Nowy Jork, Madryt, Londyn, Bombaj

Wbrew pozorom spektakularna akcja terrorystyczna w Bombaju nie była dziełem szaleńców, a na pewno szaleńcami nie byli zleceniodawcy tych zamachów. Za sfanatyzowanymi, z wypranymi umysłami, nabuzowani adrenaliną, narkotykami i islamską ideologią stali chłodno kalkulujący ich mocodawcy. I choć ogromną pokusą jest wrzucić tych terrorystów do worka pod nazwą „fundamentalizm islamski” to jednak sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. Oczywiście, że za zamachami w Nowym Jorku, Londynie, Madrycie i Bombaju stały organizacje i struktury, które mają swoje korzenie w islamie, które można nazwać umownie Al-Kaidą. Nie jest w tym momencie aż tak ważne, czy rację mają zwolennicy spiskowych teorii o wpływie CIA na te zamachy (vide Moore i jego Farenheit 9/11, Zeitgeist itd.). Islam jest wojowniczą, agresywną, nietolerancyjną religią – to prawda. Wywodzi się z nomadycznej, koczowniczej tradycji arabskich plemion, w których panowały swoiste, wyjątkowo surowe i twarde zasady i reguły. Islam zaś stał się czymś w rodzaju religijnego utrwalacza tych idei i zasad bliskich arabskiej tradycji czasów jeszcze sprzed Mahometa.

Islam jednak stworzył najwspanialszą mistykę i duchowość jaką znamy – w postaci sufizmu, a takie postaci jak  Rabia Al-Basri, Dżunajd, Al-Halladż, Al-Ghazali i Ibn’ Arabi, filozofowie Awicenna i Awerroes doprowadzili ideę poznania Boga do poziomów najwyższych, a czasy wczesnego średniowiecza, gdy w Europie panowała totalna ciemnota, chaos i upadek, były dla kultury arabskiej i islamskiej czasem wspaniałego rozkwitu. To im zawdzięczamy przekazanie greckiej spuścizny filozofów, matematykę, geometrię, astronomię i przede wszystkim – astrologię! Za zamachami z Bombaju może stać Al Kaida, a równie dobrze inna organizacja. W myśl zasady cui bono (komu to miało przynieść korzyść), warto się zastanowić nad ewentualnymi korzyściami z takiego zamachu. Zamachowcy zostawili zbyt wiele śladów, by to było przypadkowe. To nie były anonimowe bomby i samobójcy, po których nie zostanie żaden ślad. Oni działali niemal w świetle kamer, z otwartymi przyłbicami, pozostawili mnóstwo śladów, jakby chcieli, by świat wiedział, kto to zrobił, a co nie było do tej pory typowe w działaniu Al Kaidy. Zamachów dokonali Pakistańczycy, nie jacyś tam anonimowi terroryści. Gdy w Indiach zamachów dokonują Pakistańczycy, ma to bardzo poważne konsekwencje. Indie od dziesięcioleci są w stanie konfliktu z Pakistanem o Kaszmir – islamski w większości stan w północnych Indiach. Wiele zamachów, które miały miejsce w ostatnich kilkudziesięciu latach w Indiach, było inspirowanych przez pakistański wywiad. Czy ten też? Już chyba raczej nie. Robienie takich zamachów przez wywiad, czyli wojskowych i politycznych profesjonalistów w ten sposób i w takiej formie byłoby oryginalną formą wypowiedzenia wojny, a pamiętajmy, że oba okraje to atomowe mocarstwa. Mocodawcom zamachu z Bombaju zależy na wywołaniu wojny między Indiami a Pakistanem. Komu zależy: islamiści są głównymi podejrzanymi. W ten sposób mogą wywołać światowy dżihad – religijną wojnę z niewiernymi, uzyskując rząd dusz w świecie islamskim. Kto Niebo w grudniu 2008na tej wojnie jednak najbardziej może stracić? Dopowiedź – Indie. To nie Chiny są najszybciej rozwijającym się krajem, ale największa demokracja świata – właśnie Indie. Kraj ten ma o niebo wyższą kulturę techniczną, zachodni system edukacyjny, biurokrację, a Hindusi doskonale mówią po angielsku, co sprawia, że bardzo dobrze się adaptują w zachodniej cywilizacji, zachowując jednak swoistą odrębność: religijną, kulturową i obyczajową. Indie są i będą potęgą. A nie jest to najlepsza informacja dla ich sąsiadów, nie tylko Pakistanu, ale też właśnie Chin. Zamach na jedno z najbardziej rozwijających się miast Indii, otwarte na świat, biznes, turystów miał za cel odstraszenie zachodu od inwestowania i podróżowania, a zarazem do gospodarczego osłabienia Indii. Czy zatem służby specjalne tych krajów w jakiś sposób maczały palce w zamachach w Bombaju? Może się kiedyś dowiemy. W listopadzie miała miejsce pierwsza z serii pięciu opozycji Saturna do Urana, w pasie Panna – Ryby. To wyjątkowo konfrontacyjna konfiguracja i już nieraz w historii przynosiła problemy (vide moje wcześniejsze prognozy na wrzesień i październik w archiwum). Jej działanie odwołujące się do emocji (Ryby), ale i chłodnej pragmatyki (Panna) sugeruje, że za zamachem stała spokojna, dobrze przemyślana kalkulacja i taktyka, której celem było wywołanie szaleństwa, by osłabić Indie – kraj, który już niedługo będzie prawdziwą potęgą. Podobnie wchodzący dokładnie w dniu zamachu Pluton w Koziorożca sygnalizuje wyrafinowane gry wywiadów i grup nacisku na zmianę światowych porządków.

