Zaćmienie umysłu

Informacja o tym, że słynna aktorka Angelina Jolie dokonała prewencyjne mastektomii wywołała ogromną burzę w mediach, na forach. Sprowokowała jednocześnie gorącą dyskusję wśród publicystów, celebrytów i polityków. Można by tę sprawę potraktować jako kolejny temat, którym się ekscytują brukowce, gdyby nie ogromnie istotne konsekwencje tejże informacji, oraz samą postać, której ta smutna historia dotyczy. Angelina Jolie jest jedną z najbardziej medialnych postaci show businessu, znaną celebrytą, niezwykle popularną gwiazdą, aktorką, działaczką społeczną. W roku 2006 została wybrana najpiękniejszą kobietą świata w rankingu magazynu People, oraz wygrała głosowanie wśród widzów brytyjskiej stacji Channel 4 na symbol seksu wszech czasów w 2007 roku. Przez kilka lat media pilnie obserwowały jej rodzinne perypetie, a potem związek z nie mniej znanym celebrytą i aktorem – Bradem Pittem. Przyglądały się jej dzieciom, adopcjom, aktywności na rzecz biedaków w krajach III-go świata. Dla wielu ludzi była niczym królewna z bajki i tak właśnie wyobrażano sobie jej życie: bajkowe, idylliczne, spełnienie marzeń i tęsknot zwykłych ludzi. Jest w niej zatem coś, co uosabia emocje, namiętności, pragnienia, a może tylko kulturowe trendy. Co zatem się stało, że ten symbol seksu, piękna, sukcesu, szczęścia podejmuje taką dramatyczną decyzję – decyzję o prewencyjnej mastektomii?

http://www.youtube.com/watch?v=XruxHXytOn8&feature=youtu.be

Angelina Jolie jest nosicielką zmutowanego genu BRCA1 odpowiadającego m.in. za raka piersi, na którego zmarła jej matka – również nosicielka tegoż zmutowanego genu. Jolie podjęła zatem decyzję o prewencyjnej mastektomii mimo, że nie zdiagnozowano u niej raka, czyli nie była chora, ale – według genetyków – prawdopodobieństwo, że zachoruje na raka wynosi 87%. Jolie tłumaczy swoją decyzję lękiem przed koszmarem leczenia, chemioterapii i cierpienia, które widziała u swojej matki. To wiemy z oficjalnych przekazów. Po tym, jak najpiękniejsza kobieta świata ujawniła, że dokonała amputacji zdrowych piersi rozpętała się burza, która nie przemija do tej pory.

