie Słońca, co wprawdzie niczym nadzwyczajnym nie jest i zdarza się średnio 2-3 razy w roku. Jednak do nowiu opozycję utworzy Pluton, kwadraturę zaś Uran i Saturn, tworząc układ krzyża. Wygląda więc na to, że w Grecji nasilą się zamieszki. Nie jest wykluczone, że ambitny program reform napotka jakieś poważne przeszkody lub się posypie, co może wywołać chwilową panikę na rynkach finansowych. Jednak tenże nów przyniesie złe informacje na temat kolejnych kandydatów do finansowych zawirowań. Na rynkach finansowych pojawi się duża niepewność, więc kurs franka do euro znów zacznie wzrastać. Zaćmienie Słońca z początku lipca to także zapowiedź zaognienia się sytuacji politycznej w takich rejonach globu jak: Irak, Bliski Wschód, Afganistan, Chiny i Korea. Możliwe, że w tych dniach dojdzie do jakichś spektakularnych zmian, ze sceny politycznej zejdzie długo rządzący dyktator. Niebo w lipcu 2011Ale to także zapowiedź wybuchu jakiegoś gwałtownego konfliktu zbrojnego lub powstania. Nie jest wykluczone, że czeka nas jakiś nowy epizod arabskiej rewolucji. To także bardzo niedobry czas w pogodzie i klimacie, co zwiastuje liczne kłopoty w Europie, oraz na innych kontynentach. Między 01 a 06 może dojść do gwałtownych burz, opadów, powodzi niosących duże straty. Jednak II i częściowo III dekada lipca przyniosą pewne uspokojenie. Trygon Marsa do Saturna, oraz Jowisza do Plutona, to dobry, optymistyczny sygnał dla światowej gospodarki. Poprawi się również pogoda w naszej części świata przynosząc typowe wakacyjne wyże. Mniej też będzie emocji na rynkach finansowych i w politycznych gabinetach. Niestety, w sierpniu czekają nas dużo poważniejsze kłopoty, świadczące o tym, jak złudne były oczekiwania, że zasypanie greckiej dziury europejskimi pieniędzmi, przyniesie rozwiązanie problemu. Mocno to widać w horoskopie euro. W 2008 roku, gdy zaczynał się kryzys światowy, wywołany upadkiem banku Lehman Brothers, przez Imum Coeli horoskopu Euro przewędrował Pluton, rozpoczynając dramatyczny proces destrukcji idei wspólnej waluty. W roku 2013 Pluton przewędruje przez Słońce tegoż horoskopu, a w 2020 dojdzie do najprawdopodobniej „finalnego” końca europejskiej waluty. Wtedy to dyrekcyjny Pluton wejdzie na IC, Słońce zaś na Neptuna. Takie konfiguracje niemal nie pozostawiają pola manewru. Scenariusz wypadków będzie najprawdopodobniej następujący. Z unii walutowej najpierw wyjdzie Grecja ratując się przed kompletnym upadkiem. Potem pojawią się kolejni kandydaci na pożegnanie się z europejską walutą. Ostateczny cios zadadzą zapewne Niemcy wracając do marki. Euro zaś stanie się rezerwową walutą, służącą bardziej rozliczeniom wewnętrznym. Unia jednak się nie rozpadnie, lecz zmieni swoje priorytety i cele. W horoskopie franka szwajcarskiego umacniają się trzy ważne dyrekcje. Słońca i Merkurego na Medium Coeli horoskopu franka, oraz dyrekcja Punktu Szczęścia przez koniunkcję Urana z Plutonem w tymże horoskopie. Wygląda na to zatem, że wysoki kurs franka utrzyma się przez jeszcze około dwa lata. Potem – najprawdopodobniej, gdy nieco uspokoi się sytuacja na rynkach, wejdzie w trend spadkowy.