Niebo w grudniu
Słońce przebywa w Strzelcu, by 21.12 o godz. 13.05 wejść w Koziorożca rozpoczynając tym samym astronomiczną zimę. W znaku tym znajdować się będzie również Merkury i Jowisz. Do Wodnika wejdzie Wenus, gdzie przebywa także Neptun. Mars znajduje się w Strzelcu, by 27.12 wejść w Koziorożca, gdzie od kilku tygodn. Saturn znajduje się w Pannie, Uran zaś w Rybach. Pełnia Księżyca będzie mieć miejsce 12.12 w Bliźniętach, nów zaś 27.12 w Koziorożcu.

Świat w grudniu
Nie będzie to łatwy i spokojny miesiąc na świecie. Nie tylko z powodu listopadowych zamachów w Bombaju, ale z kilku jeszcze co najmniej powodów. Około 12 grudnia na pełni Księżyca utworzy się kluczowa, najważniejsza, a zarazem najtrudniejsza konfiguracja całego roku 2008. Będzie to Wielki Krzyż znaków zmiennych, który utworzy pełnia Księżyca na osi Strzelec – Bliźnięta, oraz opozycja Saturn – Uran, na osi Panna – Ryby. Dodatkowo w połowie miesiąca Mars zrobi kwadraturę do Saturna, a na nowiu 27.12 stellum (zgrupowanie planet – wielką koniunkcję w Koziorożcu – utworzy Słońce, Księżyc, Mars i Pluton. Taki zestaw niestety nie wróży dla świata niczego dobrego. W ostatnim, zwykle najspokojniejszym miesiącu roku, gdy z reguły większość ludzi jest już nastawiona albo na święta, albo witanie nowego roku, trzeba będzie spojrzeć w oczy licznym problemom, przed którymi stanie ludzkość. Będzie to bardzo ciężki dla światowej polityki miesiąc. Zamachy w Bombaju obudziły demony lęków związanych z terroryzmem. Jednak ekonomiczny, polityczny cel tych zamachów jest mocno zauważalny i w grudniu na pewno przyniesie poważne konsekwencje. To test dla nowego prezydenta USA Baracka Obamy, który otrzymał niezbyt przyjemne wiano na nową drogę życia. Ostudzi to wszelkiej maści pacyfistów i lewicowych intelektualistów przed rezygnacją z twardej polityki konserwatystów w stosunku do światowego terroryzmu, dlatego też polityczny efekt tych zamachów będzie przeciwny do zamierzonych. To tylko umocni pozycję USA na Bliskim Wschodzie i pobudzi stanowczość w wojnie w Afganistanie. Indie zaś zrozumiały, że jadą na tym samym wózku co świat Zachodu. Te niezwykle ostre i mocne grudniowe układy podkręcą wojowniczą retorykę Rosji. Jednak zasada jest prosta. Im Rosja mocniej akcentuje swoją mocarstwowość, napina muskuły, straszy, stawia na zbrojenia, tym bardziej oznacza to, że jest tam (i będzie) coraz gorzej. Putin nie zostanie po raz trzeci prezydentem, a jego marionetka – Miedwiediew tylko spokojnie czeka, aż premierowi zacznie się podwijać noga, a jest to tylko kwestia czasu. Rosja wkracza w bardzo ciężkie czasy i na nic się jej nie przydadzą rezerwy walutowe, gdyż cena ropy utrzymująca się w okolicach 50 USD za baryłkę nie tyle nie będzie rosnąć, co nawet spadnie. Spadnie za tym cena gazu, więc wszelkie mocarstwowe ambicje Rosji wylądują na śmietniku historii, a kraj ten wycofa się z ekspansywnej polityki, gdyż nie będzie go na to stać. Poważne problemy ekonomiczne, zapaść gospodarcza, oddalanie się byłych republik, a nawet Białorusi, to dla Putina kres marzeń o kolejnej kadencji prezydenckiej. Dla światowej gospodarki grudzień będzie miesiącem fatalnym. Czeka nas fala bardzo złych informacji, kiepskich analiz, ponurych prognoz gospodarczych, co przyniesie wielki światowy pesymizm. Kolejne rządy, firmy, banki i korporacje będą ogłaszać hiobowe wieści, co tylko jeszcze wzmocni negatywne nastroje. Będzie to także miesiąc skrajnych warunków pogodowych – zwłaszcza w naszej części świata. Początek miesiąca ciepły, by w połowie miesiąca nadeszło mocne załamanie pogody i dość silny atak zimy. Jednak jej panowanie nie będzie długie, już w połowie stycznia lub w lutym praktycznie będzie po zimie.