Wydarzenie to ma wielkie znaczenie w kontekście tego, co się działo na niebie w maju. Miało bowiem m.in. miejsce zaćmienie Słońca w pasie Byk – Skorpion na nowiu. Byk symbolizuje naturę, przyrodę, zdrowie, siłę, harmonię, ekologię. Skorpion – to zaś mrok, ciemność, lęki, tajemnice, traumy i zranienia. Podobne zaćmienie miało już miejsce jesienią 2012 roku, oraz będzie ponownie w listopadzie 2013 – też w pasie Byk – Skorpion. I jak to często bywa z zaćmieniami – ujawniają one ponure, złe, niepokojące procesy, energie, emocje i doświadczenia. Metoda obcinania sobie kawałków ciała i wycinania organów, co ma służyć uniknięciu choroby, jest jednym z najbardziej ponurych, strasznych i makabrycznych znaków czasów. Można by jednak powiedzieć, że ok., każdy ma prawo do podejmowania najdziwniejszych, najbardziej nawet ekscentrycznych i kontrowersyjnych decyzji związanych z jego ciałem i zdrowiem, gdyby nie masowy zachwyt i entuzjazm, który ta decyzja wywołała. Masowo popierają ten wybór gwiazdy celebryci, aktorzy, zwykli ludzie, zainteresowane tą kwestią kobiety – gdyż ich ten problem mocno dotyka – i …lekarze. Głosy dezaprobaty i wątpliwości były nieliczne i słabe. Jedyne, które przetoczyły się przez media, to chamskie i prymitywne wypowiedzi prawicowych komentatorów i polityków, który potraktowali jej decyzję jako wybryk i fanaberię celebrytki, a może także zaplanowaną z koncernami medycznymi akcję promocyjną metod rekonstrukcji piersi i producentów implantów. I choć nie można wykluczyć, że jakieś wątki komercyjne się w tej decyzji pojawiły, to jednak nie był to wygłup lub fanaberia hollywoodzkiej gwiazdki. To była naprawdę trudna, straszna, ciężka decyzja… i potwornie głupia, idiotyczna, szalona i bezsensowna zarazem. Stało się coś bardzo złego, na co złożyło się wiele czynników. Pierwszy – medyczny. W ciągu ostatnich 100-200 lat nastąpiła eksplozja zachorowań na nowotwory, na co złożyło się kilka przyczyn. Wzrosła średnia długość życia, więc i automatycznie więcej ludzi choruje. Medycyna przyjmuje to za coś oczywistego i naturalnego, że ludzie częściej chorują na nowotwory w pewnym wieku. Jednak nie jest to do końca prawdą. W wielu długowiecznych społecznościach żyjących z dala od cywilizacji nowotwory są rzadkością. Np. Japończycy, którzy dużo rzadziej chorują na nowotwory po emigracji do USA zaczynają chorować tak samo często na nowotwory, jak sami Amerykanie. Ma to oczywiście związek z konsekwencjami życia w cywilizacji, czyli wpływem chemii, wysoko przetworzonej żywnością pełnej sztucznych barwników, konserwantów, pestycydów, antybiotyków, trucizn, azotanów, nadmiernej ilości mięsa w diecie. Już dawno temu udowodniono, że czynniki środowiskowe (dieta, styl życia, aktywność) mają wpływ na zdrowie. Jaką odpowiedź na te dylematy daje medycyna? Oczywiście lekarze zalecają zdrowy styl życia. Współczesna medycyna jednak oparła się na redukcjonistycznym, racjonalistycznym, mechanistycznym, materialistycznym modelu biochemicznym, w którym ciało człowieka to wprawdzie niezwykle skomplikowany, ale jednak pewien hydrauliczny, chemiczny mechanizm, który ulega uszkodzeniom, który trzeba „naprawiać”. Odkrycie genów, oraz teoria o genetycznych uwarunkowaniach chorób, zamknęła usta tym, którzy szukali innych przyczyn chorób, w tym nowotworów. Czego zatem się dowiedziały kobiety? Że mają uszkodzony gen BRCA1 – odpowiedzialny za kilka rodzajów nowotworów, że jest wysokie prawdopodobieństwo, że zachorują na raka piersi, bo na raka chorowała matka, babka. Wydaje się zatem, że to racjonalna konkluzja – podjęcie drastycznej decyzji o mastektomii zmniejszającej prawdopodobieństwo zachorowania na raka – jest słuszna. Jaki zatem otrzymały kobiety na świecie? Jeśli masz uszkodzony gen BRCA1, usuń sobie piersi, jajniki, macicę (bo tenże gen ponoć wywołuje nowotwory tych organów) zmniejszysz prawdopodobieństwo zachorowania na raka. Ale i tak coś z tobą jest nie tak, jesteś uszkodzona, masz defekt. W myśl tych założeń choroba to coś zewnętrznego, nie jest moja, to jakieś fatum, pech. Dostajemy przekaz, że choroba nie zależy ode mnie, że to coś jak dopust boży.

Od tysięcy lat ludzie poszukują klucza do zdrowia i badają przyczyny chorób. Uzdrawiacze, szamani, czarownicy, magowie, kapłani obserwując naturę, zachowania zwierząt, działanie roślin, grzybów, halucynogenów, modlitw, magii próbowali odkryć sekret zdrowia i choroby. Dziś są nimi naukowe autorytety, zamknięci w laboratoriach badacze chłodno analizujący dane. Nie ma tu miejsca na humanistyczną refleksję nad ludzkim zdrowiem, gdyż – w myśl Kartezjusza – duch i ciało to odrębne byty. Jednak ta błędna, destrukcyjna wiara w racjonalistycznych kapłanów zdehumanizowanej, biochemicznej naukowej religii do niczego dobrego nas nie doprowadzi. Antybiotyki już przestają działać, coraz głośniej jest o aferach związanych z manipulacjami przy produkcji szczepionek, pojawiają się raporty o tym, jak potężne koncerny farmaceutyczne korumpują naukowy świat lekarski, jak sponsorują akcje walki z medycyną naturalną (w Polsce z homeopatią), jak ogromna ilość umiera i choruje w efekcie niepotrzebnych zabiegów medycznych i stosowania szkodliwych leków.