Kraj
Wejście Jowisza na Medium Coeli (górę horoskopu), oraz Słońce, w horoskopie chrztu Polski, jak co dwanaście lat, przynosi nam jakąś szansę, zmianę, przyspieszenie. Niewątpliwie da się to zauważyć obserwując objęcie dokładnie w trakcie tranzytu Jowisza prezydencji Rady Unii Europejskiej przez Polskę. I choć nie jest to ciało wykonawcze, lecz to bardziej kwestia prestiżu i promocji, fakt, że Polska będzie finalizować przygotowania do zatwierdzenia budżetu UE (z polskim komisarzem d.s. budżetu Januszem Lewandowskim), może mieć dla nas kolosalne znaczenie. Najprawdopodobniej otrzymamy w nowym rozdaniu unijnym 80 mld Euro, czyli o 11 mld więcej, niż poprzednio, co pozwoli nam dokończyć najbardziej pilne zadania infrastrukturalne. Kolejne ważne wydarzenie, to słabo zauważona majowa wizyta prez. Obamy w Polsce. Tak naprawdę miała ona kolosalne znaczenie. Była symbolicznym przypieczętowaniem amerykańskich inwestycji w poszukiwania złóż gazu łupkowego. Nowo odkryte złoża, potwierdzenie obecności gazu łupkowego sprawiają, że już za kilka lat będziemy jednym z najbardziej liczących się graczy na rynku gazu w Europie, co diametralnie zmieni rosyjskie polityczne gry i nieprzyjazną wobec nas politykę – zwłaszcza w kontekście bliskiego sąsiedztwa. Rosjanie nie przestraszą się tarczy antyrakietowej, ani amerykańskich F16. Dla nich kwestia utraty strategicznych wpływów na polu gazowym w Europie jest ogromnym problemem.

Przed sporą szansą na przyspieszenie i przełamanie spadku notowań PiS stoi prezes partii – Jarosław Kaczyński. Jowisz, który wejdzie mu na ascendent, będzie dla niego dużym wsparciem w toczącej się już bardzo wyraźnie kampanii wyborczej. Jowisz da mu energię, przebojowość i zdecydowanie. Kaczyński na pewno nie ma zamiaru odpuszczać, co bardzo wyraźnie zauważymy w lipcu. Jednak Jowisz, mimo że wspiera, wzmacnia i pomaga, działa ambiwalentnie. Może równie dobrze przynieść mu serię sukcesów, jak też pogrążać go w coraz większych obsesjach, szaleństwach i paranojach – paradoksalnie wspierając je i potęgując. Jowisz bowiem działa nierzadko, jak mitologiczne dotknięcie Midasa. Przynosząc obfitość, blokuje refleksję i rozsądek. Stąd ostatnia kampania PiSu w sprawie tzw. Białej Księgi katastrofy smoleńskiej. Jednak jego główny konkurent polityczny – premier Donald Tusk też jest w znakomitej formie. Gdy się już wydawało, że Platforma Obywatelska prostą drogą zmierza ku porażce, w czerwcu notowania PO mocno się odbiły w górę. Jowisz na Słońcu, oraz IC, sprawia, że Tusk raczej zapewni zwycięstwo swojej partii w jesiennych wyborach. Zdrowotne problemy Lecha Wałęsy nie mogą dziwić zważywszy na wyjątkowo trudną kwadraturę tranzytującego Plutona do jego urodzeniowego Słońca, oraz opozycję Urana do Księżyca. To dla niego jeden z najtrudniejszych w ostatnich latach momentów życia. Na poprawę może liczyć w przyszłym roku.

Gospodarka
Rozkręcająca się histeria związana z umacniającymi się notowaniami franka szwajcarskiego wobec innych walut, w tym złotego, nie potrwa zbyt długo. Wprawdzie frank nadal będzie mocny i potrwa to nawet do 2013 roku, to jednak złoty niedługo zacznie wchodzić w trend wzrostowy, więc relatywne wzmocnienie złotego do innych walut uspokoi sytuację kredytobiorców. W lipcu bowiem Saturn po raz trzeci i ostatni przejdzie przez ascendent denominacji złotego z 1995 roku. Od sierpnia umacnianie naszej waluty zapewni trygon Jowisza do Słońca. Wcześniej zaś, już około 20 lipca, ustabilizuję sytuację złotego progresywny trygon Księżyca do Jowisza. Pomyślne wieści zapowiada także trygon tranzytującego Saturna do Księżyca horoskopu Chrztu Polski. Znajduje się on w VI domu, więc ma duże znaczenie dla rynku pracy, zatrudnienia, ale także budżetu, ubezpieczeń społecznych, deficytu finansów publicznych. To pomyślny aspekt, więc w lipcu możemy liczyć na spadek zadłużenia i deficytu, przy jednoczesnych poprawiających się wskaźnikach zatrudnienia i bezrobocia. Opóźnienia związane z inwestycjami na Euro 2012 są raczej nie do odrobienia. Opozycja Saturna do Słońca decyzji o Euro 2012 nie pozostawia złudzeń. To dla nas bolesny test efektywności i skuteczności organizacyjnej polskiej administracji. W lipcu nie zauważymy wielkich zmian na Warszawskiej Giełdzie. Generalnie utrzymywać się będzie trend spadkowy. Początek miesiąca przyniesie spadek. Od 04 do połowy miesiąca przeważać będą wzrosty. Okres między 19 a 25 zaznaczy się spadkowo. Od 26 do 29 powrócą wzrosty.