Kraj
Politycznie zmian nie widać. Długofalowa sytuacja zmierza w kierunku stabilizacji politycznej. Na łonie koalicji PO-PSL nie dojdzie do żadnych ważniejszych zmian. Jakieś wstrząsy na tym polu będą możliwe dopiero pod koniec przyszłego roku. Donald Tusk wkracza w bardzo dobry dla siebie czas, więc jego pozycja, oraz notowania nie ulegną osłabieniu. Pewnego rodzaju pat nastąpi również na polu kontaktów z prezydentem i opozycyjnym PiS. Role są już dawno rozpisane i tu nic szczególnego się nie zmieni. Bracia Kaczyńscy będą walczyć z Tuskiem, ale ta ich walka jest skazana na porażkę. Duże zmiany jednak będą mieć miejsce na obszarze szeroko rozumianych reform. Wejście Saturna do II domu (finanse, zasoby, budżet, ekonomia) horoskopu Polski wymusi niezwykle ważne działania i decyzje, których konsekwencji na przyszłość przeceniać nie można. Tusk i jego ekipa mają doskonałą szansę przeprowadzić niezwykle konieczne zmiany i reformy wykorzystując światowy kryzys. Panika związana z wielkim kryzysem, który nadciąga do Polski, jaka się ostatnio szerzy w mediach, jest mocno przesadzona. Histerię napędzają dziennikarze i grający na spadki triderzy. Przed nami rzeczywiście trudny ekonomicznie i gospodarczo rok, ale na pewno nie grozi nam jakaś katastrofa. Już od czerwca, lipca przyjdzie w gospodarce odbicie, które będzie tchnieniem optymizmu. Sam zaś kryzys będzie mieć pewne korzystne skutki i wytnie z rynku spekulacyjnych graczy, uzdrowi gospodarkę i pomoże sprawnie zrealizować inwestycje na EURO 2012. Na giełdzie grudzień przyniesie ponowną huśtawkę nastrojów. Pierwszy tydzień grudnia będzie stosunkowo niezły, podobnie i drugi, ale od połowy miesiąca może nas czekać fala dużych, głębokich spadków, zwłaszcza w okresie 17-22.12. Po świętach też ciężko będzie o optymizm. Fatalne analizy, kiepskie wyniki i negatywne projekcje ekonomiczne mogą mocno dobić rynki finansowe i giełdę, więc znów możemy się spodziewać zjechania WIGu20 do poziomu z październikowego i listopadowego dołka.