Gdzie jest zatem wyjście z tego szaleństwa? Jest nim wzięcie pełnej, stuprocentowej odpowiedzialności za swoje zdrowie, jak i za choroby. Nie chodzi o wpędzanie w poczucie winy, ale o uświadomienie sobie, że to jest moje – moje doświadczenie, karma, los. To wybór duszy. Dla medycyny akademickiej, naukowej to zwykłe zabobony, gusła i przesądy. Jednak co bardziej przytomni lekarze zachęcają do umiaru. Nie wszyscy bowiem podzielają to jednomyślne przekonanie, że to geny odpowiadają za chorobę nowotworową, że to dużo bardziej skomplikowany mechanizm, że prewencyjna mastektomia jest niepotrzebna, że prewencja i badania wystarczą, bo przecież nie chodzi o walkę z nauką i oficjalną medycyną. Przeciwnie, badanie się i obserwacja swojego organizmu są nader wskazane. Ale jest jeszcze coś w tej całej historii ważniejszego. To mianowicie, jakie czynniki są decydujące w chorobie nowotworowej. Czy geny mogą mieć na to wpływ? Być może tak, ale masowa epidemia chorób nowotworowych to nie efekt jakiegoś drastycznego załamania się genotypu człowieka, który te choroby powoduje. Ten „błąd” nie powstał teraz, sto lat temu. Był zapewne od zawsze. Każdy człowiek posiada w swoim genomie kilkanaście śmiertelnych chorób, na które może zachorować i być może zachoruje. Geny są demonizowane, być może dla celów komercyjnych przez koncerny farmaceutyczne, które mają patenty na produkcję testów do wykrywania tych „błędów”. Czynniki środowiskowe (niezdrowa żywność, chemia, trucizny) też oczywiście stymulują powstawanie chorób. Jednak kluczem do chorób nowotworowych są emocje – destrukcyjne schematy myślenia, stres, wypierane traumy. Angelina Jolie nie miała łatwego dzieciństwa. Odrzucona przez ojca, wychowywana przez matkę, która nie mogła sobie ułożyć życia, dokonywała samookaleczeń, a jej tatuaże to opowieść o zranieniach, cierpieniu. W jej rodzinie destrukcyjne wzorce chorób i cierpienia były przekazywane od kilku pokoleń. W myśl medycyny naturalnej, psychosomatycznej, holistycznej – nowotwór to konsekwencja wypartego, tłumionego bólu, nieprzepracowanej traumy, depresji i zranień. Od wieków kobiety noszą te zranienia, poddane destrukcyjnej władzy, patriarchalnej kontroli, spychane do ról, które im wyznaczyło społeczeństwo. Tak naprawę cała historia z Angelina Jolie to opowieść o bólu, który noszą kobiety, o bezradności, depresji, wypartych emocjach. A jej decyzja to kolejne z serii samookaleczeń, których dokonywała w swoim życiu. Wiele kobiet jej historia mocno poruszyła, gdyż okazało się, że nie wystarczy być znaną, sławną i piękną, by być szczęśliwą. Majowe zaćmienie Słońca ten ból ujawniło, a wraz z nim pokazało, jak wiele tego cierpienia jest od dawna przekazywane nowym pokoleniom. Ale właśnie dzięki temu, że zaczęto o tym głośno mówić, pojawia się szansa na to, że ludzie przestaną ślepo naśladować gwiazdy, bezkrytycznie wierzyć w to, co im przekazują media, poddawać się presji koncernów farmaceutycznych i naukowych autorytetów lekarskich, że tak jak o ciało, zaczną dbać o ducha.

Niebo w czerwcu
Słońce przebywa w Bliźniętach, by 21.06 o godz. 07.05 wejść w znak Raka, co jest jednocześnie momentem letniego przesilenia, oraz początkiem astronomicznego lata. W Raku przebywać będą również Merkury, oraz Wenus. Merkury pod koniec miesiąca rozpocznie ruch wsteczny, w którym przebywają Saturn w Skorpionie, oraz Pluton w Koziorożcu i dołączający do tej trójki 07.06 Neptun w Rybach. W czerwcu czeka nas ważny ingres – wejście Jowisza w Raka, co będzie mieć miejsce 26.06. Uran przebywa w Baranie. Nów Księżyca będzie mieć miejsce 08.06 w Bliźniętach. Pełnia zaś 23.06 w Koziorożcu.

Świat
Niebo w czerwcu 2013Czerwiec zapowiada się mniej nerwowo i agresywnie, niż to miało miejsce w poprzednich miesiącach. Zawsze wstrzymuję oddech, gdy piszę, że czeka nas spokojny miesiąc. Bo co to znaczy spokojny? Katastrofy, kataklizmy, wojny, zamachy – to przecież codzienność mediów i świata informacji. Mimo to, czerwiec będzie mieć mniej dramatycznych konfiguracji, więc i trochę mniej strachu. Ale to miesiąc ważny, gdyż czeka nas kilka interesujących wydarzeń astrologicznych. To miesiąc pod znakiem retrogradacji. Będzie ich aż cztery: Merkurego, Saturna, Neptuna i Plutona. Ruch wsteczny planet działa konserwatywnie, ucieczkowo, prowokując wycofanie, reakcję, czasem stagnację. W okolicach 07 czerwca będzie mieć miejsce kwadratura Marsa do Neptuna, więc przyniesie kolejną falę nękających świat i Europę wydarzeń pogodowych. Natura jednak mocniej pokaże swoje kapryśne oblicze na pełni 23.06, która ustawi się w jednej linii z Plutonem i Jowiszem. To tradycyjnie czas tzw. deszczy świętojańskich, więc w wielu miejscach na naszym kontynencie dojdzie do powodzi i innych poważnych kataklizmów przyrodniczych. Ale czerwiec stać będzie przede wszystkim pod znakiem pomyślnego trygonu Saturna do Neptuna, który ma swoją drugą odsłonę. Pierwsza miała miejsce w październiku 2012, trzecia zaś będzie w lipcu. Odkąd powstał Internet, społecznościowe media, fora i grupy dyskusyjne, wszelkie ciemne, mroczne, złe rzeczy ujawniają się z dużą szybkością i łatwością. Nie da się już tak łatwo zamieść pod dywan paskudztw, które czynią różne korporacje, wielkie, międzynarodowe koncerny, tajne służby i opresyjne rządy. Kolejna odsłona trygona Saturna z Neptunem sprawia, że ta zbiorowa, anonimowa społeczność internetowa zacznie się przeradzać w realny ruch i siłę, która zacznie mieć swój wyraźny i mocny głos. Daje to nadzieję na lepszy, bardziej sprawiedliwy i szczęśliwy świat – jak nie teraz, to przynajmniej kiedyś, w niezbyt odległej przyszłości.

W czerwcu mocno aktywny będzie horoskop Paktu Północnoatlantyckiego. Dyrekcyjny Uran na Księżycu horoskopu NATO sygnalizuje jakieś nowe zaangażowanie sojuszu. Progresywny zaś Księżyc na Saturnie horoskopu hidżry – czyli kosmogramie cywilizacji islamu – to kolejny mocno podkręcający emocje, napięcie, konflikty i wojenną pożogę układ (obok tranzytującego Saturna na MC). Pewnym optymizmem powieje na łonie UE. W starym horoskopie wspólnot europejskich – EWG – Jowisz na MC, oraz identyczny tranzyt w horoskopie waluty euro, a także Jowisz na Księżycu, zapowiadają pierwsze sygnały odwrotu europejskiego kryzysu i poprawę sytuacji ekonomicznej unii. Jednak unijni frontmeni nie będą mieli lekko. Kolejny z serii niezwykle ciężkich układów w horoskopach Francji – tym razem kwadratura Plutona do Księżyca horoskopu rewolucji francuskiej – to bardzo złe wieści dla Francuzów. Zamieszki, protesty i uliczne marsze mogą się przerodzić w regularne bitwy uliczne. Demontaż imperialnych tradycji zapowiada wędrujący przez Imum Coeli dyrekcyjny Neptun w horoskopie Anglii. Brytyjczycy oddalając się na swoim niezatapialnym lotniskowcu od Europy wcale nie wzmocnią swojej pozycji. Przeciwnie. Znaczenie, pozycja i siła Albionu słabnie i słabnąć będzie. Stosunkowo podobna dyrekcja Neptuna – na descendencie horoskopu zjednoczenia Niemiec – to zapowiedź kolejnych nieszczęśliwych kompromisów, ustępstw i uległości Niemiec wobec polityki Rosji.

Kraj
Bardzo wyraźne osłabienie notowań Platformy Obywatelskiej to w dużej mierze konsekwencja „rozmiękczającej” koniunkcji dyrekcyjnego Neptuna przez ascendent przewodniczącego PO i premiera zarazem – Donalda Tuska. Działanie Neptuna potrwa jeszcze kilka lat, ale jego osłabiający wpływ, wraz z ostro atakującym Słońce i Wenus Tuska Saturnem sprawiły, że szef Platformy się gdzieś pogubił, stracił impet, energię i skuteczność. Jednak stanowczo za wcześnie składają Tuska do politycznego grobu dziennikarze i opozycja. Jowisz, który wkracza w czerwcu na jego descendent, sprawia, że Tusk błyskawicznie stanie na nogi. Premier po raz kolejny ruszy do działania i podejmie kilka ważnych decyzji, które uratują rząd i Platformę przed upadkiem. Trygon Jowisza do Słońca (tzw. królewski aspekt) Grzegorza Schetyny sugeruje, że były sekretarz generalny PO ma szansę wrócić do politycznej gry. Ale szef opozycyjnego PiS – Jarosław Kaczyński – też nie będzie mieć powodów do narzekania. Kaczyński bowiem znajdzie się pod fantastycznym wpływem koniunkcji Jowisza na jego Słońcu. Gdyby jakiekolwiek wybory odbywały się właśnie teraz, PiS i Kaczyński mieliby dużą szansę na wyborczy sukces. I choć teraz ma fantastyczny moment w swojej karierze – być może jeden z najlepszych w skali dziesięciu lat – to jednak jesienna wędrówka Saturna przez descendent sprawi, że zamiast pochodu po zwycięstwo Kaczyński będzie musiał stoczyć ciężki bój z kolejnymi buntownikami w partii i kandydatami na schedę po prezesie. Wędrujący przez jego MC transformacyjny i niszczący Pluton w wyborczym roku 2015 to odpowiedź na to, czy PiS wygra wybory, a także kto będzie (a ściślej, kto nie będzie) szefem PiS po roku 2015.

W samym horoskopie chrztu Polski nie będzie się wiele działo w czerwcu, więc atmosfera i polityczna gorączka się nieco uspokoją. Pogoda będzie w czerwcu dużo lepsza, niż w maju. Możemy liczyć na większą dawkę słońca i wyższą temperaturę. Będą jednak burze i opady, chwilami bardzo intensywne – zwłaszcza między 06 a 09 czerwca i między 21 a 25.06.

Gospodarka
Informacje o tym, że wyniki gospodarcze za I kwartał były bardzo słabe, nie może być żadnym zaskoczeniem. Dziwić może jedynie to, że kryzys przechodzimy tak łagodnie, gdyż niezwykle ciężka i brutalna wędrówka Saturna przez IC i w opozycji do Słońca horoskopu chrztu na przełomie 2012/2013 w zasadzie powinna przynieść ciężki kryzys, wysokie bezrobocie, masowe strajki i bankructwa. Na szczęście nie powtórzyła się historia z poprzednich wędrówek Saturna przez IC (1983, 1956, 1926). W czerwcu gospodarka zacznie się rozkręcać po kilku fatalnych miesiącach, ale będzie to widoczne w danych GUS dopiero  w okolicach lipca – sierpnia. Wyśmienite zaś aspekty czekają horoskop polskiej akcesji do UE. Pluton w trygonie do Słońca, Jowisz na Marsie i descendencie wejścia do UE, sprawiają, że zaczną ruszać przetargi z nowego budżetu UE, oraz że otrzymamy jakieś inne bardzo korzystne dla nas wieści z Brukseli. Być może nasze apele o złagodzenie idiotycznej i bezsensownej polityki klimatycznej unii zostaną wysłuchane i że ktoś wreszcie pójdzie po rozum do głowy w komisji europejskiej, by zacząć odchodzić od restrykcyjnych, samobójczych, ideologicznych i destrukcyjnych dla gospodarki UE zasad polityki emisyjnej CO2 i fanatyzmu ekologicznych talibów lansujących tzw. „zieloną” energetykę, która w dłuższej mierze jest dla Polski katastrofą. Unia zapewne – wbrew agresywnemu lobbingowi Rosji – dzięki polskim wysiłkom nieco złagodzi swoje wrogie nastawienie do wydobywania gazu łupkowego. Czerwiec przyniesie kontynuację wzrostów na GPW. Jowisz w trygonie do MC GPW, oraz na Księżycu WIG20 to spora dawka optymizmu dla naszego parkietu, który dosyć niemrawo się rozkręcał na tle innych rynków, ale w maju wyraźnie przyspieszył, gdyż WIG 20 wzrósł o blisko 200 punktów. Jest to zatem początek dłuższej hossy na naszej giełdzie, czego nie zmienią korekty, które nas jeszcze czekają w tym roku. Kwadratura progresywnego Księżyca do Plutona przyniesie lekki spadek naszej waluty, co tylko pomoże rozkręcić nasz eksport.